Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Redakcja

Konkurs: "Idziemy do szkoły"

Rekomendowane odpowiedzi

Na jednej z pierwszych lekcji historii w liceum w pierwszej klasie,zostałam wywołana do odpowiedzi. Nie spodziewałam się tego zupełnie, miałam nazwisko pod koniec listy,więc niby dlaczego miałam isc pierwsza pod tablicę. Byłam zupełnie nieprzygotowana,ale jakoś brnęłam przez te wszystkie pytania. Jedno z poleceń brzmiało: opisz wygląd kapłanów egipskich. Coś tam powiedziałam,ale widzę,że koleżanka zaczyna mi podpowiadac na migi,pocierając swoje brwi i jednoczesnie pokazując cos na kształt okularów.
Ja od razu palnęłam: Kapłani egipscy nosili opaski na oczach, by nie widziec zla tego świata!
No cóż nie trafiłam, nauczycielka miała ubaw. Ja cudem nie dostałam jedynki.
A koleżance chodziło o to,że kapłani mieli wygolone brwi:).
No cóż potem już się nauczyłam odczytywac znaki.


http://www.suwaczki.com/tickers/km5szbmhmbvh84qd.png[/url]

http://www.suwaczki.com/tickers/iv09vcqgtm5sabhz.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Gość aldonka23

w podstawowce milo wspominal naszego ksiedza od religi...
gdy my mielismy czas na czytanie danego tematu on dubał w nosie:noooo:
robil z tego kuleczki i rzucal je przed siebie:sofunny:
najgorzej miala kolezanka z pierwszej ławki :sofunny::noooo:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Opowiem Wam moją historię(chociaż czasy szkolne obfitowały w więcej takich). bardzo miło wspominam tamte czasy.
Najwięcej radości dostarczałam nam nauczycielka języka rosyjskiego. A to przyszła w każdym innym bucie-tak, tak każdy był innego rodzaju nie tyle koloru. Były to botki:każdy inny obcas i każdy różnej długości cholewki:)Nie wiem skąd jej "zachwyt" moją osobą, ale zawsze byłam jej ulubioną uczennicą. Podobał się jej mój piórnik, fryzurka i ogólnie moja wiedza.
Nie miałam z tą nauczycielką żadnych "problemów" i nie rozumiałam niechęci reszty klasy wobec niej. Tak się składało, że ta nauczycielka miała często napady kaszlu, prawdopodobnie alergia na różnego rodzaju kurz. JPewnego razu, w dniu zapowiadanej klasówki koleżanki i koledzy wpadli na pomysł aby wywołać atak kaszlu u nauczycielki, ona wyjdzie z klasy a wtedy ściągi pójdą w ruch. Ktoś rozpylił suchą gąbką kredę nad jej biurkiem przed jej przyjściem na lekcję. Wyobraźcie sobie, że nauczycielka jak nigdy przesiedziała całą lekcję bez wychodzenia z klasy. Natomiast uczniowie siedzący w pierwszych ławkach zaczynali kaszleć i drapało ich w gardle.
Tak oto cała sytuacja obróciła się przeciwko nam i naszym "genialnym"pomysłom.


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Mosia teksty niesamowite :D

Ja pamiętam nauczycielkę z ogólniaka, która robiła zawsze dramatyczne wejścia do klasy np.
rzucała dziennikiem na swoje biurko, mierzyła wzrokiem cala klasę i krzyczała "jak ja kocham lekcje 2B" (sarkazm), albo jak miała nam oddać prace dodawała " debilizm unosi się nad sufitem, oby do wakacji"

Natomiast w podstawówce mieliśmy imprezę na zakończenie 8klasy z nauczycielami, było naprawdę super, muzyka była raczej nie dla nas, ale wszystkim to nie przeszkadzało. W końcu udało mi się przekonać Dj żeby zagrał chociaż jeden kawałek zespołu IRA, niewielka grupa ludzi zebrała się w kolo i zaczęliśmy machać głowami i skakać, nagle nasza nauczycielka z klasy 1, weszła do środka i zaczęła śpiewać stary niedźwiedzi mocno śpi ........ nie było osoby na sali która by się nie śmiała


