Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Redakcja

Konkurs "Tea For Kids"

Rekomendowane odpowiedzi

Gość MariaBlanka

Wspomnienia z herbatą nie są zawsze wspomnieniami miłymi... Najbardziej w pamięci utkwiła mi bowiem herbata z miodem, masłem i czosnkiem. Był to najobrzydliwszy smak pod słońcem, który owszem, postawił mnie na nogi, ale niesmak w ustach pozostał na całe życie. Ot, taka historia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jaśminowe wspominki pewnego herbaciarza

Moje herbaciane wspomnienia z wiążą się nierozerwalnie z zieloną herbatą z jaśminem. Dawnymi laty , gdy chciałem odpocząć po obiedzie i odprężyć się, to przez dłuższy czas parzyłem moją jaśminową ambrozję, a następnie pozwalałem jej szczególnemu aromatowi dopieścić moje podniebienie i wypełnić moje ciało. Prawdziwa uczta dla zmysłów!

Taka herbata to nie tylko źródło źródło zdrowia, ale i niesamowity smak! Jej picie to połączenie przyjemnego z pożytecznym, gdyż relaksuje (o ile wydłużymy czas parzenia) oraz jednocześnie dostarcza witamin, soli mineralnych, czy flawonidów, wzmacniających nasze naczynia krwionośne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pamiętam to jak dziś... Razem z mamą przygotowywałam imprezę urodzinową brata, kończył 2 lata. Robiłyśmy obiad, kiełbaski zapiekane z cebulą.. No i ja kroiłam cebulkę.. Nóż zostawiłam na desce. Przyszli goście, chcieli napić się herbaty, no to ją zaparzyłam. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie to, że cytrynę pokroiłam nożem po krojeniu cebuli... Babcia skrzywiła się i powiedziała mi, że w herbacie czuje cebulę.
Nie wyobrażacie sobie jak bardzo było mi wstyd.. Byłam zażenowana...
Pozdrawiam wszystkich z podobnymi przygodami! Hahaha ;-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość madziabb

Było to jakieś 10 lat temu...spotykałam się z chłopakiem od jakiś 5 miesięcy. Często zapraszał mnie do herbaciarni u nas w mieście. Podawali tam bardzo dobre herbatki ale chodziliśmy tam też ze względu na bardzo intymną i romantyczną atmosferę. Mimo, że chodziliśmy tam często tym razem było całkowicie inaczej. Po podaniu przez kelnera herbatki wypiliśmy trochę i zaczęliśmy rozmawiać przytuleni do siebie na wielkich poduszkach. Nagle chłopak ten zerwał się chwycił mnie mocno za ręce i po raz pierwszy powiedział mi "Kocham Cię". Jesteśmy teraz szczęśliwym małżeństwem z dwójką dzieci i czasem wracamy wspomnieniami do tego dnia...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jako, że nie ma ograniczeń co do rodzaju wypowiedzi, pozwolę sobie na upust wyobraźni.

„Kuchenne perypetie”

Leżę tutaj już od poniedziałku – powiedziała znudzona filiżanka.
Oj, nic nie mów, jestem taka nie wstrząśnięta – odpowiedziała łyżeczka.
Nie zalewajcie – burknęła podstawka.
Nie będę wam słodził – pomarudził cukier.
Trzeba się wreszcie wziąć w garść i podgrzać atmosferę – odpowiedział czajnik.
To zacznijmy ode mnie – wykrzyknęła herbata.
Zabieramy się więc do roboty – powiedziała łyżeczka i czym prędzej powędrowała do herbaty, wypełniła się nią po brzegi i przesypała do filiżanki, która ustawiła się następnie na podstawce.
Cukier się o sobie przypomniał, łyżeczka więc powędrowała i do niego, przeniosła go do herbaty
i ułożyła na podstawce.
Halo, halo! Ktoś tu o mnie zapomniał – zawołał czajnik. Trzeba mnie tylko podgrzać ale... gdzie są zapałki? - zapytał.
Nagle powstała panika w kuchni i wszyscy zaczęli wspólnie szukać zapałek.
Do współpracy zaciągnęły się wszystkie szafki i szuflady. Otwierały drzwiczki, wysuwały się
i przechylały. Ale gdzie były zapałki?!
Hrrr, hrrr -nagle rozległo się chrapanie.
Ciii – wyszeptała łyżeczka.
Tutaj! Tutaj! Tutaj coś mi hałasuje – wykrzyknęło krzesło.
Łyżeczka podbiegła do krzesła i zauważyła, że z kieszeni leniwie rozciągniętego fartuszka zawieszonego na nim, wystają zapałki. Obudzone, ospałe jeszcze zapałki włączyły się do współpracy. Podpaliły gaz pod czajnikiem, który z zadowolenia wesoło zawrzał.
Czajnik napełnił gotowaną wodą filiżankę. Rozgrzana herbata z radości puściła aromat, cukier pod wpływem ciepła aż się rozpuścił. Łyżeczka wskoczyła do filiżanki, pokręciła się troszkę i po gorącej kąpieli spoczęła błogo na podstawce. W kuchni rozległ się aromat świeżo zaparzonej herbaty.

