Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Redakcja

Konkurs "Historia pewnej dziewczyny"

Rekomendowane odpowiedzi

Kochane Panie! Tym razem mamy konkurs specjalnie z myślą o Was :-)

Z pewnością wielu z Was marzyła się miłosna historia pełna niespodzianek, czułości i namiętności. Prawdopodobnie lubicie też kobiecą i przyjemną literaturę - ja np. bardzo lubię :-) Zysk i S-ka Wydawnictwo przekazało nam na konkurs 3 egzemplarze fantastycznej książki Lindsey Kelk "Historia pewnej dziewczyny":

http://kontoredakcyjne.strefa.pl/logo%20Zysk%20i%20S-ka.jpg

http://kontoredakcyjne.strefa.pl/historia%20pewnej%20dziewczyny_500.jpg

A jakie jest zadanie konkursowe?
Rozwiń w wątku konkursowym wypowiedź na temat: "Historia mojego małżeństwa/związku, czyli jak i gdzie poznałam swojego męża/partnera" :-)

Najciekawsze prace zostaną nagrodzone! Konkurs trwa do 3 sierpnia 2014 roku do północy. Z niecierpliwością czekamy na Wasze historie, by wyniki konkursu ogłosić w ciągu dwóch dni roboczych po jego zakończeniu.

Zapraszamy!

Biorąc udział w konkursie, akceptujesz jego regulamin.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Madziorek

Historia moja i mojego męża nie jest może taka jaką sobie wymarzyłam. Czytając wiele książek ukształtowałam sobie w głowie idealistyczny obraz księcia na białym koniu :-)
Ale życie pokazało że miłość przychodzi niespodziewanie, nie wiadomo kiedy i skąd...I tak też się stało. Nie mając drugiej połówki wyjechałam do pracy za granicę. Poznałam wiele nowych osób i między nimi Jego. Kilka zamienionych zdań, serdeczne uśmiechy, wspólne spacery zbliżyły nas do siebie. Jednak w dniu powrotu, mimo smutku nie obiecywałam sobie dużo w związku z tą znajomością. Chłopak był młodszy, a zresztą wiadomo jakie są te miłostki za granicą. Jednak po tygodniu gdy tylko wrócił do Polski zastukał do mych drzwi. Od tamtej pory nie tylko drzwi zostały dla niego otwarte ale i moje serce :-)Dziś jesteśmy małżeństwem i z niecierpliwością czekamy na narodziny naszego maleństwa. Mieszkamy od siebie ok 10 km a jednak musieliśmy jechać ponad 1000 km żeby się odnaleźć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

9 marzec 2012r. - wraz z koleżankami z pracy wybrałam się na imprezę z okazji dnia kobiet. Miało być kameralnie, wyszło jak zwykle :) Zawitałyśmy do jedynej dyskoteki w naszym mieście, co widać było od wejścia, ponieważ pękała w szwach. Udało nam się zająć coś przypominającego stolik - ale co tam, ważne było, że możemy gdzieś usiąść na chwilę. Przy barze złożyłyśmy zamówienie i siedziałyśmy dłuższą chwilę rozglądając się w okół. I właśnie wtedy, w tej sekundzie, przy tym nieszczęsnym stoliku, w tej dyskotece zmienił się cały mój świat - nasze spojrzenia się spotkały. Nie wiem ile czasu tak na siebie patrzyliśmy, wtedy wydawało Mi się, że była to wieczność. Koleżanka zaczepiła Mnie widząc chyba Moją niezbyt mądrze wtedy wyglądającą minę i oszołomioną zaciągnęła na parkiet. W Mojej głowie było tylko jedno - ON. Brzmi ckliwie, ale na prawdę nigdy wcześniej tak się nie czułam. Gdy wróciłyśmy do naszego "stolika" trzy pozostałe koleżanki nie siedziały już przy czymś, co ten stolik przypominało, ale śmiejąc się w najlepsze zajmowały miejsca w loży gdzie siedział "MÓJ ON". Później okazało się, że wynajął tę lożę wraz ze znajomymi i zaprosił do niej nas. Nie wiem ile piosenek razem przetańczyliśmy nie zamieniając ani słowa, ile wymieniliśmy ukradkowych spojrzeń, z których każdy zapierał dech. Po zakończonej imprezie zapytał się tylko, czy może odprowadzić Mnie do domu - odpowiedź była oczywista. Wtedy dowiedziałam się, że mieszka w miejscowości oddalonej o 60km od Mojej, że przyjechał na zaproszenie kuzyna, że ma na imię Maciek... W drodze powrotnej dowiedziałam się mnóstwa rzeczy o nim, a on o Mnie. Nie miałam pojęcia, że z taką łatwością można mówić o swoim życiu obcej przecież osobie. Wymieniliśmy się telefonami i wróciliśmy każdy do swojego domu. Po powrocie napisałam do siostry sms'a, że właśnie poznałam swojego przyszłego męża :) - sama nie wiedziałam, jak te słowa będą prawdziwe. Po miesiącu od naszego pierwszego spotkania zamieszkaliśmy razem, on przeprowadził się do Mojego miasta, zmienił pracę, środowisko - do dzisiaj go za to podziwiam. Po 3 miesiącach oświadczył Mi się, a po 7 miesiącach przysięgaliśmy przed Bogiem miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Na dwa lata po naszym pierwszym spotkaniu urodziła się nasza córeczka. Ktoś pomyśleć może, że była to pochopna decyzja i fakt - może nią była, ale była też najlepszą decyzją z Moim życiu i każdej nocy zasypiając w jego ramionach dziękuję Bogu, że postawił Go na Mojej drodze!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

HISTORIA PEWNEJ CZARNOWŁOSEJ DZIEWCZYNY I PRZYSTOJNEGO BLONDYNA O NIEBIESKICH OCZACH

Miałam 13 lat... dostałam od rodziców swój pierwszy w życiu telefon komórkowy... pewnego dnia dzwoniąc do kuzyna, zamiast Damian po drugiej stronie słuchawki odezwał się Krzysiek.. padła diagnoza: pomyliłam numer! Przepraszam Pana, do widzenia.

