Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość Tikitiki

Drugie dziecko

Rekomendowane odpowiedzi

Gość Tikitiki

Hej. Piszę ponieważ potrzebuje trochę  wsparcia. Od początku zaczynając... 

Pierwsza ciąża okazała się biochemiczna. Staraliśmy się prawie pół roku o dziecko, skończyło się poronieniem. Mimo tłumaczeń lekarzy, że to zdarza się bardzo często, bardzo to przeżyliśmy. 

Po jakimś czasie stwierdziliśmy, że już jest ten czas kiedy się otrząsnęlismy, jesteśmy gotowi. Starania trwały 3 miesiące. W końcu zobaczyłam dwie kreski. Jak najszybciej chciałam iść do lekarza, potwierdzić i dowiedzieć się czy wszystko jest w porządku. Do wizyty trzęsłam się ze strachu, sprawdzałam czy nie plamie, każdy mniejszy ból brzucha kończył się u mnie paniką. Na wizycie wszystko poszło dobrze - jest jajo, jest zarodek, serduszko bije. To była najcudowniejsza wiadomość na świecie, ale gdzieś z tylu głowy do 12 tygodnia miałam strach i i tak sprawdzałam czy wszystko w porządku. Oprócz małych dolegliwosci typu "mieso w kazdej postaci mi smierdzi" wszystko bylo w porzadku. Nie wymiotowałam, nie mialam mdlosci, apetyt troche mniejszy, ale nigdy nie jadłam dużo. Po 12 tygodniu już się uspokoiłam. Do porodu ciaza byla praktycznie ksiazkowa. Porod jak to porod. Jedyne co zle wspominam, to bardzo duzo przytylam. Mamy teraz 1.5 synka - zywe srebro, zdrowy, nigdy nie byl chory, rozwija sie prawidlowo. Wszystko mialam juz poukladane, a tu, jak grom z jasnego nieba spoznia mi sie okres. Robie test, z nastawieniem ze na pewno bedzie negatywny. Od kad pamietam na wiosne mi sie spoznial. Po 15 sekundach pojawia sie druga, gruba czerwona kreska. SZOK. 

Nie planowaliśmy, ja wręcz nie chciałam przynajmniej na razie drugiego dziecka. Zwłaszcza teraz przy tej pandemii. Zaczęłam liczyć, kiedy to mogło się zdarzyć.. ogólnie zawsze gdy mam owulacje odmawiam, to jest mój tydzień bez seksu oprócz okresu, w resztę się zabezpieczamy. Brak seksu najlepsza antykoncepcja. Wtedy raz nie spojrzalam, nie chciałam, ale już mówię dobra, dla rozluźnienia, będę miała parę dni spokoju, niedopilnowalam zabezpieczenia, moja wina, bije się w pierś. I wyszła z tego wpadka. W dodatku nie mogę jeść. Męczą mnie mdłości, na widok wszystkiego przytulam kibelek. 

Boję się wszystkiego - od tego jak ta ciąża będzie przebiegać, przez jak poradzę sobie z dwójką dzieci, aż do tego, że znowu przytyje i wszyscy powiedzą, że dla zasiłków mam dzieci. 

Ja wręcz nie umiem się cieszyć. Mam tak mieszane i skomplikowane uczucia w sobie w tej chwili, że czuje się jak zły czlowiek. Miałam wszystko poukładane. Odchowam jeszcze synka, pójdę do pracy, wyjdę do ludzi. A tu bach. Odezwalo się trochę moje lenistwo, noce już przesypiane całe, syn dużo robi sam, pomaga mi wręcz przy jakiś prostych czynnościach, lubimy razem wieszać pranie, składać łóżko. Teraz znowu cała codzienność stanie na głowie. Boję się że nie podzielę miłości na dwójkę dzieci, że nie poradzę sobie z nimi sama w domu. Ciągle źle się czuje a to nie ułatwia mi zaakceptowania tego faktu. Nie byłam na wizycie u lekarza jeszcze, bo w związku z pandemią Pani Doktor powiedziała, że lepiej jak przyjdę w 8 tygodniu, kiedy już na 100% będzie coś widzieć, niż teraz a za tydzień przyjść jeszcze raz i ja ją rozumiem. 