Obudziłam się, przeciągnęłam leniwie na łóżku i poszłam do kuchni, bo nabrałam ochoty na... filiżankę gorącej herbaty ;)


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Herbata kojarzy mi się z okresem szkoły podstawowej, ale dotyczy wakacji spędzanych na pięknej, polskiej wsi w czasie kiedy coca-cola była nowością, a lizaki stanowiły rarytas.
Przygoda ta zaczynała się razem z rannym śpiewem ptaków( najczęściej koguta), kiedy mój dziadek szedł ze mną do ogrodu w którym hodował w szklarni różne herbaty i zioła aromatyczne. Zbieraliśmy liście i wracaliśmy do domu, żeby je zaparzyć.Aromat ten unosi się w mojej pamięci do dziś, nie pieczony chleb babci, ale ta herbata.
Może nie jest to przygoda zapierająca dech w piersiach, ale dla mnie wtedy to było jak zdobywanie najrzadszego kwiatu na szczycie Himalajów. Dziś i ja ze swoją pociechą pijemy zdrowe i pełne wspomnień herbatki dla dzieci:).


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam wspomnienia z herbatą związane są z moim dzieciństwem. To właśnie z dzieciństwa najbardziej utkwił mi w pamięci smak i wspomnienie herbaty z dzikiej róży, którą mama podawała mi zawsze kiedy byłam chora oraz mega słodkiej herbaty mojego dziadka, która parzona była w półlitrowym, metalowym kubku, słodzona cukrem i landrynkami. Zawsze z rodzeństwem podkradaliśmy się dziadkowi do tej herbaty, zwłaszcza, że rodzice nie pozwalali pić nam tak słodkich napoi, a ten był samym cukrem. Z zachwytem wypijaliśmy cały kubek, a biedny dziadek, kiedy chciał napić się swojej herbatki, niestety napotykał na pusty już kubek.


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

JA mam trzy spomnienia : jak bawilam sie w "pania sklepową" w kuchni i sprzedawalam torebeczki herbaty na sztuki i sypaną na wagę:) Oj nie raz babcia musiala po mnie sprzątać.....
druga to dziadek na wieczór robił mi biała herbatę teraz wiem ze to była bawarka :) Oj ale ja uwielbialam tą herbate i zawsze myślalam ze dziadek uzywa jakis sztuczek na zmiane koloru:)
Trzecia to herbata z kawalkami owocow -pamietam jak lyzeczka wyciagalam plywajace owoce i probowalam odgadnac co to jest. Oczywiscie przy tym wiecznie brudzilam bo najpierw robilam ekspertyze na papierze lub obrusie (kladlam ,patrzylam a nastepnie ,probowalam)
I teraz mi sie przypomniało jak bym mogla zapomniec a herbatka z lalkami? no ba , przeciez bylam taka goscinna a pozniej babcia musiala prac maskotki,ubranka lalek:)


