Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Redakcja

Konkurs "Koszmarny Karolek"

Rekomendowane odpowiedzi

Znacie Koszmarnego Karolka? 10 września będzie miało premierę specjalne jubileuszowe wydanie z okazji 20. urodzin najokropniejszego chłopca na świecie, przygotowane przez Wydawnictwo ZNAK. W każdym tomie czekają na Was koszmarne wybryki, złowrogie pomysły, odjazdowe ciekawostki oraz ulubione kawały Koszmarnego Karolka. Z tej okazji mamy dla Was konkurs, w którym do wygrania jest 5 książeczek o małym psotniku:

http://kontoredakcyjne.strefa.pl/koszmarny%20karolek.png

Co zrobić, aby jedna z 5 książeczek trafiła właśnie do Ciebie? :)
Zadanie konkursowe:
Opisz największą psotę Twojego dziecka.

Na zamieszczanie historii w wątku konkursowym macie tydzień, do 15 września br. Wyniki ogłosimy już w ciągu kolejnych 2 dni roboczych.

Aby wziąć udział w konkursie, należy zarejestrować się na forum i dopiero wtedy dokonać zgłoszenia.

Biorąc udział w konkursie, akceptujesz jego regulamin.
Zapraszamy również do polubienia naszego profilu na Facebooku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gdy mamusia pyszny obiadek w kuchni gotowała
Mała Wiktoria za malowanie ust się zabrała
Choć jest jeszcze malutka
droga do mamusi kosmetyczki
jest wystarczająco prosta
by czuć się dorosła :)
Buzkę swoja umorusała
do mamy przybiegła zapytać
czy ładnie w tym kolorku wyglądała :

monthly_2014_09/konkurs-koszmarny-karolek_16076.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moje młodsze dziecię chyba dziś wyczuło, że taki konkurs się pojawił na psotę największą.
A było to tak .. idę do łazienki a tam mokre gadki leżą i mała kałuża. Myślę sobie: pewnie znów nie zdążyła przez zabawienie się do wc.. nic nie mówiłam bo słyszałam, że dziewczynki zgodnie bawią się na piętrze w swoich pokojach.. och jakże się myliłam co do tej pierwszej części.
Za jakiś czas wołam je bo miałyśmy iść do sklepu .. Kasia (4,5 roku) schodzi do mnie po którymś moim wołaniu z całą mokrą koszulką .. nie dowiedziałam się co się stało bo w obronie swojej tylko powiedziała, że wiktoria (7 lat) też jest mokra. Lecę na górę z myślą od Wiktorii się dowiem .. drzwi do pokoju przymknięte więc nie widziałam wnętrze.. a Wiki już przy schodach .. tłumaczy, że kasia wymyśliła zabawę w oblewanie.. sobie myślę, że co, że jak i ona na tą zabawę przystała oj zezłościłam się przyznaję.. a potem gdy otworzyłam drzwi do pokoju myślałam, że mnie coś trafi.. w całym pokoju na podłodze jedna wieeeeelka kałuża (biedne panele aż boję się myśleć co to z nich może pozostać), kałuża na biurku, fotel mokry... łóżko tylko jakimś cudem się ostało w miarę suche... no to nie pozostało nic innego jak w te pędy wycierać tą wodę wszechobecną .. co było nie łatwe ... i pomyśleć, że próbowałam przywołać z pamięci jakieś psoty dziewczyn.. ta chyba pobiła wszystkie..

W wykonaniu starszej córki pamiętam jedną która utkwiła najmocniej w pamięci ..choć to chyba nie choć to chyba raczej nieświadoma psota :P.. Wiktoria miała wtedy ze 2-3 lata i została u babci na chwilę gdy my pojechaliśmy aby zrobić na spokojnie większe zakupy. Za jakieś pół godziny babcia dzwoni przyjeżdżajcie szybko.. no to przyjechaliśmy dobrze, że miałam ze sobą klucz do niej a ona przy sobie telefon bo jak się okazało Wiki zamknęła ją na balkonie gdy babcia wyszła na moment na balkon.. przymknęła za sobą lekko drzwi a Wiki dopełniła dzieła i przekręciła klamkę.. babcia próbowała jej wytłumaczyć jak ma otworzyć ale nie udało się ..dziecko się zestresowało i zasnęło zapłakane. I właśnie śpiącą (na szczęście) zastaliśmy po wejściu do mieszkania :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gdy Michał miał ok. 3,5 lata umówiliśmy się, że wspólnie przygotujemy torcik urodzinowy dla taty. Syn był bardzo podekscytowany i nie mógł się doczekać naszego pieczenia. Potrzebne produkty wyjęłam na stół i wówczas okazało się, że jednego brakuje. Pobiegłam do sklepu, a Michał został pod opieką taty. Mąż zajęty komputerem nie zwrócił uwagi, że jego syn postanowił przygotować ciasto samodzielnie. Co zastałam po powrocie? Nie trudno się domyśleć - gotowe ciasto było w piekarniku ( na szczęście niewłączony), a przed nim siedział dumny kucharz. Ciasto o dość oryginalnym przepisie składało się z mąki, tuzina jaj z częściowymi skorupkami (reszta skorupek leżała na stole i pod nim), dodatkami było kakao i orzechy. Syn nie dodał proszku do pieczenia, bo jak tłumaczył nie mógł rozerwać opakowania. Cała kuchnia oraz kucharz wyglądali jak 101 nieszczęść, a ja nie miałam siły nawet zrobić synowi awantury.
Pieczenie tortu musiał poczekać do kolejnych zakupów :)