Wiem że mleko się wylało, ale chciałam wiedzieć czy tylko ja miałam taki strach, dziwne myśli. 

Jedno wiem na pewno. Gdyby odpukać coś się stało, na pewno byłoby mi strasznie przykro i wiem, że nie chciałabym już nigdy być w ciąży, bo wyszło by, że to 3, a tylko z 1 mam dziecko. Boję się o zdrowie tego dziecka, jeśli jest, to niech wszystko będzie dobrze, ale moje myślenie na pewno nie pomaga ani jemu ani mi. I teksty, że jedni nie mogą, a ja jestem w drugiej też mi nie pomagają. Czy ktoś też był w takiej rozsypce i nie wiedział co ze sobą zrobić? Za hej ty dziękuję, wystarczy mi, że ja już o sobie samą myślę że jestem nieodpowiedzialna i wszystko co najgorsze.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dla mnie druga ciąża też była zaskoczeniem. Moje pierwsze dziecko miało wtedy 3 latka, a tu druga ciąża. Chciałam drugie dziecko, ale nie w tamtym momencie. Nie potrafiłam się cieszyć z początku. A jak zaczęłam się cieszyć, zobaczyłam bijące serduszko na USG to w niedługim czasie doszło do poronienia. Bardzo żałowałam, że nie chciałam w tamtym momencie drugiego dziecka. Skończyło się depresją. Teraz staram się o drugie dziecko i póki co to nie wychodzi 😞

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Tikitiki

Współczuję, wiem co to stracić ciążę. Też wiem, że jeśli coś by się stało, to będę przeżywać. I pewnie też będę pluć sobie w brodę, że podchodzę do tego teraz tak, a nie inaczej. Ale nie umiem, nie potrafię się w tej chwili cieszyć. Nie wiem co się ze mną dzieje, czemu mam takie a nie inne myśli. Ja wiem, że dziecko to skarb i cud. Wiem, że ludzie przeżywają różne tragedie i powinnam się cieszyć, że mam to szczęście, a drugie jest w drodze. Dobija mnie to, że powinnam się zachowywać inaczej, a tu takie coś. Nie potrafię na razie zaakceptować tej ciąży. Jest mi z tym bardzo ciężko, bo wszyscy bliscy się cieszą, że będzie druga pociecha i nawet nie mam komu powiedzieć co mnie gryzie..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Tikitiki

Współczuję, wiem co to stracić ciążę. Też wiem, że jeśli coś by się stało, to będę przeżywać. I pewnie też będę pluć sobie w brodę, że podchodzę do tego teraz tak, a nie inaczej. Ale nie umiem, nie potrafię się w tej chwili cieszyć. Nie wiem co się ze mną dzieje, czemu mam takie a nie inne myśli. Ja wiem, że dziecko to skarb i cud. Wiem, że ludzie przeżywają różne tragedie i powinnam się cieszyć, że mam to szczęście, a drugie jest w drodze. Dobija mnie to, że powinnam się zachowywać inaczej, a tu takie coś. Nie potrafię na razie zaakceptować tej ciąży. Jest mi z tym bardzo ciężko, bo wszyscy bliscy się cieszą, że będzie druga pociecha i nawet nie mam komu powiedzieć co mnie gryzie..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Doskonale Cię rozumiem. Moja historie znasz. W tej chwili mój syn ma 4 latka, córka, która poroniłam miałaby kilka miesięcy. Dała bym wszystko żeby ona teraz była z nami. Wiem, że to nie łatwe, ale chociaż spróbuj podejść do tego inaczej, nie życzę Ci tego co spotkało mnie, ale niestety życie pisze różne scenariusze i pokochaj to maleństwo, bo jest częścią Ciebie 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Tikitiki

Mam nadzieję, że kiedy zobaczę i usłyszę bicie serca na usg moje nastawienie się zmieni. W pierwszej ciąży uwielbiałam kiedy Pani Doktor sprawdzała akcję serca, a ja mogłam je słyszeć, specjalnie zawsze po badaniu jeszcze chwilę trzymała usg, żebym posłuchała, bo rozplywalam się przy tym dźwięku. Może jak faktycznie zobaczę to wszystko zacznie mi sie pozytywnie układać w głowie. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pewnie tak będzie 🙂 a póki co to dbaj o siebie jeszcze bardziej niż zwykle 🙂 i miło spędzaj czas z synkiem 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Magda 36

Wiem co czujesz umiem cię zrozumieć. Miałaś coś zaplanowane pokolei i ciąża Zmieniła twoje plany. Ale coraz się tym. Naprawdę gratuluję Ci. 