http://www.suwaczki.com/tickers/f2wlclb15ksjtmsj.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moje wspomnienia z herbatą wiążą się z żeglarstwem. W chłodne, wietrzne lub deszczowe dni, najlepsza na jachcie jest herbata z rumem, która krzepi żeglarzy!
Będąc na rejsie z Majorki na Wyspy Kanaryjskie, jednym z przystanków była Ceuta - miasto, w którym mieszkają muzułmanie. Około południa wybraliśmy się do centrum, a ponieważ to godzina modlitw w meczecie więc wszystko było zamknięte oprócz jednej małej herbaciarni. Postanowiliśmy zostać i wreszcie napić się porządnej herbaty. Podano nam super słodką herbatę miętową, której smak do dziś pamiętam :)
Dodam jeszcze, że mój nowy szwagier, który jest hiszpanem, nauczył się kilka słów po polsku ale najlepiej wymawia słowo "herbata" i pije ją tylko i wyłącznie z mlekiem :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moje herbaciane wspomnienie wiąże się z moja ukochaną babcią. Będąc dzieckiem zawsze wyobrażałam sobie, że jestem baśniowym Czerwonym Kapturkiem, ponieważ ja naprawdę do mojej babci chodziłam przez strumyczek i ciemny las! Tak samo jak w tej baśni mama często pakowała mi pyszne jedzonko dla babci, a ja w drodze do niej lubiłam zrywać rumianki i stokrotki! Na szczęście nie spotykałam żadnego, złego wilka, a wizyty u babci były zawsze przeze mnie wyczekiwane i dziś są jednymi z najpiękniejszych wspomnień z dzieciństwa! Ale gdzie w tym wszystkim herbata :)? Już mówię! Otóż w mojej pamięci tuż po otwarciu drzwi przez babcię są termosy z herbatkami, które zawsze na mnie czekały! Kochana babcia przygotowywała mi herbatkę miętową, rumiankową i owocową, które czekały na mnie cieplutkie i gotowe do picia w blaszanych termosach. Uwielbiałam moment, w którym siadałam na krześle przy stole w kuchni i wybierałam, którą herbatkę wypiję dzisiaj. Nad smakiem, który tym razem wybiorę, zastanawiałam się już w drodze przez strumyczek i las! Delektowałam się kubkiem tej aromatycznej, babcinej herbatki jak najwspanialszym rarytasem! Aromat i smak tych herbatek pamiętam, jakby to było wczoraj... A przecież babci już z nami nie ma... Co niesamowite, moja córeczka Julia podczas wizyt u mojej mamy, a więc swojej babci, uwielbia pić herbatkę miętową! A babcia z wielką pieczołowitością jej ją przygotowuje. I tak oto herbaciane wypomnienia zataczają koło...


http://www.suwaczki.com/tickers/iv09i09kkce8ytrb.png

http://www.suwaczki.com/tickers/zem3io4pu01i4j1c.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moje wspomnienie nie jest nasycone słodyczą. Moje wspomnienie związane z herbatą ma zupełnie inny charakter.
Dawno, dawno temu, gdy jeździło się samochodami bez fotelików dla dzieci, gdy zdarzało się bez większego halo zostawić na chwilę dziecko w samochodzie, a praw rodzicielskich nie odbierano po pierwszym klapsie, wtedy to moi zapracowani rodzice wyjechawszy po zaopatrzenie do ich sklepu, zostawili mnie, 9-latkę wraz z moją 7 lat młodszą siostrzyczką w domu. Byłyśmy same, choć w garażu naszego domu pracowała w osiedlowym sklepiku pani ekspedientka, do której mogłam się zwrócić.
Niestety tamtego dnia zwrócić się musiałam... Zachciało mi się pić, więc zrobiłam sobie w kubku herbatę. Gorącą. Postawiłam na stole, odwróciłam się, a chwile potem usłyszałam krzyk, pisk, płacz. Nietrudno się domyślić, że ten niemal wrzątek wylądował na klatce piersiowej mojej małej siostry. Na szczęście, jak później powiedzieli lekarze, byłam na tyle przytomna i rozsądna, że szybko zdjęłam jej bluzeczkę, dzięki czemu nie stopiła się ona ze skórą. Jak więc widać dziecięce wspomnienia z herbatą nie zawsze są przesycone słodyczą... Na szczęście jednak są to tylko moje wspomnienia, a moja, dorosła już siostra nie ma ani fizycznego śladu ani psychicznej traumy po tamtym wydarzeniu :) A ja, teraz już jako mama 3-latka do dziś mam odruch odsuwania wszystkiego, co gorące jak najbardziej wgłąb stołu.