http://www.suwaczki.com/tickers/relgha00pg75am1j.png
http://www.suwaczki.com/tickers/relgx1hp8osklq3k.png
http://www.suwaczki.com/tickers/relghdge7w947kii.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moja Corcia (4latka) Malowala farbami na duzej kartce z bloku powiedzialam Nikoli zeby malowala tylko na kartce z bloku a ja pojde pozmywac naczynia odpowiedziala mi dobrze mamusiu
ale cos cicho bylo wiec postanowilam sprawdzic czy faktycznie mnie posluchala ale bylo innaczej poszla do cioci pokoju z farbami i pomalowala polowe sciany na czarno a tlumaczyla sie tym ze cioci chciala niespodzianke zrobic bo chcialo miec na czarno pomalowane .. kiedys z siostra rozmawialam o tym wiec dobrze zapamietala :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nasze maluchy też często łobuzują i chyba największe psoty jeszcze przed nami, ale dwie historie chyba najbardziej utknęły w mojej pamięci. Pierwsza miał miejsce parę lat temu, kiedy córka była chwilkę po 2 urodzinach. W pokoiku, na jej komodzie, jak zawsze stał sobie sudocrem. Nigdy nikomu nie przeszkadzał, jak był potrzebny był po prostu pod ręką. Córka bawiła się u siebie w pokoju, ja akurat kończyłam przygotowywać obiad. z kuchni wołam, że za chwilkę pójdziemy sobie na plac zabaw. Usłyszałam radosne okrzyk, a potem ciszę. Jednak jakoś nie wzbudziło to mojego zaniepokojenia. Po jakiś 5 minutach wchodze do pokoju i co widzę..? Córkę całkowicie wysmarowaną sudocreme, włosy, ręce sukienka, nogi, przy okazji jej łóżko, merinosy do spania i dywanik. Stanęłam i dosłownie chciało mi się płakać, pełne opakowanie dużego kremu poza pudełkiem. Na to spokojna odpowiedz mojej córki- "od słoneczka nie będzie mnie skórka bolała". Czyszczenie było masakryczne na kołdrach do dziś ślady zostały, a ja pierwszy raz w życiu zeskrobywałam z dziecka krem, żeby była możliwość jej umycia. Więc jeśli macie gdzieś na wierzchu taki kremik proponuję na wyższą półkę go położyć. ;) Uwielbiamy piec i często z dziećmi w kuchni działam. Tym razem akurat robiliśmy drożdżówkę. Ciasto pięknie wyrosło, owoce ułożyliśmy, została tylko kruszonka... Dzieci pięknie ją zrobiły, wstawiliśmy ciasto do pieca wyszło idealne! Pokroiłam, kawę zrobiłam, wszyscy z apatytem na ciasto się "rzucają" po czym szybko wypluwają. Taki mały psikus się stał, że zamiast cukru, córka wsypała pół szklanki soli, myląc pojemniki, które były bardzo podobne, wzięła nie z tej półki. :)Ciasto może nie zjadliwe, ale było wesoło. Dziś już w różnych kolorach mam pojemniki na sól i cukier. :)


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość dariolka195

Moja córka ma na swoim koncie dwie psoty,których na pewno nigdy nie zapomnę a jak będzie już dorosła to jej opowiem.