Po chwili ów Krzysiek oddzwania i mówi: "Witaj. spodobał mi się Twój głos... ".. Ja zaniemówiłam.. ale z chęcią w formie przygody zaczęłam z tym miłym chłopakiem rozmawiać;) Pomyślałam: Co mi szkodzi.. zaczęliśmy sms-ować, czasem zadzwonił... Niestety jak się szybko okazało mieszkał ponad 400 km od mojego miasta..

Dzwonił do mnie wieczorami, opowiadał o swoich problemach- ja Go wysłuchiwałam, doradzałam jak mogłam.. Wszystko fajnie, tylko wirtualnie.. niestety...

Po 4 LATACH tej burzliwej, telefonicznej znajomości Krzysiek zaproponował, żebyśmy się spotkali... miałam wówczas 17 lat.. on 20 :) Myślę sobie.. to absurd.. jak.. to obca mi osoba, nie znam Go, widziałam tylko na zdjęciu, jak się poznamy, kawał świata, gdzie będzie mieszkał, co na to rodzice.. zupełne wariactwo... Odpowiedziałam: PRZYJEDŹ..

Ciągle uważałam ten pomysł za istne młodzieńcze szaleństwo..
8 lipiec 2009 rok..... pojechałam na Dworzec po mojego gościa... była burza...
Stoję na peronie wystraszona, zmoknięta, straciłam zmysły....
Słyszę: pociąg TLK wjeżdża na tor 3 przy peronie 2 !!! Przeszły mnie dreszcze, serce biło jak szalone...

Idzie... to chyba On.. uuu..moje serce mało nie wyskoczyło, nogi trzęsły mi się okrutnie...

Przywitał się i pocałował delikatnie w policzek... i w tym momencie świat obrócił się o 360 stopni, wszystko zawirowało, zaświeciło słońce na pięknym niebie, ukazała się tęcza, zwariowałam...

Miłość od pierwszego wejrzenia... denerwowaliśmy się oboje! To wspaniałe uczucie... patrzyliśmy sobie w oczy i nie mogliśmy wydusić ani słowa... Krzysiek złapał mnie za rękę i poprowadził...

Pojechaliśmy do mnie do domu, przedstawiłam Go rodzicom..

....od tej pory wszystko potoczyło się samo... nasza miłość żyje swoim życiem... od tego magicznego spotkania Krzysiek prowadzi mnie za rękę przez życie już 5 rok !!
Nie wyobrażamy sobie życia bez siebie...:* Jest cudownie.. To najpiękniejsze co mogło mi się przytrafić w życiu..
Zakochałam się bez pamięci w jego blond włosach i głębokich niebieskich oczach, w których zatapiam się każdego dnia i widzę w nich cały piękny świat:) On natomiast oddał swoje serce mi- małej, czarnej kruszynce z bujną, czarną, kręcona czuprynką i brązowymi oczami:)
Krzysiek powiedział: jesteś moim przyjacielem, moja miłością- najpiękniejszym skarbem jaki dostałem w życiu od losu:) To cud, że Cię poznałem..
Teraz jesteśmy już narzeczeństwem:) - zapytał: "Czy zostaniesz moją żoną, tą jedyną, mą wyśnioną...?" Zgodziłam się ;)

Tak to nasze PRZEZNACZENIE!! I nie oddam Go za żadne skarby świata !!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Zakochana13

MIŁOŚĆ Z INTERNETU
Każdy chłopak którego poznałam spotykał się ze mną dla żartów co doprowadziło do tego że zamknęłam się w sobie przez zawody miłosne.
Chodziłam wtedy do drugiej klasy Technikum i jak każda dziewczyna w moim wieku miałam konto na fotka.pl raz w tygodniu miałam 2 godziny informatyki, pewnego dnia napisał do mnie pewien chłopak był bardzo przystojny, pomyślałam pewnie kolejny który sobie chce pożartować miałam smutny opis zapytał czemu jestem smutna nie chętnie odpisałam mu, że przez brak szczęścia w miłości i tak to wszystko się zaczęło, okazało się,że mieszka 15km ode mnie. Po tygodniu pisania zaproponował spotkanie , zgodziłam się , postawiłam wszystko na jedną kartę będzie co będzie. Jednak po spotkaniu miałam wątpliwości czy odezwie się jeszcze ale napisał i to bardzo miło,że chce kolejnego spotkania i tak to wszystko się zaczęło. Okazało się, że też nie miał szczęścia w miłości, przeżyliśmy podobne rozczarowania to nas do siebie bardzo zbliżyło. Po kilku spotkaniach zostaliśmy parą, byliśmy oboje bardzo szczęśliwi dużo wyjeżdżaliśmy. Po 8 miesiącach związku zaproponował mi wyjazd na sylwestra do Paryża to było moje marzenie zgodziłam się od razu i tam nasz związek przerodził się w coś poważnego. W noc sylwestrową byliśmy koło wieży Eiffla kilka minut po północy, patrze a mój ukochany wyjmuje czerwone pudełeczko otwierane je i zadaje pytanie: "Czy wyjdziesz za mnie?" To był najcudowniejszy moment w moim życiu odpowiedziałam TAK! Jesteśmy szczęśliwi ze sobą już 3 latka ;) Za rok staniemy przed Bogiem i oboje powiemy sobie sakramentalne tak :-) Nie możemy już się oboje doczekać tego dnia ;-) Chodź były wzloty i upadki to nadal się bardzo kochamy i jesteśmy szczęśliwi ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Mizz Fun