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moje początki z herbatą nie były najlepsze bo jako samodzielne dziecko, chcące pić herbatę jak dorośli wylałam na siebie wrzątek....ufff ale się nie sparzyłam do herbaty i uwielbiam earl grey.

monthly_2014_08/konkurs-tea-for-kids_15159.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Parę lat temu w nowo otwartym sklepie z herbatą na wagę kupiłam herbatę czerwoną, taką bez żadnych dodatków.Było to przed świętami Bożego Narodzenia toteż w czasie świątecznego biesiadowania zaproponowałam wszystkim nowość! Pu-erh! Każdy był chętny, do chwili gdy przyniosłam herbatę i po pokoju rozniósł się jej zapach - jak to stwierdzili biesiadnicy, zapach zepsutego mięsa:( Ja jednak wypiłam tę herbatę próbując się doszukać w niej innego smaku.I pozostałam jej wierna do dziś!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiem, że z uwagi na jabłkowe embargo i ogólne stosunki z Rosją moje wspomnienie może być nie na miejscu, jednakże ono najbardziej utkwiło w mojej pamięci. Miałam przyjemność spędzić w Rosji kilka miesięcy i będąc tam pić herbatę przygotowaną w samowarze. Tego smaku nie da się zapomnieć, tak samo jak atmosfery towarzyszącej parzeniu herbaty. Cały proces trwa dość długo, jednak dzięki temu herbata smakuje jeszcze bardziej. Piłam herbatę parzoną z ususzonych liści, wspaniale aromatyczną i smaczną. Piłam ją na kilka sposobów - gorzką, z marmoladą czy z kostką cukru, którą zjadało się przed wypiciem herbaty i pozostawiało na języku aby delikatnie się rozpuszczała. :) Takie mam miłe wspomnienia z tym wydawać by się mogło prozaicznym napojem. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Jasnozielona

Nasze pierwsze spotkanie, szczególnie zapadło mi w pamięć- czarna herbata, taka granulowana, której fusy o zgrozo pływały sobie beztrosko w szklance - bardzo skutecznie sprawiły, że na samą myśl przechodzą mnie dreszcze... W dzieciństwie o wiele bardziej lubiłam soki przecierowe i wodę mineralną, oczywiście później przyznaję, były też herbaty owocowe (z suszu owocowego) i jakoś się tolerowałyśmy, ale o niczym więcej nie było mowy, aż pewnego dnia... poznałam herbatę zieloną (liściastą oczywiście) - moje kubeczki smakowe po prostu oszalały z zachwytu i tak rozpoczęła się dla mnie era eksperymentowania: piłam ją litrami z przeróżnymi dodatkami, podobnie jak i białą herbatę, którą uwielbiam w połączeniu z płatkami róży i tak mi zostało - pomimo tego, że tak wiele wiosen już mi minęło czarnej herbaty nie piję, z rzadka zdarza mi się ją wypić z grzeczności u gości (staram się myśleć o czymś innym i wypijam szybkim duszkiem :))
A na Święta kupuję zawsze na jarmarkach cudowny susz owocowy w takiej ilości, że delektuję się nim jeszcze do Wielkanocy - ach ten cudowny aromat- rozgrzewa, koi, daje chwilę wytchnienia i bardzo skutecznie przenosi w czasie do beztroskiego dzieciństwa...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Weronika Z

Drodzy czytelnicy, moja historia zaczyna się...