http://www.suwaczek.pl/cache/81f6d70ef3.png
http://www.suwaczek.pl/cache/b444194b7a.pnghttp://www.suwaczek.pl/cache/de95d1bd24.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Mi szczególnie jedna sytuacja jeszcze z czasów liceum utkwiła w pamięci. Otóż miałam historię z bardzo fajną nauczycielką, ale swego czasu pochorowała się i mieliśmy zastępstwa z gościem którego wszyscy nazywali "królikiem". Był to dzień kiedy byłam też mocno chora; belfer zaczął wykładać swoją lekcję a ja siedziałam w przedostatniej ławce i co chwilę chrząkałam bo mi zasychało w gardle. W połowie lekcji nadeszła pora na antybiotyk więc ukradkiem sięgnęłam po wode i tabletkę i połknęłam. Na moje nieszczęście królik to zawuważył i wrzasnął "T..a nie dość że cały czas gadasz to jeszcze bezczelnie pijesz wodę na lekcji!!! Jesteś niereformowalna!!!". Wkurzył mnie tym na maksa bo ani słowem się nie odezwalam do nikogo od początku lekcji bo nawet jakbym chciała to chore gardło mi na to nie pozwalało. Wtałam więc z ławki i idą w jego kierunku powiedziałam "Po pierwsze z nikim nie rozmawiałam od początku lekcji, po drugie jestem chora i musiałam wziąć lekarstwo bo nadeszła pora, po trzecie sam pan jest niereformowalny!!!!" - krzyknęłam i wyszłam z klasy i wkurzona pojechałam do domu bo została jeszcze jedna lekcja ale stwierdziłam że pójdę do lekarza i ten a także następne dni posiedze w domu aby sie wyleczyć. Po południu zadzwoniły dziewczyny z klasy i powiedziały że jak wyszłam z klasy to królik wpadł w szał powiedział że przeze mnie zawału dostanie i kazał mnie 3 dziewczynom iść szukać. Dziewczyny chcą uchronić mnie przed wizytą u dyra uprosiły panią higienistke żeby powiedziała że u niej byłam i że bardzo źle się czułam więc wysłała mnie do domu. Belfer oczywiście sprawdził czy dziewczyny powiedziały prawdę. W późniejszym okresie miałam z nim jeszcze do czynienia, ale nigdy więcej się do mnie nie odezwał oprócz wyczytania nazwiska przy sprawdzaniu obecności.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Ja pamietam moj 2 dzien w szkole jak weszlam do klasy a zdziwilam sie ze nieodczytali mojego imienia bylam bardzo smutna ,dopiero jak zaczelam przygladac sie z kim bede chodzic do jednej klasy zauwazylam , ze nie poznaje nikogo i zaczelam plakac pani podeszla do mnie i pyta czemu placze a ja ze nie wiem gdzie jestem i okazalo sie ze pomylilam pietra weszlam do klasy A a ja bylam w C :sofunny:

A jeszcze jedna sytuacja byla taka co by zrobic by byc chorym by zwolnili cie do domu to wymyslilam na przerwie ze stane pod sciana na glowie i bede szybko oddychac potem stanelam szybkim ruchem zatkalam nosa i przez pare sekund bez oddychania byle zemdlec :sofunny:Nie zemdlalam ale w glowie sie niezle krecilo a przez to glowa bolala i na kolejnej lekcji dopiero poszlam do pielegniarki i co? udalo sie ich wykiwac:sofunny:


http://suwaczki.maluchy.pl/li-39814.png

http://suwaczki.maluchy.pl/li-39815.png

http://suwaczki.maluchy.pl/li-39810.png

17.04.2009-2 piekne kreseczki
22.06.2009-zobaczylismy cie masz juz 72,2mm w 13,4tc
28.07.2009-masz juz 15cm
28.07.2009-USG-SYNEK
19.08.2008-slyszelismy bicie twojego serduszka

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Szkoła!!! kiedy to było, tak jak u was dziewczyny u mnie to zamierzchła przeszłość. Jednak często wracam pamięciom do tych zabawnych i beztroskich lat. Chciałabym czasem cofnąć czas i żyć jak kiedyś, bezproblemowo!!! Tzn niby bezproblemowo, bo wtedy moim największym problemem było że chłopak który mi się podoba nie zwraca na mnie uwagi:)))

Co do tekstów nauczycieli to najlepsze:

Historyk: "To dziś pytamy zwierzątka" - u nas w klasie były nazwiska: Dzik, Zając, i Koziołek :)

Germanistka: "Chce słyszeć ciszę, nie chce słyszeć szumu"

A historie? Najlepsza to gdy poszłyśmy z kumpelą na wagary. postanowiłyśmy pojechać stopem do Wrocławia (wtedy nie było jeszcze komórek). Koleżanka miała chłopaka na uczelni na 1 roku, dzwoniła do niego na stancje i umówiliśmy się o 12 na Placu Grunwaldzkim przed uczelnią! Ja tego chłopaka na oczy nie widziałam nigdy! Poszłyśmy na "stopa". dojechałyśmy bezproblemowo do Wrocławia i na Plac, i pytamy ludzi: gdzie tu jest uczelnia, a oni nam pokazują tu i tu i tam i tu......masakra wokoło same uczelnie. Łaziłyśmy wkółko szukając go!!!. Wreszcie koleżanka z budki zadzwoniła do niego, ale go już nie było! no i Lipa nie spotkałyśmy go. A że nie miałyśmy za dużo czasu więc zabrałyśmy się spowrotem. Najlepsze jednak było to że jadąc spowrotem stopem zabrał nas....nasz dyrektor!!!! Tak poznał nas oczywiście, mieliśmy z nim zajęcia, no i oczywiście wzywanie rodziców i inne wianki. nie było wesoło. teraz jednak wspominam ten wypad z uśmiechem na ustach:)