Pierwsza psota miała miejsce u mojej babci.Pojechałam z Julką do mojej babci w odwiedziny.Julka miała wtedy półtorej roku.Babcia ma jeden bardzo dużo pokój w którym mała się zawsze bawiła.Zawsze tam też siedziałyśmy.Poszłam na chwilę do kuchni zanieść coś babci a tu nagle taki huk.Pobiegłam do pokoju jak oparzona i po prostu nie wierzyłam własnym oczom.Julka zwaliła babci telewizor z szafki,który był w jej zasięgu.Dodam,że to stary typ telewizora z tym całym tyłem.A moja córunia siedziała zadowolona na kanapie.Całe szczęście że nie spadł na nią.Do tej pory się zastanawiamy jak ona to zrobiła,że go zwaliła.Przecież był bardzo ciężki.A moja babcia stwierdziła,że nawet dobrze że się zepsuł bo przynajmniej jest okazja aby kupić nowy,na który dziadek był przeciwny:D

A druga psota miała miejsce u nas w domu tuż przed świętami Bożego Narodzenia.Jula miała 3 latka.Piekłam ciasta na święta.Na taką okazję chciałam upiec coś wyjątkowego i nie byle co.Zresztą nie jestem zbyt dobrym cukiernikiem,więc bardzo się starałam aby ciasta wyszły jak najlepiej.I wyszły.Pięknie udekorowałam i byłam z siebie taka dumna.Cały czas asystowała mi córeczka,bo ona zawsze chętna do pichcenia.Wyszłam do łazienki i za chwilę słyszę takie pukanie tłuczkiem do mięsa.Wołam do Julki co robi,a ona odpowiedział że ubija kotlety na obiad.No ok pomyślałam,ona nie raz wyciągała z szuflady tłuczek,wałek itd i się bawiła "na niby"że gotuje.Po chwili,jak weszłam do kuchni to zamarłam!Julka zrobiła sobie kotlety z moim placków.Tłuczkiem potłukła moje dwa,pięknie wyrośnięte,pięknie udekorowane ciasta.Nie muszę pisać co z nich zostało,a część wylądowała na podłodze.No myślałam,że się załamie!W wigilię udało się jakieś ciasto kupić w sklepie:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Swoją krótką opowieść zacznę od tego, że przez dłuższy czas wraz z mężem poszukiwaliśmy niani dla naszej 4 letniej córeczki. Niania miała być tylko na okres letni, jednak dziewczynce ten pomysł kompletnie nie odpowiadał. Chciała jechać do babci, do cioci ,gdziekolwiek byle nie było żadnej niani. My z mężem nie zwracaliśmy uwagi na jej prośby. Oboje jesteśmy dość zapracowani i jednak doszliśmy do wniosku, że przydałaby się niania która będzie przychodziła każdego dnia. Po pewnym czasie udało nam się znaleźć opiekunkę. Na pierwszy rzut oka wydawałoby się , że nasza córka ją polubi, jednak to były tylko pozory.... Pewnego dnia opiekunka przyszła do nas a my z mężem wyszliśmy do pracy - dzień jak każdy inny. Jednak godzinę przed końcem mojej pracy dzwoni telefon....wyświetla się "dom". Była to nasza córcia, która jakiś czas temu nauczyła się wykręcać numer do mamy i wydzwaniać. No więc odbieram telefon a córcia dumnym głosem mówi "Pogoniłam nianię". Byłam w totalnym szoku, przez chwilę myślałam, że to jakiś żart, jednak to nie był żart. Zaczęłam dopytywać się dlaczego i jakim cudem opiekunka poszła sobie i zostawiła ją samą. Jednak Julcia upierała się, że nie chciała niani, że tak jest lepiej i kazała niani sobie pójść. Dodała również, że grzecznie poczeka na mamusie jak wróci z pracy...
I od tak moja córcia pozbyła się opiekunki. Już dalej nie będę kontynuowała tej historii bo od razu narzuca się pytanie jakim cudem opiekunka zostawiła samą w domu 4 letnia dziewczynkę ale jak widać takie sytuację się zdarzają i to nie tylko w filmach. Choć myślę, że moją krótką opowieść mogę porównać do filmu pt. "Niania Mcphee". Zawsze gdy sobie przypomnę o tym zdarzeniu, od razu przypomina się ten film, w którym dzieci za wszelką cenę chciały pozbyć się swoich niań. Moja 4 letnia córeczka co prawda nie zrobiła tego w tak drastyczny sposób ale jednak udało jej się wypędzić Nianię. Jednakże wracając pamięcią do tamtego dnia, powiem szczerze, że nie było mi do śmiechu...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gdy ja gotowałam obiad to moje córeczki: Nikola(4,5lat) i Ania(5lat) były w swoim pokoju gdy poszłam do łazienki one szybko pobiegły do kuchni i do zupy dodali 5łyżek soli i 2łyżki cukru oraz pare kropel octu i jeszcze 2łyżki mąki gdy wychodziłam to one szybku pobiegły do pokoju, ja o niczym nie wiedziałam więc wymieszałam zupe a gdy podałam mężowi to wtedy gdy zjadł łyżke zupy to wykrzywił twarz wiedziałam że dziewczynki coś nabroiły ale i tak się przyznały.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Psota mojej 15 miesięcznej córci zarazem mnie zawstydziła i jak rozśmieszyła. Pewnego dnia, gdy byłyśmy same w domu, czekałam na telefon od Pana z serwisu który miał przyjechać do nas aby zaglądnąć, naprawić nam pralkę która się niestety zepsuła. Dzień wcześniej wysprzątałam cały dom a zwłaszcza łazienkę, w której to umieszczona jest pralka. W końcu nastała upragniona chwila - Pan zadzwonił, że za parę minut będzie pod moim domem. Pozbierałam jeszcze szybciutko zabawki mojej Wiki które to zdążyła delikatnie porozrzucać i gdy Pan zadzwonił do drzwi zostawiłam moją córcię przy łazience i poszłam otworzyć Panu drzwi. Gdy po dosłownie chwilce wróciłam z Panem pod łazienkę myślałam, że zapadnę się pod ziemie. Moja Wiktorcia w tym czasie wyciągnęła z kosza na brudne ubrania większość rzeczy, wysypała zużyte pieluszki z pojemnika stojącego również w łazience i do tego stała owinięta rolką papieru w pełni szczęśliwa. Myślałam, że spale się ze wstydu przed tym Panem. Zrezygnowana zaczęłam się śmiać i zapytałam tylko Pana czy mogę zrobić zdjęcie? Potem zaczęliśmy się śmiać, a ja oczywiście sprzątać. Moja córcia za to była w prze szczęśliwym humorze i nie przeszkadzało jej nawet że przyszła do nas nieznana osoba:)