Moja historia brzmi jak tytuł trylogii Johna Jakesa tj. "Północ -Południe".
On na północy, ja na południu. Sprawca poznania, późniejszych wojen(jak w tym serialu) i miłości, jak w tym serialu INTERNET. Z głupia franc weszłam do sieci zalogowałam się do pokoju Wrocław(choć wcale tam nie mieszkałam! taki nagle przyszło to miasto do głowy) na ircu i rozpoczęłam korespondencjęz pewnym jegomościem. Po hektarach rozmów uznaliśmy, że się spotykamy. Plan był taki: na następny dzień punktualnie o 12.00 wysyłamy do siebie sms z miastem w Polsce w którym chcemy się poznać, no i padło na Poznań (chachacha). No to wio do Poznania. No i tam, jak to mawiają miłość i sraczka przychodzi z nienacka. Mieszkamy na północy i się mamy wercy cacy gut.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Miłość znajduje ten,kto jej nie szuka to hasło mogłoby zobrazować moje małżeństwo.
Pewnego lutowego dnia na przerwie między wykładami udałam się do pracowni komputerowej i weszłam na czat. Na nim poznałam mężczyznę o nicku grzegorz123. Powiem szczerze,nie szukałam nowej miłości. Niedawno zmarł mi dziadek i w tym samym czasie facet na którego myślałam ,że mogę liczyć zawiódł mnie. Ale tak dobrze nam się rozmawiało że po miesiącu czatowania umówiliśmy się w tzw"realu" i przepadłam. On również. Od tamtego okresu zaczęliśmy się regularnie spotykać.Połączyły nas wspólne pasje, zainteresowania i podejście do życia. Po 3 latach udaliśmy się na nasze pierwsze,wspólne zagraniczne wakacje i na nich mój luby mi się oświadczył. Było romantycznie-greckie morze szumiało, piasek cudownie chłodził stopy a mój ukochany niespodziewanie uklęknął i mi się oświadczył.Pierścionek pasował idealnie jakby był dla mnie stworzony i tak zaczęliśmy wspólnie iść przez życie. Nasz ślub 6.10 rok później był cudownym wydarzeniem. Mąż patrzył na mnie jakbym była 8 cudem świata i choć w tym roku mnie 7 lat od naszego ślubu dalej tak na mnie patrzy. Mamy dwie cudowne córeczki i za sobą 10 lat znajomości. Na naszym przykładzie widać iż można stworzyć stabilny związek ,nawet jeśli zaczął się w sieci.


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mojego obecnego partnera poznałam we Wrocławiu dwa lata temu. Jeździliśmy tym samym tramwajem i wysiadaliśmy oboje na pętli, dokąd tramwaj dojeżdżał już dosyć opustoszały. Przez kilka tygodni zerkaliśmy nieśmiało na siebie, aż któregoś dnia, po wyjściu z tramwaju ON w końcu zagadał:
-Cześć! Ty chyba nie jesteś z Wrocławia?
No, nie.
-Od razu się domyśliłem, bo kobiety we Wrocławiu dumnie stąpają, a Ty tak człapiesz.
Zbaraniałam na moment, ale mówię mu, że to może wina butów, które już kilkaset kilometrów mają na liczniku. Wtedy ON zaproponował, że pomoże mi wybrać nowe buty i umówiliśmy się na naszą pierwszą randkę do galerii handlowej. Okazało się co prawda, że ON zna się damskim obuwiu mniej więcej tak samo jak ja na balecie rosyjskim, ale świetnie nam się rozmawiało, poszliśmy do kina. później na piwo. I tak już wyszło, że zaczęliśmy się spotykać regularnie, nie tylko w tramwaju.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Powiem jak było, nic nie pominę,
koloryzować nie będę, ani odrobinę:
A było to tak:
razu pewnego popołudnia jesiennego,
dziewczyna piękna chłopca poznała
i już tylko z nim się umawiała.
Na kurs niemieckiego razem do grupy chodzili,
Koło siebie siedzieli, wzajemnie sobie podpowiadali,
Nie wiadomo jak, kiedy.., ale się w sobie zakochali
I od tej pory nierozłączni się stali!
Chodzili ze sobą tak lat długich siedem…!
I w końcu chłopak ten okazał się tym jedynym, ten ‘numer jeden’.
Wszyscy by ich chętnie na ślubnym kobiercu szybko zobaczyli,
o co zresztą w modlitwach gorliwie prosili.
Chłopak przystojny był, jak w obraz w nią wpatrzony,
powiedział sobie wreszcie: „Pragnę takiej żony!”
Przychodził codziennie, czy zima, czy lato,
mówił: „Zobaczyć muszę mą Myszkę, nic nie poradzę na to…”
Kwiatki kupował i bombonierki,
a co upiekła, to zjadał jej z ręki-
czy przypalone, czy przesolone,
oblicze jego przy każdym kęsie było rozanielone.
Na rękach nosił, zachcianki spełniał,
chciał pokazać, że dobry na męża z niego materiał.
Dziewczyna dłużną nie pozostawała
i miłość chłopca odwzajemniała.
Tak oto ku uciesze wszystkich wreszcie się zdecydowali,
ślub i wesele zaplanowali.
A w niedługi czas potem czekało na nią wielkie zaskoczenie…
dwie kreski przechodziły jej najśmielsze wyobrażenie!
o rodzinie własnej jeszcze nie myślała…
Bawić się, ‘z życia korzystać’ chciała,
a tu co ją czekać miało?
Zaczęła sobie wszystko wyobrażać, powoli i nieśmiało…-
chyba będzie musiała zapomnieć pod piramidami o słońca zachodzie,
o, z nowopoślubionym, imprezach, używkach ,o egzotycznej przygodzie…
Czas było zacząć myśleć o jakim większym dochodzie, potem o porodzie…
Gotowanie, pranie i sprzątanie,
już myślała by zatrudnić Super Nianie…
Pieluchy, zupki, noce bezsenne …
i tak ma już wyglądać jej życie codzienne?!
Lecz gdy już ochłonęła,
los w swe ręce wziąć powzięła.
Już wiedziała że mała czarna kropka na USG ,
zmieni jej życie już na zawsze.
Nie było co rozpaczać,
lecz na życia nowe tory śmiało wkraczać.
Teraz już ma męża, super córcię i małego synka.
i nieskromnie powie, ze fajna jest z nich rodzinka!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Jasnozielona