http://www.suwaczki.com/tickers/f2wlhdge66amnud0.png

http://www.suwaczki.com/tickers/9ltfegz26i4d415n.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Ja mam dwa takie skojarzenia... Jedno, z zamierzchłej podstawówki, kiedy desperacko czytałam: "Za safą mys", i każde poprawienie mojej pani ("Za SZafą mySZ - w zwolnionym tempie) irytowało mnie coraz bardziej, aż jej w końcu powiedziałam "No pzeciez cytam: Za safą mys!!!"...

I drugie - licealne, kiedy kolega (przebrany za drzewo, z gniazdem na głowie) na wielce poważnej akademii ku czci zaczął krzyczeć: "Mój ptak, moje jajka"... Drzewo symbolizować miało powstanie (głęboka metafora), gniazdo było moim pomysłem, ptaki i jajka w nim zresztą też (miało być naturalnie), a wyniesienie drzewa oznaczać miało (a jakżeby inaczej) - upadek.
Niestety krzyk (dość dwuznaczny) i zbicie jajek (nie wpadłam, że możnaby tam położyć chociażby wydmuszki) znacząco rozluźniło patetyczną atmosferę. n

Nie wiem, jak goście, ale dyrekcja nie była zachwycona :)


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

:16_11_9:
Witam wszystkich!

Najśmieszniejsze historie, które pamiętam ze szkoły kojarzą mi się z czytaniem na lekcjach, opowiem tą, która najbardziej utkwiła mi w pamięci a dotyczyła ona zwykłej literówki... hehe

W podstawówce czytaliśmy na lekcji polskiego fragmenty nowelki "Dobra Pani", każdy miał czytać po kolei na głos po fragmencie wskazanym przez nauczycielkę. Kiedy doszło do kolegi Marka, który był bardzo nieśmiały i czytanie na głos sprawiało mu trudność, zamiast przeczytać, że pan "...codziennie posuwał sprzączkę...", (żeby żona nie zorientowała się, że chudnie z choroby), przeczytał: "...codziennie posuwał sprzątaczkę..." wszyscy wybuchliśmy śmiechem, a on spalił się ze wstydu..

:wybierz_mnie:


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

:36_1_1:

mamaroxi
:16_11_9:
witam wszystkich!

Najśmieszniejsze historie, które pamiętam ze szkoły kojarzą mi się z czytaniem na lekcjach, opowiem tą, która najbardziej utkwiła mi w pamięci a dotyczyła ona zwykłej literówki... Hehe

w podstawówce czytaliśmy na lekcji polskiego fragmenty nowelki "dobra pani", każdy miał czytać po kolei na głos po fragmencie wskazanym przez nauczycielkę. Kiedy doszło do kolegi marka, który był bardzo nieśmiały i czytanie na głos sprawiało mu trudność, zamiast przeczytać, że pan "...codziennie posuwał sprzączkę...", (żeby żona nie zorientowała się, że chudnie z choroby), przeczytał: "...codziennie posuwał sprzątaczkę..." wszyscy wybuchliśmy śmiechem, a on spalił się ze wstydu..

dobre
:wybierz_mnie:


http://suwaczki.maluchy.pl/li-50459.png

http://suwaczki.maluchy.pl/li-53521.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

to teraz moja kolej

czasy podstawówki ... jej jak to dawno było jakby czasy dinozaurów :36_1_1:

jedną z lekcji mielismy z dyroktorem szkoły nie pamiętam już co to za lekcje były ale ja podczas lekcji bawiłam się kostką rubika pozyczoną od kolezanki i to była kostka trójkątna czyli niespotykana ... oczywiście wpadłam i dyr mi ją zabrał i powiedział że na koniec roku mam się do niego po nia zgłosić ... no jak na koniec roku jak musiałam ją oddać kolezanka kilka ławek dalej widziałam wszystko i wymyśliłam i po kilku dniach jedna z moich odwazniejszych kolezanek stała na czatach a ja przeczesywałam dyrektora biurko w pokoju w poszukowaniu kostki oczywiście nie znalazłam wtedy ale wiem ze potem uprosiłam dyrektore i mi ją oddał

kiedyś też nie mając lekcji biegałysmy z koleżankami po szkole i dyr na przyuważył i za karę musiałyśmy całe WC dziewcząt przątnac na cacy coś jak terz perfekcyjna pani domu tak chodził i sprawdzał czystość :D