monthly_2014_09/konkurs-koszmarny-karolek_16185.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moja (wtedy 14 miesięczna) córcia Wiktoria z reguły jest grzecznym dzieckiem. Czasami jednak zdarzy jej się zrobić coś "rozbrajającego". Pewnego niedzielnego dnia wraz z mężem i córcią czekaliśmy na gości którzy mieli przyjechać na obiad. Oczywiście całą sobotę było wielkie sprzątanie. W niedziele zaś po ugotowaniu obiadu należało delikatnie "ogarnąć" kuchnie, co też oczywiście uczyniłam. Mąż poszedł prasować sobie koszulę, ja kończyłam wycierać blaty kuchenne, mojej małej Wiki rozścieliłam w kuchni kocyk żeby się czymś zajęła i żeby jednocześnie mieć ją na oku. Zadzwonił dzwonek do drzwi, zadowolona że zdążyłam ze wszystkim (co rzadko mi się zdarza) poszłam otworzyć. Przywitałam gości i zaprosiłam ich szybko do kuchni bo moja córcia została tam na kocyku. Gdy weszłam doznałam szoku. Kuchnia wyglądała jakby przeszło po niej tornado. Przez tych kilka sekund moja córcia wpadła na pomysł żeby otworzyć szafkę, z której wręcz wytargała wszystkie plastikowe pojemniczki i serwetki. Było mi trochę wstyd bo wyglądało to tak jakbym tam w ogóle nie sprzątała. Na szczęście goście zrozumieli i wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Oczywiście musiałam zrobić pamiątkowe zdjęcie. Oto taka mała psota mojej małej córci w niedzielne popołudnie tuż prze przyjściem gości.