Nasza historia ma bardzo romantyczny początek... Wszystko wydarzyło się pewnego majowego dnia w magicznym mieście - a ściślej w samym jego sercu - oczywiście mowa o Pradze... Zawsze marzyłam o tym, żeby odwiedzić to miasto, no i w końcu się udało! Rodzice po zdaniu przeze mnie matury wykupili mi wycieczkę marzeń - jeden dzień, który zmienił nasze życie... To właśnie tam podczas zwiedzania Katedry Wita poznałam mojego przyszłego męża, jak się okazało nigdy dotąd się nie spotkaliśmy chociaż dzieliły nas tylko 4 kilometry... Nie mogliśmy się nadziwić, jak to jest w ogóle możliwe, widać musieliśmy przebyć 200 kilometrową podróż żeby się spotkać... To była miłość od pierwszego wejrzenia, nie mogliśmy się sobą nacieszyć, stale rozmawialiśmy i włóczyliśmy się po Pradze zajadając smoulove lody (niebieskie) z lentilkami. Po dwóch tygodniach spotkaliśmy się ponownie i staliśmy się nierozłączni. Mam szczęście, że spotkałam takiego romantyka :) Oświadczył mi się w Wigilię, a w zeszłym miesiącu wzięliśmy ślub - było cudownie, byliśmy tacy szczęśliwi, wszystko było biało-różowe, przyjęcie oczywiście odbyło się w Czechach a w podróż poślubną pojechaliśmy... Zgadniecie? Oczywiście do Pragi! Wprawdzie nigdzie nie znaleźliśmy takich samych lodów - chyba po prostu smerfy wyszły z mody, ale włóczyliśmy się jak dawniej. Teraz z takim bagażem dobrej energii jesteśmy gotowi na dalszą wspólną drogę przez życie- tyle wyzwań przed nami... A to zdjęcie z naszej podróży dla niedowiarków :)