Około dwóch lat temu pojawiłam się w kraju europejkim, gdzie po raz pierwszy zaparzono herbatę, mianowicie w Portugalii. Jestem miłośniczką herbat, zatem pierwszą rzeczą o której pomyślałam w Portugalii, była oczywiście herbata. Szukałam jakiejś kawiarni przez około 20 minut, co było dla mnie naprawdę wielkim zdziwieniem, ponieważ wyobrażałam sobie kawiarnie co postawienie piątego kroku. Ale ważne, że znalazłam. Weszłam do kawiarni, a że nie umiem portugalskiego, użyłam słów ze słownika, przekręciłam wyraz i okazało się, że powiedziałam chyba coś brzydkiego, dlatego pani wyrzuciła mnie z kawiarenki, anie chciałam się z nią kłócić, bo wyglądała na silną, przy kości i porządną kobitkę. Co w tym było śmiesznego? To, że powiedziałam coś nie ładnie tylko pani, a wyzywali mnie wszyscy. Co miałam zrobić? Poszłam zatem i zamówiłam czarną herbatę z cytryną, po portugalsku chá preto com limão, chyba tak to się pisze. Spróbowałam herbaty i była zupełnie inna niż taka czarna herbata z cytryną w Polsce. Różniła się od polskiej smakiem, zapachem oraz kolorem, nie spodziewałam się tak zdumiewającego smaku. Że pojechałam tam na tydzień i chodziłam na herbatki 2 razy dziennie, herbata kosztowała 1,50 EUR, ( w przeliczeniu na nasze to 6,27 zł

Pozdrawiam, Weronika

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co prawda w mojej historii herbata pojawia się na samym końcu, jednak stanowi jej najmilszy i najcieplejszy akcent. A wszystko zaczęło się tak... Razem z rodzicami i siostrą odwiedziliśmy rodzinę. Nasze małe autko - słynny maluszek zawiózł nas bez problemu na miejsce. Potem odpalaliśmy go kilkakrotnie, by ostre styczniowe mrozy go nie unieruchomiły. Ale nie ma to jak złośliwość rzeczy martwych - fiacik do domu nie chciał nas odwieźć! Ba! Nawet nie myślał o tym, by odpalić! Próbowaliśmy na różne sposoby - na popych, na linkę, na doładowanie akumulatora. Jako, że tato w gościach pobalował i we krwi miał trochę procencików, to ja dwie godziny spędziłam na różnych próbach ożywienia maluszka. Ale gdzie tam! Nic nie poskutkowało. A mróz szczypał niesamowicie. Czułam jak przenika do moich kości. Ostatecznie maluch ruszył, z tym, że ciągnięty na lince holowniczej przez samochód wuja. Kiedy już wydawało się, że bez problemów dotrzemy do domu stanęliśmy przed mocno zawianą drogą. Nie było mowy, by na holu przebrnąć przez zaspy, a domu jeszcze jakieś pół kilometra! Już mieliśmy tego nieszczęsnego maluszka zostawić przy drodze, by czekał na odwilż, kiedy pojawił się sąsiad terenowym samochodem i zaproponował, że zaciągnie go na parking swojej firmy. Maluszek odjechał, a my brnęliśmy przez zaspy do domu. Moja siostra prowadziła tatę, a mama trzymała na rękach psa, który nawet nie myślał o tym, by postawić delikatną łapkę na śniegu! Ze względu na to, że najdłużej walczyłam przy próbach uruchomienia samochodu, to ja byłam najbardziej przemarznięta. Tak do szpiku kości! Kiedy więc dotarliśmy do domu, mama okryła mnie grubym kocem i przygotowała gorąca herbatę z miodem. Nigdy nie zapomnę jej smaku - była moim wybawieniem. Rozlewała się po moim ciele, grzejąc każdy kawałeczek przemarzniętego ciała. To był jak nektar dla bogów! Nigdy niczego nie piłam z taką ochotą! I chyba żadna herbata nigdy mi tak nie smakowała! Po latach, kiedy opowiadamy tę historię zastanawiamy się czemu wcześniej nie postanowiliśmy zostawić autka u cioci i po prosić wuja, by nas odwiózł. Obyłoby się bez tylu problemów i moje kości nie zaznałyby takiego przenikliwego mrozu. Ale czy wtedy herbata z miodem smakowałaby tak samo? Nie sądzę:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość sylwiaa