monthly_2014_09/konkurs-koszmarny-karolek_16187.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cóż jestem już co prawda babcią, ale do dziś pamiętam jak moja własna (dziś już dorosła córka) postanowiła samodzielnie obciąć sobie grzywkę. Została wtedy w domu z wujkiem, który jak się potem tłumaczył przysnął tylko na chwilę. Miała wtedy 5 lat. Wzięła nożyczki i złapała szerokie pasmo włosów centralnie na... czubku głowy i cięła... tak cięła, że wyszło krzywo, więc... cięła dalej, żeby nikt nie zauważył, to wycięła włosy do samej skóry. Wujek nawet nie zauważył (mężczyzna!). Ale ja tak. Byłam przerażona. Najgorsze jednak nadeszło, gdy włosy odrosły na jakieś 2/3cm i piały. Dodam, że miała wtedy włosy długie za tyłeczek, więc wyglądało to komicznie. Musiałam wiązać jej szeroką wstążką a'la przepaska do włosów.
Ale to nic.
Jakiś rok temu moja córka-która ma 6 letniego syna, zadzwoniła do mnie około godziny 20-stej bardzo zdenerwowana i powiedziała. "Mamo-bardzo Cię przepraszam, za to co przeżyłaś i czułaś gdy sama obcięłam sobie włosy. Już wiem jak bardzo było Ci wtedy przykro. Młody też to zrobił! Wygląda koszmarnie. A tydzień temu byliśmy u fryzjera i tak go przecież ładnie obciął. Cała głowa ślicznych pukli (takich na oko 10 cm) i wykoszona na zero grzywka!!!. Wycinaliśmy ludziki z papieru i wyszłam tylko na chwile do kuchni zrobić mu herbatę. Nawet nie wiem jak on to zrobił tymi tępymi nożyczkami do papieru. Spytałam go dlaczego to zrobił, a on na to, że grzywka mu przeszkadzała w myśleniu! I co teraz? Na fryzjera już za późno, a rano idzie przecież do przedszkola. Wiem, że włosy nie ręka-odrosną i ja mam łatwiej niż Ty, bo to chłopak, ale i tak mi szkoda tych cudnych włosków. A zwłaszcza szkoda mi jego samego - jak jutro koledzy go zobaczą, będzie masakra."
Pomyślałam wtedy, że niedaleko pada jabłko od jabłoni.
Cóż, wnuczek zrobił w przedszkolu furorę wśród dziewczynek, bo jedna nich powiedziała, że wygląda jak jej ulubiony kucyk Pony, ale on zdecydowanie nie był tym zachwycony. Chłopcy jakimś cudem nie zwrócili uwagi, choć przyznaję nie wiem czemu, bo trudno było go nie zauważyć w"nowej fryzurze" - całkiem wyraźnie rzucał się w oczy. Zaraz po wizycie u fryzjera, gdy opowiedziałam mu o tym co w dzieciństwie zrobiła jego mamusia i spytałam go, czy kiedyś jeszcze powtórzy ten eksperyment, opowiedział, że już nigdy, przenigdy nie dotknie nożyczkami włosów, i że skoro mamusia tez tak zrobiła, to na pewno była jakaś klątwa rodzinna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Psota mojego starszego syna jest przez nas wspominana przy okazji każdego grilla.
Dwa lata temu byliśmy całą rodziną (ja, mąż i synowie: natenczas lat 4 i 2) na grillu u naszych przyjaciół, których dzieciaki wprost uwielbiają. Pan domu, nazywany przez naszych chłopców wujkiem, zajął się przygotowaniem grilla, a ja z mężem i panią domu obserwowaliśmy jego poczynania rozmawiając. Chłopcy w tym czasie bawili się na kocu klockami. W pewnym momencie "wujek" przykucnął, żeby dojrzeć efekt swojego grillowania i naszym oczom ukazał się... cóż.... delikatnie rzecz ujmując jego hmm... "niewielki rowek". W jednej chwili mój czteroletni wtedy Dawid wstał z koca, złapał garść piasku i po prostu wsypał go wujkowi w "ów rowek". Wujek skoczył jak oparzony, my zamarliśmy zaskoczeni pomysłem syna, ale po chwili wszyscy pokładaliśmy się ze śmiechu. Dodam tylko, że dość spore podwórko państwa domu jest w całości porośnięte trawą a jedyny dołek z piaskiem ma około 20 cm. średnicy. A wujek?.... nadal jest ulubionym wujkiem moich chłopaczków. Tylko od tamtej pory gdy razem grilujemy... wujek dobrze "obstawia tyły" :)))


http://suwaczki.maluchy.pl/li-70301.png
http://suwaczki.maluchy.pl/li-70299.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W konkursach bierze udział zawsze Kuba więc kolej na jego siostrę
Laura (1.9 lat) to psotnik mały jak wiele innych dzieci W tym konkursie przedstawiam pracę mojej córki
Już sama nie pamiętam co robiłam chyba byłam w kuchni i teraz już sobie zapamiętam że cisza w pokoju nie gwarantuje nic dobrego U mnie to skończyło się rozpracowaną klawiaturą Na szczęście starego lecz działającego laptopa Mała psotnica :)