monthly_2014_07/konkurs-historia-pewnej-dziewczyny_14080.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nasza historia nie jest może szczególnie romantyczna, gdyż poznaliśmy się dzięki współczesnym cudom techniki. Kiedy zostawił mnie chłopak, z którym byłam w długoletnim związku byłam załamana. Wówczas mój brat pokazał mi grupy dyskusyjne, na których mogłam poznawać ludzi, wymieniać się doświadczeniami, szukać internetowego wsparcia, którego również ja udzielałam innym. Mojego męża poznałam na grupie alt.pl.psychologia.miłość. ;) Najpierw pisaliśmy na forum dyskusyjnym, później przeszliśmy na skrzynkę prywatną. Był moim przyjacielem, rozumiał mnie, wspierał, zawsze wysłuchał. Podobnie ja jego. Mój internetowy przyjaciel przeżywał wówczas różne przygody z dziewczynami. Fascynacje miłosne, wzloty i upadki, a ja nieraz radziłam mu, jak postępować z kobietami. Gdy obecnie ktoś mnie pyta, czy moje rady pomogły, odpowiadam "Oczywiście, że tak, przecież jestem jego żoną". :D
Nasza znajomość internetowa trwała 3 lata. Gdy od naszego pierwszego spotkania minęły 3 miesiące - zaszłam w ciążę (nieplanowaną rzecz jasna). ;D Obecnie tworzymy rodzinę z córeczką 10-letnią oraz drugą, prawie 4-miesięczną i do dziś śmiejemy się ze skuteczności moich rad miłosnych. ;D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mojego chłopaka poznałam w szkole, gdy byliśmy w podstawówce. Pamiętam, że bardzo mi dokuczał (nie wiedzieć czemu). Pewnego razu nie wytrzymałam i gdy akurat szedł przede mną, wylałam na niego mleko (była wtedy w szkole jakaś akcja i nauczyciele rozdawali swoim uczniom mleko w kartonikach). Pamiętam, że od tamtego czasu miałam spokój. Następnie w 1 gimnazjum zaczęliśmy ze sobą ,,chodzić". Nie trwało to jednak długo, gdyż stwierdziłam, że ,,to nie to". Po 2 latach, gdy nawet nie zwracałam na niego uwagi, nagle zaczął mi się śnić. Przestrzegał mnie we śnie, że będziemy razem. Nie przejęłam się tym, gdyż pomyślałam, że przecież to tylko sen. Aż 6 grudnia 2010 roku wpadliśmy na siebie (przy ,,niewielkiej" pomocy koleżanki) i od tamtej pory jesteśmy nierozłączni. Od tamtego czasu Mikołajki są moim ulubionym świętem. Ta historia jest dla mnie zwariowana i do tej pory nie mogę uwierzyć, że to wszystko tak się potoczyło. W każdym razie jesteśmy już razem prawie 4 lata i świata poza sobą nie widzimy ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dwa lata po zakończeniu szkoły średniej dziewczyny z mojej klasy zorganizowały spotkanie klasowe na 27 grudnia.Jakoś nie bardzo miałam ochotę na nie jechać,ale nie mając nic innego do roboty wsiadłam w pociąg i pojechałam.Spotkałam po drodze koleżankę z klasy i razem marudziłyśmy całą drogę,że wcale nie chce nam się jechać.Spotkanie było w pizzerii,gdzie było kilka osób z klasy,2 chłopaków i 8 dziewczyn.Siedząc tam i rozmawiając, coś zaczęło się dziać między mną a kolegą z klasy-Pawłem.Nie wiem co to było,ale było to bardzo miłe i nieoczekiwane...Na wieczór umówiliśmy się do pubu,nie mogłam się już doczekać.Miałam nadzieję,że Paweł też przyjdzie...I przyszedł...Kupił mi piwo z cytryną i cały wieczór nie odstępował mnie na krok.Siedzieliśmy bardzo blisko siebie trzymając się za ręce.Tańczyliśmy razem i uśmiechaliśmy się niewinnie do siebie.Było to cudowne a zarazem dziwne uczucie-przecież był to kolega z klasy.Przez 4 lata wspólnej nauki nic nas nie łączyło,a nagle na spotkaniu klasowym zaczęło iskrzyć:-)Trzeba było jednak wracać...Miałam wtedy spać u babci,więc Paweł mnie odprowadził.Pod blokiem pocałował mnie i wziął ode mnie numer telefonu.Nie spodziewałam się niczego obiecującego,a jednak.Nie zdążyłam położyć się do łóżka,a już dostałam od niego sms"Jesteś cudowna,dziękuję". Nie zdążyłam odpisać, a pojawił się kolejny,i następny,wszystkie były bardzo miłe i romantyczne.Nie mogłam doczekać się następnego spotkania...A odbyło się ono bardzo szybko,bo za 4 dni spędziliśmy razem Sylwestra.Jesteśmy razem 13 lat,sześć lat temu wzięliśmy ślub i mamy dwie cudowne córeczki.Po tamtym spotkaniu klasowym Paweł mi wyznał,że nawet nie miał zamiaru przyjeżdżać,ale pokłócił się tamtego dnia z rodzicami i nie chciał siedzieć w domu,więc przyjechał.Moim zdaniem było to przeznaczenie... gdybyśmy tamtego dnia się nie spotkali może inaczej wszystko by się potoczyło...A jest cudownie i nie chciałabym niczego zmieniać:-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nasza historia zaczyna się kilkanaście lat temu, gdy ja byłam w pierwszej klasie gimnazjum. Moja nowa szkoła mieściła się na osiedlu, na którym mieszkał pewien chłopak, starszy ode mnie (nie chodził już do gimnazjum), lecz przychodził czasami na teren szkoły. Od razu wpadłam mu w oko. Zapoznał się ze mną za pośrednictwem moich koleżanek z klasy (mieszkały na tym samym osiedlu gdzie mieściła się szkoła) Dały mu mój nr telefonu. Zaczęliśmy ze sobą smsować i w końcu zostaliśmy parą. Jednakże nasz związek nie przetrwał długo. Rozstaliśmy się bez konkretnego powodu. Później nie utrzymywaliśmy kontaktu, nie widzieliśmy się bardzo długo. Aż do pewnego dnia. Odezwał się...po 7 latach (byłam wtedy na pierwszym roku studiów). Byłam w szoku. Nie wiedziałam co mam myśleć, jednakże zgodziłam się na spotkanie. Nie myślałam, że coś z tego wyjdzie, ale godziłam się na kolejne spotkania. W końcu znów zostaliśmy parą. Powiedział, że jestem jego pierwszą i jedyną miłością. Po pół roku się zaręczyliśmy. A w ciągu następnych 3 miesięcy organizowaliśmy ślub (przyspieszone tempo :) ). Wcale nie musieliśmy się tak szybko pobierać (ale chcieliśmy). Niektórzy myśleli, że na pewno wpadli i muszą już się pobierać. A to po prostu miłość. Nastał dzień naszego ślubu i oficjalnie zapieczętowaliśmy nasz związek. A po 9 miesiącach od ślubu przyszła na świat nasza najukochańsza córeczka. Teraz w październiku mamy swoją 5 rocznicę ślubu, a córa ma już 4 latka. Jak ten czas szybko leci :). A my nadal się kochamy. Gdyby ktoś mi powiedział po zakończeniu liceum, że jeszcze kiedyś będę ze swoim ex i na dodatek weźmiemy ślub to bym go wyśmiała i na pewno bym mu nie uwierzyła. Powiada się, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki - mój przypadek pokazuje, że jednak to powiedzenie nie jest prawdą :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Historia mojego małżeństwa, czyli jak i gdzie poznałam swojego męża.
Był chłodny, ponury jesienny poranek. Ociężale wyszłam ze swojego łóżka aby zjeść szybkie śniadanie, zrobić się na bóstwo i udać się na zajęcia.
Kilka dni wcześniej przed tym "feralnym" dniem przepełniała mnie ogromna fala radości ponieważ wybrałam się na zakupowe szaleństwo na którym udało mi się upolować w bardzo atrakcyjnej cenie śnieżnobiały płaszcz z kaszmiru. Odkąd tylko zobaczyłam go w internetowej kolekcji spędzał mi sen z powiek.
Dzień 20 listopada był dniem wyjątkowym bo był to dzień moich urodzin wiec musiałam wyglądać tego dnia wyjątkowo. Postanowiłam wiec dopełnić swój ubiór nowiutkim płaszczem i wyszłam jak co dzień w stronę uczelni. Pogoda nie rozpieszczała. Idąc sobie spokojnie chodnikiem ze słuchawkami w uszach słuchając ulubionej piosenki nagle doznałam szoku. Jakiś wariat pędzący starym oplem astrą próbował wyminąć prawą stroną na "trzeciego" samochód który zatrzymał sie aby skręcić w lewo i z pełnym impetem wjechał w ogromną kałużą rozpryskując tym samym błoto po moim nowiutkim płaszczu. Zalała mnie fala złości bo wydałam na niego swoje całe oszczędności. Na szczescie zatrzymało go czerwone światło wiec szybko spisałam numery rejestracyjne i w akcie zemsty zadzwoniłam na policję. Spotkałam się z owym Panem twarza w twarz podczas wizyty na komisariacie. Z uśmieszkiem łobuza zaproponował zwrot pieniążków i w gratisie kawę. Nie wiem do dziś dlaczego się zgodziłam.. Może dlatego, że w oczach miał świdrujący mnie błysk? Bo jego łobuziarski uśmieszek przyprawiał mnie o zawrót głowy? I tak oto właśnie nienawiść przerodziła się w uczucie które dziś po 5 latach nie słabnie, lecz z dnia na dzień jest coraz silniejsze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zawsze myślałam, że ten Jedyny powinien być wierny.
Pomagać gdy trzeba i koić nerwy.
Mieć dobre serce, umieć doradzić, nie okłamywać i nie zdradzać.
Nie miało to dla mnie znaczenia czy będzie pochodzić On
z Tokio, Maroko czy Pragi.
Najważniejsze jego intencje szczere.
Chciałam mieć Przyjaciela miłego, takiego wyrozumiałego, który musi być lojalny.
Powinien umieć słuchać. I mi zawsze ufać.
Aż w końcu….
Pewna wyspa, wysokie temperatury, słońce, oryginalna kultura i doskonałe warunki do uprawiania sportów wodnych. Nie miałam wątpliwości by to ją właśnie wybrać na miejsce wakacyjnego wypoczynku. Jak się później okazało On także innego miejsca nie szukał.
Splot przypadkowych, zabawnych zdarzeń może doprowadzić do uczucia i to nie tylko w powieści Lucy Montgomery! Jesteśmy tego przykładem. Po kilku dniach znajomości już nie straszne były dla nas silne podmuchy wiatru, godziny spędzania w wodzie zmagając się z żywiołami natury.
Tego wakacyjnego dnia gdy współczesny klimat zakpił z nas, a sportowcy amatorzy w deszczu musieli szybko wychodzić z wody spotkaliśmy się i My.
Poza tym uważam, że relacje damsko-męskie to szansa na patrzenie i to nie tylko w siebie ale by mieć na świat otwarte serce.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kiedy wróciłam po 9 mies do domu z zza granicy byłam trochę podłamana. Grubsza o 18 kg nie miałam o sobie najlepszego zdania. Wygląd mój sprawił że nie wychodziłam z domu zbyt często. Aż do pewnego dnia To było akurat Boże Ciało piękne święto.
Przyszła koleżanka i po długich namowach poszłyśmy do innej koleżanki Tam byli jej koledzy i całą paczką wybraliśmy się nad zalew ,potem do baru a następnie do drugiego baru :) I tam właśnie zaczęły się rozmowy ,żarty Chłopak zdobył mój numer telefonu...I to co do tej pory mam w pamięci Kiedy nasze dłonie chcący niechcący zetknęły się ze sobą i wtedy poczułam coś ,to właśnie to uczucie kiedy czuje się motylki w brzuszku :) Uczucie odwzajemnione Każdego roku w ten dzień wspominamy te same żarty i śmieszne sytuacje które się wtedy zdarzyły Jesteśmy razem już 6 lat razem :)