Ferie zimowe na wsi u babci, a herbatka cieplutka pita po wygłupach na śniegu przy piecu kaflowym... :-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Babciu... do dziś pamiętam smak Twojej herbaty.
Nigdy nie pijaliśmy tej z torebek. "Sama chemia" - mówiłaś i z pojemników ustawionych równiutkim rzędem w kuchni nad piecem wyciągałaś garści kolorowego suszu. Suszone liście malin, poziomek, płatki dzikiej róży, lipy, liście ogrodowej mięty, melisy, zasuszone owoce leśnych owoców, plastry jabłka i gruszki i wiele, wiele innych przysmaków. Twoja herbata zawsze smakowała inaczej. Słodzona oczywiście miodem, parzona pod szczelną pokrywką w specjalnym sitku. "To jest dobre na oczy", mówiłaś, wrzucając do kubeczka garść jakichś suszonych liści. "To uspokaja" dodawałaś i dorzucałaś kilka kolorowych płatków. "To pomaga na odporność" uśmiechałaś się, wrzucając do kubeczka kilka owoców dzikiej róży.
A ja piłam tę herbatę ze smakiem i naprawdę czułam, jak każdy łyk mi pomaga. Dziecięca wiara czy magiczna moc Twojej herbaty?
Do dziś pamiętam jej smak... i nigdy więcej takiej już nie piłam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moje wspomnienie związane z herbatą sprawia, ze uśmiecham się gdy tylko o tym pomyślę..
Gdy byłam dziewczynką chłopak z sąsiedztwa zaprosił mnie na randkę.. Mieliśmy wtedy chyba po 5 lat.
A w z3wiązku z tym, zę często razem się bawiliśmy to poszłam.
On zrobił, wybudował nasz dom!- bo powiedział,że chce abym była jego żoną.. nasz "dom" był zbudowany między drzewami, pokryty kocem.. w środku były dwa krzesła zrobione ze skrzynek oraz stół z opony- pokryty stolnicą jego mamy!!
Z niecierpliwością oczekiwałam na tą herbatę, cóż za szok gdy zrobiłam pierwszego łyka...owa herbata okazała się być- olejem do smażenia!!!!
Nigdy tego nie zapomnę..
Po kilkunastu latach sąsiad zaprosił mnie na prawdziwą tym razem pyszną malinową herbatę! To była nasza prawdziwa pierwsza randka!!! Wspominamy czasy dzieciństwa do dziś..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Odpuszczę sobie sięganie do romantycznej, domowej przeszłości, babcinych herbat z konfiturą, pledów i absztyfikanta, który donosił, co trzeba. O herbatkach góralskich też lepiej nie :)

Ale mam takie jedno skojarzenie szkolne. Lata dziewięćdziesiąte wczesne. Szkoła. Dzień w dzień herbata do picia. Każdy z nas miał swój kubek, dyżurny przynosił herbatę w wiadrze, w którym tkwiła wielka nabierka (łyżka wazowa, ale szkoła była w Wielkopolsce, więc nabierka jest jak najbardziej zasadna).
Herbata była letnia, słodka. I w sumie świetnie pasowała do zycia towarzyskiego prowadzonego podczas dużej przerwy.
Myślmy jednak od czasu do czasu mieli jej dość i lądowała w kwiatach, które były tym samym słodko i skutecznie podlane :)
I pewnego roku, klasa siódma bodajze, kwiaty zakwitły. Pełna egzotyka w sali nr 2, bo te kwiaty po prostu od lat nie kwitły.
Nikt mi nie powie, że to nie od tej herbaty :)