monthly_2014_09/konkurs-koszmarny-karolek_16208.jpg


http://www.suwaczki.com/tickers/km5sdf9hqymi36e7.png
http://www.suwaczki.com/tickers/82do3e5ekt2ocja7.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moje dzieciaki uwielbiają psoty! Oczywiście wszystkie są bardzo kreatywne i zaczerpnięte od rodziców. Bo jak wiadomo dzieci są naśladowcami!
Jak wiadomo wystarczy spuścić dziecko z oczu na dosłownie 2 minuty i w tym czasie na pewno będzie się dobrze "bawiło".
Synek uwielbia kremy, maści, balsamy itp. Gdy był mniejszy uwielbiał smarować oraz wklepywać kremy (pewnie dlatego że po kąpieli zawsze go masowałam smarując kremem). Sudocrem wsmarowany w dywan, fotel a nawet i pies w białe łatki to była największa jego psota, jak i największa frajda! Mama w szoku, fotel do czyszczenia, pies i dziecko do kąpania! Ohh!
Córa z kolei jest tatusiowa! Uwielbia golenie twarzy taty i jego piankowanie. Nawet czasami próbuje gwizdać jak on. Dlatego pianka w całej łazience, we włosach i ubraniu wcale mnie nie zaskoczyła:)

Dzieci to małe psotniki, mimo swych psot dostarczają wielu wrażeń, radości i wbrew pozorom śmiechu:)


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moja córcia ma dziś 6 lat. Gdy miała 2,5 roku spuściłem ją na chwilę z oka, a nasza pociecha wysmarowała sobie całą twarz i włosy sudocremem. Wyobraźcie sobie minę mojej żony, gdy wróciła z pracy do domu i zastała swoje dziecko z misternie "ułożonym" na gęstej mazi, białym irokezem. Bezcenne. Myliśmy jej głowę we wszystkich możliwych specyfikach, a włosy i tak wciąż pozostawały tłuste. Włosy + sudocrem = kupa śmiechu i całe godziny mycia :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam.

Przesyłam swoją odpowiedź konkursową jeszcze raz, bo w poprzedniej coś niefortunnie nacisnęłam i obawiam się, że ją niechcący usunęłam. Przepraszam za zamieszanie :)

Jestem szczęśliwą mamą 7-miesięcznej córeczki - dziewczynki z charakterem, która uwielbia stawiać na swoim. Podobno ma to po mamusi :)
Końcem sierpnia wydarzyła się sytuacja (oczywiście z dzieciątkiem w roli głównej), która podniosła mi dość mocno ciśnienie oraz przysporzyła więcej siwych włosów na głowie :) Czy była to psota? Czy jednak to psota nie była? Niech te pytania pozostaną retoryczne. Pojęcie PSOTA jest przecież taaakie szerokie...
Wracając do wspomnianej sytuacji, końcem sierpnia umówiona byłam ze znajomymi z pracy w restauracji. Na razie jestem jeszcze na urlopie macierzyńskim więc miało to być pierwsze spotkanie ze współpracownikami po moim porodzie (nie widzieliśmy się od stycznia). Na spotkaniu chciałam pokazać swojego skarba :) Tak więc zależało mi, żeby się wszystko udało . Ubrałam się elegancko, chciałam przecież świetnie się prezentować. Maleństwu założyłam piękną sukieneczkę - wyglądała jak księżniczka. Wszystko już niby było gotowe. Ale mała zaczęła marudzić i płakać (idą jej pierwsze ząbki więc to wszystko tłumaczy). Wzięłam ją na ręce. Próbowałam uspokoić. A tu dosyć konkretnie ulał się jej pokarm z buzi. W efekcie zalała mleczkiem i siebie, i mnie. W porządku, zdarza się. Czas nieubłaganie gonił, powinnyśmy już wyjeżdżać. Przebrałam maleństwo i siebie. W między czasie córeczka zafundowała kolejną niespodziankę - tym razem zrobiła kupkę. Super, no ale tak przecież nie można było pojechać. Przewinęłam więc małą. Ona w trakcie przewijania zaczęła się przekręcać na boki i na brzuch (te akrobacje to ostatnio ulubione jej zajęcia) i niefortunnie zawartość pieluszki wylądowała na moim ubraniu. I jeszcze TELEFON zaczął dzwonić. Dzwonili znajomi czekający w restauracji, bo już byłyśmy spóźnione. Opadły mi ręce. Ale ok. Mama musi dać sobie radę ze wszystkim! Wzięłam kilka głębokich oddechów na uspokojenie... i pomogło :) Dokończyłam przewijanie dziecka. I znów się musiałam przebrać, po raz trzeci :( Następnie jak najszybciej wsadziłam małą do nosidełka i prędziutko popędziłam z nią do samochodu by pojechać do restauracji. Na miejsce dotarłyśmy z dużym opóźnieniem. Ale, nic to. Spotkanie w restauracji było bardzo miłe i sympatyczne. Wszyscy byli zachwyceni moim małym cudem.
Po powrocie do domu negocjowałam ze swoją córeczką, aby w przyszłości nie fundowała mamusi aż tylu niespodzianek w tak krótkim okresie czasu. I wydaje mi się, że zrozumiała :) No, ale czas pokaże, bo przed nami przecież całe życie... A jakie byłoby życie bez dzieci i tych ich słodkich psot??? :) Może po prostu jako mama muszę się do takich sytuacji po prostu przyzwyczaić i na nie uodpornić... :)