http://www.suwaczki.com/tickers/km5sdf9hqymi36e7.png
http://www.suwaczki.com/tickers/82do3e5ekt2ocja7.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiele osób zna bądź słyszało naszą historię poznania i związku ale jeszcze nigdy jej nie opisywałam :) A więc było to tak:
Był to okres między - naście a - dzieścia :) czyli najlepszy! Pewnego letniego wieczoru siedziałam z koleżanką w aucie, niedaleko były puby i dyskoteka... i nagle podszedł do nas pewien chłopak. Widać było, że kilka piwek już wypił dlatego może był taki śmiały ;) Porozmawiał z nami, pożartował i na koniec zostawił swój nr telefonu. Był bardzo przystojny i dość znany w mieście ale stwierdziłyśmy z koleżanką, że nie nie, my do niego na pewno dzwonić nie będziemy! Minęło kilka miesięcy i niespodziewanie zobaczyłam jego ksywkę na czacie! Zagadałam, a co ;) Napisał, że mnie pamięta, potem pisaliśmy ze sobą smsy aż wreszcie umówiliśmy się na spotkanie. A tam, podczas rozmowy, On zaczął coś odklejać od stołu więc zapytałam: co robisz? a On: zobacz, co znalazłem - serduszko z Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy :) Może to głupie ale właśnie ono chyba było nam przeznaczone bo do dziś ma swoje miejsce w męskim portfelu :) Po kilku dniach wybraliśmy się na dyskotekę, był romantyczny taniec z pocałunkiem przy niezapomnianej piosence... i od tamtej pory tworzyliśmy parę zakochanych :)
Jednak szczęście nie trwało długo bo po około roku, mój chłopak wyjechał na stałe za granicę. Nie pojechałam z Nim ponieważ nie chciałam przerywać studiów, więc nie było sensu trwać w takim związku... Oj serce się kroiło, były łzy, ból i smutek. Bardzo źle zniosłam te rozstanie! Trudno było się z tym wszystkim pogodzić dlatego wielokrotnie jeszcze rozmawialiśmy przez telefon. Prosił, żebym spróbowała złożyć wniosek o wizę... No i udało się, dostałam! Poleciałam tylko na wakacje, miałam nadzieję, że uda mi się Go przekonać do powrotu ale niestety :( Zrezygnowana wróciłam do kraju, na studia ale myślami ciągle byłam z Nim... Po 2 miesiącach nieodzywania się, postanowiliśmy, że spróbujemy utrzymać związek na odległość, zobaczymy jak to się ułoży i za kilka lat planowany jest powrót. No i tak też było! Przez cały okres studiów latałam kiedy tylko mogłam a po skończeniu zostałam tam prawie rok i wreszcie wspólnie wróciliśmy do ojczyzny :)
Był to bardzo fajny czas spędzony za granicą, nasz związek przeżył chwile smutku i radości ale warto było tyle czekać! Nasz przypadek pokazuje, że odległość nie ma znaczenia - i tak wygra MIŁOŚĆ! Nasza miłość trwa już ponad 10 lat, ten chłopak co mnie zagadywał jest od 4 lat moim mężem a wraz z synkiem i psem tworzymy szczęśliwą rodzinkę :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiem, że czas na dodawanie odpowiedzi już minął, ale jednak chciałabym dodać swoją historię, tak poza konkursem. Mój mąż wyjechał do pracy i z tej tęsknoty napisałam naszą historię na blogu, podrzucam i tutaj. Może ktoś przeczyta, odnajdzie fragment swojej historii, może się wzruszy... :)