Ja straciłam dziecko a zabieg miałam w Walenty nki tego roku... 8 tydzien. Do dziś nie umiem się z tym pogodzić. Że nie utrzymałam ciąży że to moja wina. Nie poszłam na L 4 nie słucham rad że mogę tego żałować... I żałuję taka prawda  że praca  nie zatęskni  za toba. Każdego da się  zastapic. oddalabym wszystko aby urodzić to dziecko. 

Teraz moje życie się zmieniło facet mówi wprost że nie chce dziecka. A ja opłakuje dziecko i zastanawiam się czy można mieć wszystkio dziecko, męża miłość. Wcześniej czy później będę musiała podjąć decyzję czy dalej być w związku z nim czy chce dziecka. Bo on powie mi wprost że nie da mi dziecka bo jest za stary...

Poprostu miałaś coś na wyciągnięcie ręki i wszystko szło w dobrym kierunku.. i coś się stało wszystko wywróciło się do góry nogami. Ale pamiętaj dziecko to szczęście... Praca poczeka. A miłości Ci wystarczy. Masz wsparcie męża. Ja nie mam partnera. Jestem sama. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Tikitiki
1 godzinę temu, Gość Magda 36 napisał:

Wiem co czujesz umiem cię zrozumieć. Miałaś coś zaplanowane pokolei i ciąża Zmieniła twoje plany. Ale coraz się tym. Naprawdę gratuluję Ci. 

Ja straciłam dziecko a zabieg miałam w Walenty nki tego roku... 8 tydzien. Do dziś nie umiem się z tym pogodzić. Że nie utrzymałam ciąży że to moja wina. Nie poszłam na L 4 nie słucham rad że mogę tego żałować... I żałuję taka prawda  że praca  nie zatęskni  za toba. Każdego da się  zastapic. oddalabym wszystko aby urodzić to dziecko. 

Teraz moje życie się zmieniło facet mówi wprost że nie chce dziecka. A ja opłakuje dziecko i zastanawiam się czy można mieć wszystkio dziecko, męża miłość. Wcześniej czy później będę musiała podjąć decyzję czy dalej być w związku z nim czy chce dziecka. Bo on powie mi wprost że nie da mi dziecka bo jest za stary...

Poprostu miałaś coś na wyciągnięcie ręki i wszystko szło w dobrym kierunku.. i coś się stało wszystko wywróciło się do góry nogami. Ale pamiętaj dziecko to szczęście... Praca poczeka. A miłości Ci wystarczy. Masz wsparcie męża. Ja nie mam partnera. Jestem sama. 

Można mieć wszystko, uwierz mi. Gdy was czytam na prawdę wam współczuję, bo sama przez to przechodziłam. Nie pomagało mi myślenie, że tak się zdarza, że widać na prawdę coś było nie tak. Lekarze tłumaczyli mi, że to "naturalna selekcja". A ja miałam do siebie pretensje, że to coś ze mną jest nie tak, skoro straciłam to dziecko. Zanim się dowiedziałam także chodzilam do pracy. Nie chciałam siać paniki dopóki nie potwierdzę, nawet po potwierdzeniu przez lekarza chciałam pracować. No i nie oszczedzalam się. Dopiero jak zobaczyłam pozytywny test, to powiedziałam koleżance, jednej, żeby w razie co mi pomogła z czymś. Pomagała, ale to nic nie dało. 2 dni po teście wylądowałam w szpitalu z krwawieniem. W szpitalu jakoś się trzymałam, ale gdy weszłam do domu od razu zalałam się łzami. Dlatego panicznie bałam się wszystkiego w ciąży z synkiem. Najgorszy był dla mnie 1 trymestr, bo wiedziałam że wszystko dzieje się najczęściej na początku. Teraz też się boję. Boję się że dźwigne źle synka i coś się stanie, a nie mogę go też tak po prostu przestać brać na ręce, boję się że przez przypadek mnie kopnie.. jest trochę rozpuszczony, bo pierwsze dziecko, pierwszy wnuczek, wszyscy wpatrzeni jak w obrazek, a mu coraz większe rogi rosną. To też swoje robi, czasami o 20 ledwo widzę na oczy, gdy ma ciężki dzień. Dlatego też się tak boję, bo widzę jaki ma charakterek... przy nim mogłam się położyć kiedy chciałam, odpocząć. Teraz tego nie ma, muszę przynajmniej przy nim zrobić to co muszę, w dodatku prawie nic nie jem, bo nie mogę, na wszystko mnie odrzuca, więc szybko tracę sily i cierpliwość też. Skoro teraz mi ciężko to na prawdę nie mogę wyobrazić sobie tego że później będzie lepiej..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Tikitiki
1 godzinę temu, Gość Magda 36 napisał:

Wiem co czujesz umiem cię zrozumieć. Miałaś coś zaplanowane pokolei i ciąża Zmieniła twoje plany. Ale coraz się tym. Naprawdę gratuluję Ci. 

Ja straciłam dziecko a zabieg miałam w Walenty nki tego roku... 8 tydzien. Do dziś nie umiem się z tym pogodzić. Że nie utrzymałam ciąży że to moja wina. Nie poszłam na L 4 nie słucham rad że mogę tego żałować... I żałuję taka prawda  że praca  nie zatęskni  za toba. Każdego da się  zastapic. oddalabym wszystko aby urodzić to dziecko. 

Teraz moje życie się zmieniło facet mówi wprost że nie chce dziecka. A ja opłakuje dziecko i zastanawiam się czy można mieć wszystkio dziecko, męża miłość. Wcześniej czy później będę musiała podjąć decyzję czy dalej być w związku z nim czy chce dziecka. Bo on powie mi wprost że nie da mi dziecka bo jest za stary...

Poprostu miałaś coś na wyciągnięcie ręki i wszystko szło w dobrym kierunku.. i coś się stało wszystko wywróciło się do góry nogami. Ale pamiętaj dziecko to szczęście... Praca poczeka. A miłości Ci wystarczy. Masz wsparcie męża. Ja nie mam partnera. Jestem sama. 

Można mieć wszystko, uwierz mi. Gdy was czytam na prawdę wam współczuję, bo sama przez to przechodziłam. Nie pomagało mi myślenie, że tak się zdarza, że widać na prawdę coś było nie tak. Lekarze tłumaczyli mi, że to "naturalna selekcja". A ja miałam do siebie pretensje, że to coś ze mną jest nie tak, skoro straciłam to dziecko. Zanim się dowiedziałam także chodzilam do pracy. Nie chciałam siać paniki dopóki nie potwierdzę, nawet po potwierdzeniu przez lekarza chciałam pracować. No i nie oszczedzalam się. Dopiero jak zobaczyłam pozytywny test, to powiedziałam koleżance, jednej, żeby w razie co mi pomogła z czymś. Pomagała, ale to nic nie dało. 2 dni po teście wylądowałam w szpitalu z krwawieniem. W szpitalu jakoś się trzymałam, ale gdy weszłam do domu od razu zalałam się łzami. Dlatego panicznie bałam się wszystkiego w ciąży z synkiem. Najgorszy był dla mnie 1 trymestr, bo wiedziałam że wszystko dzieje się najczęściej na początku. Teraz też się boję. Boję się że dźwigne źle synka i coś się stanie, a nie mogę go też tak po prostu przestać brać na ręce, boję się że przez przypadek mnie kopnie.. jest trochę rozpuszczony, bo pierwsze dziecko, pierwszy wnuczek, wszyscy wpatrzeni jak w obrazek, a mu coraz większe rogi rosną. To też swoje robi, czasami o 20 ledwo widzę na oczy, gdy ma ciężki dzień. Dlatego też się tak boję, bo widzę jaki ma charakterek... przy nim mogłam się położyć kiedy chciałam, odpocząć. Teraz tego nie ma, muszę przynajmniej przy nim zrobić to co muszę, w dodatku prawie nic nie jem, bo nie mogę, na wszystko mnie odrzuca, więc szybko tracę sily i cierpliwość też. Skoro teraz mi ciężko to na prawdę nie mogę wyobrazić sobie tego że później będzie lepiej..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Magda 36

Tiki tiki rozumiem  twoje obawy ale odpuść. Przestań myśleć. 