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przypomniały mi się jeszcze psoty dziewczyn moich .. w sumie w tym samym temacie obie 'nabroiły'
Wiktoria gdy miała ok 3-4 lata postanowiła sobie zrobić nową fryzurę .. zdjęcie najlepiej to zobrazuje .. myślałam, że się załamię, nie dość, że liche te jej włosy były to ona tak się urządziła .. na foto już po dorównaniu przez fryzjerkę z drugiej strony bo obcięła sobie tylko z jednej strony głowy choć wyjątkowo równo jej to wyszło jakby potraktowała maszynką a nie nożyczkami.

Kasia nie lepsza w tym temacie bo też zaczęła zabawę z nożyczkami ok roku temu a może więcej więc gdy miała ok 3 lat.. też obcięła sobie grzywkę i to tak, że przyuważyłam dopiero gdy sprzątając jej pokój natknęłam się na sporą kupkę włosów z jej głowy .. na szczęście nie rzucało się to mocno w oczy skoro nawet ja nie zauważyłam choć wydawały mi się jakoś krótsze ale myślałam, że tak się ułożyły po prostu ale co lepsze nie był to ostatni raz .. bo do tej pory boję się ją zostawić samą z nożyczkami :P .. bo jeszcze parę miesięcy temu podcięła grzywkę i boki które tak jej uparcie zapuszczałam coby w gumkę złapać i jej nie przeszkadzały i brakowało do tego dosłownie z centymetra jeszcze a ta tak perfidnie obcięła 'bo jej przeszkadzały' co do grzywki do tej pory w miarę jej to równo wychodzi ;) może fryzjerką zostanie kiedyś - jakiś talent do tego ma na pewno ;)