"Kiedy miałam roczek jego ojciec założył nam prąd w całym domu, tak w prezencie, bo podobno zawsze chciał mieć córkę, a miał trzech synów.

Kiedy miałam sześć lat zobaczyłam go na szkolnym korytarzu: miał zieloną bluzę i był starszakiem z klasy szóstej, a ja miałam mysie ogonki i plecak, który był niemal większy ode mnie.

Kiedy miałam 12 lat zaczął pojawiać się w naszym domu i został najlepszym kolegą mojego brata. Zamieszkał też dosłownie kilkaset metrów od mojego domu. Jak to zwykle bywa w takich historiach, został tez moim obiektem westchnień. Bez wzajemności rzecz jasna.

Kiedy miałam 13 lat to on zaczął do mnie wzdychać i nawet "chodziliśmy ze sobą" 2 miesiące. Sęk w tym, że wtedy nagle przestał mi się podobać.

Pomiędzy 13 a 16 rokiem życia szukałam swojego miejsca i wielkiej miłości. On był zawsze, przez ten cały czas. Stał się najlepszym przyjacielem, choć czułam, że darzy mnie czymś więcej niż tylko przyjaźnią. Pisaliśmy do siebie długie listy, gdy był w wojsku, chodziliśmy razem na imprezy, paliliśmy papierosy kryjąc się przed moimi rodzicami i doradzaliśmy sobie w sprawach sercowych, włóczyliśmy się razem po lesie i jeździliśmy na motorze. Moje miłostki tak szybko mijały, jak się pojawiały, a On był ciągle obok, na wyciągnięcie ręki...

Lubiłam być zawsze na przekór, więc im częściej słyszałam, że powinniśmy być parą, tym częściej powtarzałam innym i sobie: NIGDY! Nawet wtedy, kiedy zaczęło mi go brakować, gdy nie pokazywał się przez kilka dni. Nawet wtedy, gdy zaczęło łaskotać mnie w brzuchu, gdy w końcu przychodził. Nawet wtedy, gdy podawałam mu dłoń i od jego dotyku zaczynały mięknąć mi nogi. Broniłam się przed tą miłością. Broniłam się trochę z przekory, a trochę ze strachu, że jeśli nam "nie wyjdzie" stracimy nie tylko miłość, ale i przyjaźń, która nas łączyła...

Jak to z przyjaźnią pomiędzy mężczyzną i kobietą bywa, często przeradza się ona w coś więcej, a jak to bywa z miłością bywa, nie tak łatwo się przed nią obronić... Tak więc wreszcie się stało: 6 lipca 2003 roku, pierwszy pocałunek, pierwsze ciarki na plecach, powrót do domu z uśmiechem na twarzy i miłością pomieszaną z lękiem w sercu. Odwrotu już jednak nie było. Kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa. My wygraliśmy: prawdziwą miłość!