Ja teraz nie mogę o niczym innym myśleć że mogę nie mieć dziecka z facetem którego bardzo kocham. Nie śpię po nocach jestem rozdrażniona... Nawet dziś przypadkiem powiedział tak normalnie że on dziecka nie moE mi dać i muszę szukać kogoś młodszego. 

Jak to się ma do miłości o której mnie zapewnia. Jest po przejściach jest starszy odemnie o 18 lat. Ale on nie będzie mieć ze mną dziecka bo nie... Ma już foslroslyvh synów... Jak zacznę rozmawiać o dziecku powie że rozumie moja chęć bycia matką i da mi wybór czy chce z nim być czy się rozstać i może mieć kiedyś dzieci. 

Nie powie dobrze będziemy mieć dziecko... 

Czuje się odepchnięta że on mnie nie kocha ... Albo kocha bo pozwala zrealizować marzenie o dziecku...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość gość

Ja mam jedna corke, a druga ciaze mialam biochemiczna.  Pozniej zwiazek mi sie popsul i juz nie mialam dzieci.  Zawsze tak bardzo chcialam duzo dzieci, ale oczywiscie los jest przekorny.  Potrafie zrozumiec, ze mialas inny plan, ale los swoje i juz sie stalo.  Teraz trzeba sie tylko oswoic z ta mysla.  Napewno dasz sobie rade nawet jezeli tylko dlatego, ze musisz.  Dzieci mozna kochac inaczej i kazde jest inne wiec trzeba miec indiwidualne podejscie do nich.   Z tego co piszesz to synowi bardzo jest potrzebne rodzenstwo jak najszybciej, zeby nie rozpuscil sie jak dziadwoski bicz, a piszesz, ze idzie w tym kierunku.  Moze los postanowil, ze potrzeba mu rodzenstwa, zebys nauczyla sie mowic mu "nie".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Tikitiki
12 godzin temu, Gość Magda 36 napisał:

Tiki tiki rozumiem  twoje obawy ale odpuść. Przestań myśleć. 

Ja teraz nie mogę o niczym innym myśleć że mogę nie mieć dziecka z facetem którego bardzo kocham. Nie śpię po nocach jestem rozdrażniona... Nawet dziś przypadkiem powiedział tak normalnie że on dziecka nie moE mi dać i muszę szukać kogoś młodszego. 

Jak to się ma do miłości o której mnie zapewnia. Jest po przejściach jest starszy odemnie o 18 lat. Ale on nie będzie mieć ze mną dziecka bo nie... Ma już foslroslyvh synów... Jak zacznę rozmawiać o dziecku powie że rozumie moja chęć bycia matką i da mi wybór czy chce z nim być czy się rozstać i może mieć kiedyś dzieci. 

Nie powie dobrze będziemy mieć dziecko... 

Czuje się odepchnięta że on mnie nie kocha ... Albo kocha bo pozwala zrealizować marzenie o dziecku...

Z jednej strony jest to jakiś przejaw jego miłości. Jeśli chcesz dziecko, a on upiera się, że nie i pozwala Ci odejść, żebyś spełniła swoje marzenie o dziecku, to jest to przejaw miłości. Nie jest łatwo powiedzieć drugiej osobie "kocham Cię, ale nie spełnisz ze mną tego marzenia, bo ja tego nie chce, więc musisz znaleźć kogoś innego". Gdyby nie chciał i trzymał Cię mimo wszystko przy sobie, byłby egoista i liczyły by się tylko jego uczucia. To na pewno boli, bo planowaliscie razem przyszłość, a tu taka blokada między wami. Może jeszcze się przekona, a jeżeli nie, to może faktycznie lepiej zebyscie się rozstali, bo zawsze będziesz miała do niego o to pretensje, że nie dał Ci tego o czym marzyłaś.