monthly_2014_09/konkurs-koszmarny-karolek_16285.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie zapomnę tego dnia nigdy. Pewnego razu Dianka chciała zrobić kupkę a ponieważ ja gotowała obiad podałam jej nocniczek i posadzilam ją. Gotując zaskoczył mnie fakt, że jest bardzo cicho i mała mnie nie woła, że zrobiła kupkę. Wychodzę z kuchni a ona cała wymazana ... w czym? W kupie oczywiście. Zapytałam się : niuniu coś ty zrobiła? A ona mi odpowiedziała ze się nudziła i chciała się pobawić. Szkoda ze nie zrobiłam zdjęcia miała by niezłą pamiątkę :) ale nawet o tym nie myślałam bo musiałam pójść ja szybko wykąpać :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Koszmarny Karolek to przy mojej Izie mały pikuś. Izka potrafi zrobić w domu istny poligon: wyrzuca śmieci ze śmietnika, wyjada kotu jedzenie z miski, wyciąga ubrania z szafek, majstruje przy pralce i telewizorze, itd. Żeby ratować dom przed kompletnym zdemolowaniem, staram się jak najczęściej przebywać z nią na dworze.
Na przeciwko naszego domu znajduje się duży zakład przemysłowy, jest tam rzadko uczęszczana droga, wyłożona kostką brukową, po której Izka może bezpiecznie jeżdzić sobie rowerkiem czy hulajnogą. Z dużym zainteresowaniem ogląda też zaparkowane wzdłuż ściany rowery i motory.
Pewnego dnia jak zwykle poszłyśmy tam na spacer. Ja sobie siedziałam na murku i łapałam ostatnie, letnie promienie słońca, a Iza bawiła się autkiem i oglądała jak zwykle kolorowe, duże rowery. Szczególnie zafascynowały ją koła, ale nie interweniowałam, kiedy je dotykała, bo pomyślałam, że przecież ich nie zepsuje i nie rozkręci. Ach, jak bardzo się myliłam!!! Jednak nie doceniłam mojego dziecka. Kiedy w końcu do niej podeszłam, usłyszałam złowrogie syczenie i od razu podskoczyło mi ciśnienie. Okazało się, że Izka poodkręcała wentylki w większości rowerów i teraz właśnie powoli uchodziło z nich powietrze!!!
Córcia niedawno nauczyła się odkręcania różnego rodzaju nakrętek (od butelek, pasty do zębów, słoików) i teraz w pełni wykorzystała swoje nowe umiejętności. Ja byłam załamana zaistniałą sytuacją, a Izunia doskonale się bawiła - pokazywała na koła, podskakiwala zadowolona i sobie "syczała".
Natychmiast zabrałam ją do domu, zostawiłam pod opieką babci, a sama uzbrojona w pompkę, poszłam pompować koła w rowerach;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Największa zamierzoną psotę moja córeczka Hania zaserwowała w przedszkolu. W zeszłym roku, gdy chodziła jeszcze do grupy trzylatków, zimą byłam na końcówce ciąży z drugą pociechą. Córkę do przedszkola zaprowadza mąż a ja ją odbieram.
Któregoś dnia, gdy już z naprawdę pokaźnym brzuszkiem odbierałam ją, widzę że od progu woźna mi się przygląda, a wychowawczyni córki na mój widok krzyczy:"Co Pani jeszcze z brzuszkiem? Hania mówiła nam dzisiaj że Pani już urodziła!"
Okazało się, że moja córeczka naopowiadała Paniom, że mamusia już urodziła jej siostrzyczkę, robiąc przy tym smutną minkę, a Panie myślały, że taka biedna zapomniana w całym zamieszaniu związanym z pojawieniem się malucha, że pewnie zazdrosna, i cały dzień ja rozpieszczały, przytulały, dawały dodatkowe słodycze. A jej oczywiście bardzo się to podobało:) Gdy jeszcze w przedszkolu zapytałam ją z rozbawieniem czemu tak powiedziała, to moja rezolutna 3 latka odpowiedziała, że "to taki żarcik" :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moja córeczka uwielbia "Koszmarnego Karolka", zarówno bajkę, jak i książeczki, i podobnie jak ich bohater uwielbia robić dowcipy. Pozwalamy jej szczególnie na dowcipkowanie w Prima Aprilis. Kasia cały rok zastanawia się, jakimi dowcipami nas uraczyć.
Ostatnim razem nasze dziecko wymyśliło, aby do cukierniczki wsypać sól. Obie śmiałyśmy się głośno, gdy jej tatuś, a mój mąż napił się tak "osłodzonej" herbatki. Za to córeczka i mąż śmiali się razem, kiedy ja zrelaksowana wycisnęłam na szczoteczkę pastę do zębów, która okazała się być "klejem do protez". Buzia kleiła mi się przez kilka godzin, a oni zaśmiewali się w głos.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U nas największym psotnikiem jest średnia pociecha - Małgosia. Jej pomysły są godne Karolka i tak jak on stara się unicestwić młodszego braciszka.
Jednym z pomysłów na zabawę z braciszkiem była zabawa w zakład fryzjerski. Jak to u kochającego rodzeństwa bywa zabawie towarzyszyły dzikie wrzaski czesanego malucha. Spiesząc na ratunek zobaczyłam, że ma on wygolony pasek włosków na czubku głowy. Małgosia użyła do tego celu mojej golarki do nóg.
Dzikie zabawy i psikusy są naszą codziennością, jak również dbanie aby rodzice mieli stały kontakt z wychowawcą i rodzicami zaprzyjaźnionych dzieci.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Maja coreczka uwielbia kremy!!! czasami gdzieś przez przypadek dorwie pudełeczko i wygląda to tak jak na dołączonym zdjęciu.. potrafi wysmarować nie tylko siebie ale i meble, ściany i telewizor.. najgorsze było jak wysmarowała mężowi nowiusieńkie buty ....

monthly_2014_09/konkurs-koszmarny-karolek_16335.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Największą psotą mojego dziecka, jak na razie było zbicie trzech rzeczy w ciągu jednego dnia! A były to: porcelanowy talerz, kryształowy półmisek i perfumy taty... Naczynia jakoś przebolałam ale perfumy to były ulubione tatusia :( Jednak psotom nie ma końca ponieważ codziennie musi wylać wodę z miski pieska na podłogę! No cóż, dla synka to super zabawa a dla mamy trochę sprzątania :) Hmm... trzeba uzbroić się w cierpliwość bo zapewne dużo jeszcze przed nami!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Maksymalnie dozwolone są tylko 75 emotikony.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


×
×
  • Dodaj nową pozycję...