Jeszcze zanim skończyłam liceum zaręczyliśmy się. A tuż po maturze, 29 lipca 2006 roku powiedzieliśmy sobie sakramentalne TAK. Było skromnie i kameralnie, było pięknie.W tym roku minęło 8 lat od tamtego dnia, a ja często myślę, co by było, gdybym jednak się nie odważyła... Przeraża mnie ta myśl... Na szczęście miłość jest silniejsza niż wszystko inne i wyrzucana drzwiami, weszła oknem :).

Za nami wiele chwil trudnych i jeszcze więcej tych pięknych. Wspólne wyjazdy, motocyklowe eskapady, nocne randki nad jeziorem, przeprowadzki, problemy z pieniędzmi, narodziny dzieci, patrzenie jak rosną, choroby, wypadki, kradzione wieczory tylko we dwoje, śmiech do bólu brzuchów z żartów, z których tylko my się śmiejemy, małe i duże kłótnie i niezapomniane godzenie się po nich, dochodzenie do wszystkiego, co mamy krok po kroku, wreszcie wyjazd, tęsknota, ale i nadzieja na spełnienie wspólnych marzeń. ósmą rocznicę spędziliśmy osobno, ale kilka dni wcześniej mieliśmy wspaniałe dwa dni dla siebie. Ich wspomnienie daje mi siłę,by przetrwać kolejne 4 tygodnie rozłąki. To był nasz wybór, nasza decyzja i wierzę, że pomoże nam spełnić marzenia. Wszystkim, którzy próbowali mnie przekonać, że rozłąka osłabi nasz związek powiem: czuję, że jest coraz mocniejszy!

Jaki jest morał z tej miłosnej historii? Czasami okazuje się, że to, czego szukamy daleko, mamy na wyciągnięcie ręki. Miłość potrafi zaskoczyć nas w najmniej spodziewanym momencie i nigdy nie pyta o zgodę, ale za to bardzo często wie, co robi, mimo, że podobno jest ślepa :). I jeszcze jedno: nigdy nie mów nigdy! W miłości to słowo nie ma racji bytu i całe szczęście!"

Pozdrawiam :)


http://www.suwaczki.com/tickers/iv09i09kkce8ytrb.png

http://www.suwaczki.com/tickers/zem3io4pu01i4j1c.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Olinka - życzę Ci, abyście jak najszybciej zrealizowali wspólne marzenia i każdą kolejną rocznicę ślubu spędzali razem! Jestem pełna podziwu dla Ciebie. Mój mąż też swojego czasu wyjeżdżał na delegację, ale dla dobra naszej rodziny zmienił pracę. Może teraz żyję się nam ciężej, lecz to dla Mnie nieistotne móc co noc zasypiać w jego ramionach. Poza tym, ja wychodzę z założenia, że lepiej jeść suchy chleb - byle razem. Tobie życzę wytrwałości i tego, aby Wasza miłość była tak samo mocna jak jest teraz! Pozdrawiam :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

j.domagalska
Olinka - życzę Ci, abyście jak najszybciej zrealizowali wspólne marzenia i każdą kolejną rocznicę ślubu spędzali razem! Jestem pełna podziwu dla Ciebie. Mój mąż też swojego czasu wyjeżdżał na delegację, ale dla dobra naszej rodziny zmienił pracę. Może teraz żyję się nam ciężej, lecz to dla Mnie nieistotne móc co noc zasypiać w jego ramionach. Poza tym, ja wychodzę z założenia, że lepiej jeść suchy chleb - byle razem. Tobie życzę wytrwałości i tego, aby Wasza miłość była tak samo mocna jak jest teraz! Pozdrawiam :)

Dziękuję. Wyjazd planujemy na jak najkrótszy czas, nie chcemy kokosów ani luksusu. Tez kiedyś wychodziłam z założenia, że lepiej jeść suchy chleb, ale odkąd mam dzieci myślę trochę inaczej. Zresztą akurat smak chleba, może nie suchego, ale z masłem znam od dzieciństwa. Trudno tu tak pisać w szczegółach, ale mam nadzieję, że wystarczy niedługi czas i znów będziemy razem.


http://www.suwaczki.com/tickers/iv09i09kkce8ytrb.png

http://www.suwaczki.com/tickers/zem3io4pu01i4j1c.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kochane Forumowiczki :-)

Bardzo Wam dziękujemy za historie Waszych miłości :-) Czytanie ich było bardzo budujące i niezwykle przyjemne.

Trudno było wybrać zwycięzców, ale po wielu debatach udało się. Oto i szczęśliwi wygrani:
j.domagalska
vivaance
Na_Tayla

Serdecznie gratulujemy nie tylko wygranej, ale też miłości, która zrodziła się w tak niezwykłych, a czasem zabawnych przypadkach :-)

Prosimy o przysłanie danych do wysyłki na mail: konkursy@parenting.pl. W temacie wiadomości należy wpisać swój nick z forum oraz nazwę konkursu.

Zapraszamy do udziału w innych konkursach i polubienia naszego fanpage'u na Facebooku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ślicznie dzięuje ! :) Dane do wysyłki juz wysłane mailem i super że podaliście link do profilu FB bo od dawna próbowałam go tam odnaleźć ale jakoś nie potrafiłam tam do was dotrzeć :) Fanpage polubiony :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Maksymalnie dozwolone są tylko 75 emotikony.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


×
×
  • Dodaj nową pozycję...