 

11 godzin temu, Gość gość napisał:

Ja mam jedna corke, a druga ciaze mialam biochemiczna.  Pozniej zwiazek mi sie popsul i juz nie mialam dzieci.  Zawsze tak bardzo chcialam duzo dzieci, ale oczywiscie los jest przekorny.  Potrafie zrozumiec, ze mialas inny plan, ale los swoje i juz sie stalo.  Teraz trzeba sie tylko oswoic z ta mysla.  Napewno dasz sobie rade nawet jezeli tylko dlatego, ze musisz.  Dzieci mozna kochac inaczej i kazde jest inne wiec trzeba miec indiwidualne podejscie do nich.   Z tego co piszesz to synowi bardzo jest potrzebne rodzenstwo jak najszybciej, zeby nie rozpuscil sie jak dziadwoski bicz, a piszesz, ze idzie w tym kierunku.  Moze los postanowil, ze potrzeba mu rodzenstwa, zebys nauczyla sie mowic mu "nie".

Wszyscy tłumaczą mi to samo. Że przydałoby mu się rodzeństwo. Mówię mu nie, ale wtedy jest foch i płacz, wymuszanie. Jako niemowlę był grzeczny, na prawdę, nie mieliśmy z nim problemów. Nie miał kolek, jadł i spal, mogłam go zostawić na macie, zabawił się sam, a ja w tym czasie mogłam zrobić obiad, posprzątać.. Teraz zaczyna wychodzić z niego charakter. Wszystko musi być na już, nie ważne że jestem w toalecie i tłumaczę mu, że za chwilę, od razu jest krzyk. Jak czegoś nie dostanie, bo to nie jest jego zabawka, od razu kładzie się na podłodze i koniec. Brakuje mi momentami do niego siły i cierpliwości, ale później przychodzi, daje buzi, przytula się i od razu wszystko mi przechodzi.

 

Po waszych wpisach, mimo, że trochę tragicznych jest mi trochę lepiej. Bałam się, że tylko ja mam takie negatywne myśli. W pierwszym momencie wiedziałam, że chyba sama niezdecydowalabym się na dziecko, w sumie do tej pory tak myślę, że nie. Może to faktycznie przez to, że nie chciałam to los splatal mi figla. 

 

Wiecie, w dobie tych chwil, że każda matka mająca 2,3 dzieci ma je tylko dla zasiłków, tez boje sie tego, ze wszyscy z gory mnie ocenia. Niby nie powinnam sie przejmowac, ale ta presja tez jest nie do wytrzymania. Czasami i z synem potrafiłam usłyszeć że 500+ dali to nastepna w ciąży od starych bab na ławkach. To bardzo boli, kiedy bardzo chce się dziecka i w końcu się je ma, a idąc spacerem słyszy się takie rzeczy... Może głupie, ale jednak gdzieś z tylu głowy takie głosy też się pojawiają.

 

Dziękuję za słowa wsparcia mimo wszystko.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość elaela

jak Cię czytam to tak jakbym o sobie pisała. Nie, nie poroniłam ale sama mam dwulatke rozpuszczoną, niegrzeczną, bardzo prędką, wygadaną, nieusłuchaną. Z tych dzieci, które nie mają już drzemki w dzień a nocy nie przespały całej jak dotąd nigdy. Troche za karę poszła w lutym do żłobka, pochodziła trochę i wiadomo-epidemia. A ja? Ja w ciąży 10 tc. Gdyby nie wpadka jak u Ciebie świadomie na ciążę bym się nie zdecydowała. Miałam swoje zawodowe plany, dom do ogarnięcia, mąż, który praktycznie nie pomaga bo od rana do wieczora pracuje. Przychodzi na noc a z weekendu wspólnego mamy tylko niedziele. Szczerze? Nie wyobrażam sobie jak to ogarnę - obiad, sprzątanie , dwójka dzieci- zawsze lubiłam mieć wszystko poukładane. Nie umiem prosić o pomoc zresztą nawet nie mam kogo a może nawet nie chcę. macierzyńskiego nie dostane bo zakład pracy upadł akurat teraz gdy ja w ciąży... Nie chcę o tym myśleć bo bardzo sie nakręcam, że nie dam rady ... A z drugiej strony mam myśli: co kare zapłacę za własne życie? Za to ze czegoś nie uprałam, nie posprzątałam? Nie, najważniejsza jest córka. Uczę sie tego teraz. Kładę sie z córka po obiedzie, leżymy na łóżku przytulamy sie dużo, bawimy na dywanie- słabo sie czuje, mdli mnie, gorzej znoszę te ciążę w porównaniu do pierwszej. I jak podzielę miłość na dwójkę dzieci? Przecież tak bardzo kocham moja córeczkę, można kochać tak samo drugie dziecko? Można w ogóle kochać dwójkę?Nie chce sie zastanawiać, co ma być to będzie. Inaczej pójdę do psychiatry - wczoraj dostałam przy założeniu karty ciąży książeczkę z testem, który mnie tam wyśle jeśli na pytania odpowiem szczerze. Jeszcze sytuacja z koronawirusem nie pomaga... Życzę Ci miłości, zdrowia i cierpliwości a reszta sama sie ułoży!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Tikitiki
W dniu 15/4/2020 o 7:54 PM, Gość elaela napisał:

jak Cię czytam to tak jakbym o sobie pisała. Nie, nie poroniłam ale sama mam dwulatke rozpuszczoną, niegrzeczną, bardzo prędką, wygadaną, nieusłuchaną. Z tych dzieci, które nie mają już drzemki w dzień a nocy nie przespały całej jak dotąd nigdy. Troche za karę poszła w lutym do żłobka, pochodziła trochę i wiadomo-epidemia. A ja? Ja w ciąży 10 tc. Gdyby nie wpadka jak u Ciebie świadomie na ciążę bym się nie zdecydowała. Miałam swoje zawodowe plany, dom do ogarnięcia, mąż, który praktycznie nie pomaga bo od rana do wieczora pracuje. Przychodzi na noc a z weekendu wspólnego mamy tylko niedziele. Szczerze? Nie wyobrażam sobie jak to ogarnę - obiad, sprzątanie , dwójka dzieci- zawsze lubiłam mieć wszystko poukładane. Nie umiem prosić o pomoc zresztą nawet nie mam kogo a może nawet nie chcę. macierzyńskiego nie dostane bo zakład pracy upadł akurat teraz gdy ja w ciąży... Nie chcę o tym myśleć bo bardzo sie nakręcam, że nie dam rady ... A z drugiej strony mam myśli: co kare zapłacę za własne życie? Za to ze czegoś nie uprałam, nie posprzątałam? Nie, najważniejsza jest córka. Uczę sie tego teraz. Kładę sie z córka po obiedzie, leżymy na łóżku przytulamy sie dużo, bawimy na dywanie- słabo sie czuje, mdli mnie, gorzej znoszę te ciążę w porównaniu do pierwszej. I jak podzielę miłość na dwójkę dzieci? Przecież tak bardzo kocham moja córeczkę, można kochać tak samo drugie dziecko? Można w ogóle kochać dwójkę?Nie chce sie zastanawiać, co ma być to będzie. Inaczej pójdę do psychiatry - wczoraj dostałam przy założeniu karty ciąży książeczkę z testem, który mnie tam wyśle jeśli na pytania odpowiem szczerze. Jeszcze sytuacja z koronawirusem nie pomaga... Życzę Ci miłości, zdrowia i cierpliwości a reszta sama sie ułoży!

Zazdroszczę, ja nie potrafię przestać myśleć i się nie nakręcać. Mam niby 9 miesięcy na poukładanie sobie wszystkiego w głowie, ale kompletnie tego nie widzę. Nakarmić jedno, nakarmić drugie, jedno płacze, drugie płacze, jedno śpi, drugie piszczy.. Jak sobie to wyobrażam, to aż mi sie wszystkiego już odechciewa. Mojego synka nie interesuje, że mama musi coś zrobić np siku. Nie mogę podejść od razu to wrzask, rzucanie się na podłogę. I jak ja mam to zrobić przy dwójce? Z pierwszym synem też dokładnie człowiek nie wiedział na co się pisze, bo skąd miałam to wiedzieć. Ciąża wszędzie jest przedstawiana jako radosny, kwitnący czas. A ja czułam się okropnie - 1 trymestr to wieczne obawy, 2 byle by poczuć ruchy, jak czułam ruchy, to je liczyłam, cały czas. 3 trymestr - wiecznie ciężko, siły brak, zgaga, brak snu. Ja modliłam się o poród. A po porodzie czułam się jak gó*no - dużo przytyłam, nie mogłam patrzeć w lustro, posypały mi sie zęby, więc jak się uśmiecham to zakrywam się dłonią. Człowiek jest bombardowany pięknymi obrazkami o ciąży, o macierzyństwie, a potem wyobraża sobie jakie to cudowne. A ja prawie wpadłam w depresję, bo kompletnie nie przewidziałam jak to może wyglądać na prawdę. 