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pierwszą myślą, która przyszła mi do głowy po przeczytaniu treści konkursu było moje dzieciństwo.
Pamiętam jak razem z moją ciocią i kuzynostwem wyruszaliśmy o świcie do pobliskiego lasu. Letnie promienie słońca przebijały się przez bukowe liście, górski potok szumiał cichutko a wokoło pachniało szczęściem. Wdrapywaliśmy się z wielką radością na potężne lipy aby nazbierać ich aromatyczne kwiaty, biegaliśmy po zielonej łące szukając złocistych dziurawców, zbieraliśmy także soczyste czerwone maliny i ogromne czarne jeżyny. Nasze zebrane skarby skrzętnie układaliśmy w wiklinowych koszykach aby bezpiecznie przetransportować je do domu, a tam ciocia zabierała się za suszenie naszych leśnych skarbów.
Dlaczego o tym pisze ... ? Bo później, kiedy przychodziła jesień, za oknem padał deszcz i wiał nieprzyjemny wiatr, ciocia rozpalała w kominku i parzyła nam herbatę z takimi dodatkami jakie najbardziej nam smakowały. Ja do dzisiaj pamiętam smak lipowej herbaty ze słodkim miodem. I samo wspomnienie wywołuje u mnie uśmiech i znów pozwala stać się dzieckiem, choć na chwilkę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moje wspomnienie związane z herbatą łączy się ze smacznie śpiącą córeczką, bo to dzięki herbacie poznałam jej przyszłego Tatę:) Piękny letni dzień nie zapowiadał "atrakcji" jakie zdarzyły się zaledwie kilka godzin od pięknego poranka. Wyglądając zza okna biblioteki "zazdrościłam" tym, którzy mogli beztrosko wylegiwać się na trawnikach i patrzeć w niebo. Wreszcie przyszedł czas przerwy na obiad, z radością szłam spacerkiem do mojego tymczasowego domu i cieszyłam się krótkimi chwilami wakacyjnego dnia, które mogłam spędzić poza murami biblioteki. Po szybkim obiedzie spacer z powrotem do biblioteki i nagle, dosłownie w ciągu 5 minut, niebo przykryły czarne chmury tak ciężkie, że myśląc o tym, co zdarzyło się chwilę później chyba jednak z nich się naprawdę "oberwała", bo z nieba lunął wodospad... Było za daleko żeby wracać do domu, na końcu ulicy widziałam już bibliotekę, a że zupełnie nie było się gdzie schować więc pobiegłam szukać schronienia w jej murach. Można sobie wyobrazić jak wyglądałam... W holu biblioteki spotkałam jednego z pracowników biblioteki, którego przez te kilka dni mojej bibliotecznej pracy zdążyłam już "poznać z widzenia". Do tej pory wymienialiśmy tylko grzecznościowe "dzień dobry" i kurtuazyjne uśmiechy. Tym razem, widząc "zmokłą kurę" zaproponował herbatę, a ja się zgodziłam, bo byłam w stanie, w jakim marzy się o kilku łykach czegoś rozgrzewającego i domowego - marzyłam o herbacie i nie stresowało mnie nawet "obce" towarzystwo. Usiedliśmy przy parujacych kubkach i rozmowa sama się potoczyła. Nie wiem kiedy herbata się skończyła, a tematy do rozmów nie:), jednak każde z nas musiało wracać do swoich bibliotecznych obowiązków. Następnego dnia, już bez "deszczowej wymówki", powtórzyliśmy chwilę z herbatą... I kolejnego dnia też:) I tak pijemy herbatę razem do dziś, a minęły już 4 lata i przy herbacie towarzyszy nam już "następne pokolenie":) Mogę więc śmiało powiedzieć, że moja przygoda, to "Tea for Husband and Kid":)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Herbata pachnie wspomnieniami

Z mych beztroskich lat dziecinnych,
Chwil tak bardzo ukochanych,
W uszach dzwonią mi bez przerwy
Mądre słowa mojej mamy.

Ona wśród tajemnic tylu,
Życia dając mi nauki,
Pokazała od podszewki
Piękno herbacianej sztuki.

Dziś, gdy na mej ciężkiej głowie
Zaczyna gościć biała zima,
Zapach, smak i aromat herbaty
To dzieciństwo przypomina.

Chwile, dni i sytuacje,
Szkoła i nauka w trudzie,
Wszystko jest w zapachu herbaty
Miejsca, dźwięki, sny i ludzie.

Pod blachą w kuchni ogień płonął,
Mama się krzątała wśród przysmaków:
Herbatę posłodziła i zamieszała,
Tam dodała cztery ziarna maku.

W kącie, gdzie ciepło i przytulnie,
Rozsiadło się drożdżowe ciasto.
Wnet zapach rogalików
Słodko otuliło całe miasto.

Czasem ktoś wstąpił na ploteczki
Herbatą osłodził dzień deszczowy
I nawet w piątek trzynastego
O złym humorze nie było mowy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Maksymalnie dozwolone są tylko 75 emotikony.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


×
×
  • Dodaj nową pozycję...