I teraz kiedy już się wygrzebalam z dna swojej samooceny, schudłam do wagi wyjściowej z 1 ciąży, zaczynam powoli się ogarniać, życie w domu poukładane, ścisły harmonogram co do swoich obowiązków mam wykuty na blachę, mam swoją rutynę, przy której wszyscy są szczęśliwi, zwłaszcza ja i już zaczynałam powoli odliczać dni do momentu w którym pójdę do pracy, wyjdę do ludzi i będę mogła realizować się nie tylko w domu jako matka i partnerka, ale też zacznę robić coś dla siebie, spadla na mnie 2 ciąża i nie mam pojęcia nawet jak ja wtedy ogarnę nawet obiad chociaż dla starszego synka. 

Po porodzie dużo kłótni kosztowało mnie wypracowanie jakiegoś cyklu życia. Nie miałam siły, w domu był syf, bo pierwsze dni odsypiałam noce. Mam dobrego tatę, dobrego chłopa w domu, ale też chwilę mu zajęło za nim ogarnął, że już nie będzie wszystko na pstryk i, że musi mi pomagać po pracy. Co do jego zachowania w ciąży też mam wiele żali. Teraz mi mówi, że dorósł jeszcze bardziej, bo teraz tymbardziej wie jak to będzie mogło wyglądać. Ale to nie zmienia  faktu, że często całymi dniami będę sama, bo dużo pracuje. W ciąży jeszcze mnie to tak nie przeraża, ale po porodzie już tak. 

Ja kompletnie tego nie widzę, mam do siebie pretensje że się nie przypilnowałam, lubię mieć kontrolę nad swoim życiem, przynajmniej nad tym co mogę lubię mieć kontrolę. Zawsze byłam bardzo poukładana, nawet spóźniać się nie lubię, zawsze muszę być wcześniej, nigdy później. A wiem, że przy dziecku jakiś stały harmonogram dnia dużo pomaga.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
W dniu 15/4/2020 o 1:54 PM, Gość elaela napisał:

 I jak podzielę miłość na dwójkę dzieci? Przecież tak bardzo kocham moja córeczkę, można kochać tak samo drugie dziecko? Można w ogóle kochać dwójkę?Nie chce sie zastanawiać, co ma być to będzie. Inaczej pójdę do psychiatry - wczoraj dostałam przy założeniu karty ciąży książeczkę z testem, który mnie tam wyśle jeśli na pytania odpowiem szczerze. Jeszcze sytuacja z koronawirusem nie pomaga... Życzę Ci miłości, zdrowia i cierpliwości a reszta sama sie ułoży!

Powiem szczerze, nie kazdy potrafi.  Nie kazdy ma serce.  Niektorzy nie kochaja w ogole swoich dzieci.  Jednakze wiekszosc z nas kocha wiecej niz jedna osobe prawda?  Rodzenstwo, rodzicow, dzieci, wnuki, ulubione ciocie czy wujek.  Takze osoby z duzym sercem kochaja wiele osob i nawet nie musza byc  z nimi spokrewnione.  Ja mam jedno z tych wiekszych serc i kocham bardzo wiele osob w rodzinie wlacznie z moimi siostrzencami i siostrzenicami.  Jezeli kochasz jedno dziecko tak bardzo to bedziesz kochala i drugie- umiesz kochac.

Zycze Wam obydwu duzo zdrowia i spokoju.  Wszystko zawsze sie jakos uklada.  Dziecko jest szczesciem w rodzinie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Maksymalnie dozwolone są tylko 75 emotikony.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


×
×
  • Dodaj nową pozycję...