oj mogła bym wiele napisac co robiliśmy w podstawówce na pożegnanie 8 klasy (naszej) dyrektor powiedział że w histtrii szkoły nie było takiej klasy co by się rzycała świńską skórą czy podkładała zgniłe jaja oj ancymonki byliśmy zgrane jak wagary to cała klasa nikt się nie wyłamywał nawet kujony nie mogły :))

ach jak fajnie powspominać teraz cały dzien bedę myśleć jak to było :))


http://suwaczki.maluchy.pl/li-50459.png

http://suwaczki.maluchy.pl/li-53521.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

było wiele takich historii ,będę je sobie powoli przypominać i dodawać tutaj

1.) pamiętam gdzieś w 5 klasie podstawówki chłopcy zawsze robili kawały koleżankom z klasy,raz chciałam pożyczyć korektor ,kolego 3 ławki dalej miał taki (buteleczka z pędzelkiem),podeszłam po niego ,lecz w drodze powrotnej ktoś podstawił mi nogę i na moje nieszczęście upadłam ,na moje szczęście nie miałam twarzy z korektora,ale ubrania,buty,ławki,krzesła i podłoga wyglądała strasznie a zapach był jeszcze gorszy.Jako karę musieliśmy to wszyscy sprzątać ,pamiętam był mróz na dworze,zima,a przez wszystkie lekcje już siedzieliśmy przy otwartych oknach

2.) ta sytuacja była chyba w 6 klasie podstawówki kiedy oczywiście koledzy z klasy znowu wykręcili mi numer i nalali wody na moje krzesło,a że krzesła były wklęsłe troszeczkę ,tworząc w środku mały dołek,no to woda miała gdzie zostać ,oczywiście nie wiedziałam o tym i gdy po przerwie weszłam do klasy ,usiadłam i to co poczułam to nie tylko lodowata woda ale również mokre ciuchy (aż do bielizny) tak więc nic mi nie pozostało jak kleknąć tyłem do kaloryfera i się tak suszyć,po czym pani z historii weszła do klasy,wszyscy jednogłośnie powiedzieli:"dzień dobry" ,następnie przy czytaniu obecności mówiąc Gabriela Olszewska,ja na to ;"jestem" i podniosłam łapkę do góry,pani ze zdziwioną miną pyta co ja tam robię ,aja na to że klęczę ,wytłumaczyłam co się stało,mina pani bezcenna

3.)kiedyś chłopcy po lekcji w-fu nie omieszkali znowu nam zrobić kawał,jak to bywa ,że chłopcy od dziewczyn mieli osobne szatnie,ci zdobyli klucz do dziś nie wiem skąd ,traf chciał ,ze to była ostatnia lekcja pana od wychowania fizycznego ,ten poszedł do domu,chłopcy się pzrebrali i poszli na lekcje geografii a sierotki dziewczyny w pewnym momencie jak chciały wyjść zauważyły że są zamknięte,a że krzyczały,wołały i i tak nikt nas nie usłyszał bo szatnie były w piwnicy

4.)nasza klasa była szalenie niegrzeczna i ktoś raz wrzucił petardę do toalety ,potem cała klasa musiała się składac na nową

5.) a jeszcze innym razem chłopcy znaleźli gdzieś wiaderko nalali wody i rozlali po długości na wprost toalety,otworzyli drzwi i ślizgali się jak na lodowisku po mokrej podłodze

6.) jeszcze mi się przypomniało jak w 7 klasie podstawówki koleżanki z klasy zauważyły że nasza koleżanka ma bardzo podobne pismo do pani z języka polskiego i kiedyś kiedy dziennik został przez przypadek nauczycielki pozostawiony na biurku ,nasza koleżanka dopisała kilka ocen niektórym a innym z cyfry 1 zrobiła 4 ,niezła afera wybuchła później,ale nikt się nie przyznał więc tak na prawdę nauczyciele nie wiedzieli jak do tego doszła

oj niezła z nas klasa była


http://www.suwaczki.com/tickers/km5st5odrwptinvt.png
http://www.suwaczki.com/tickers/f2wl3e5edxrwil1g.png
http://www.suwaczki.com/tickers/w0at7ddlooy6x3b3.png
[url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwa

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Pamiętam, że musieliśmy do szkoły przynieść jakieś nadzwyczaj ważne wypracowanie, które mieliśmy przeczytać na forum całej klasy. Jednak ja o tym zapomniałam.
Pani więc wywołuje moje nazwisko, a ja wychodzę na środek i mówię, że przytrafiła mi się straszna rzecz.
Pani więc pyta co się stało? A ja na to, że jak szłam do szkoły to nagle zerwał się straszny wiatr. Wypracowanie niosłam w dłoni by mi się w plecaku nie pogniotło. Nagle wielki kasztan spadł z drzewa i uderzył mnie w głowę. Zemdlałam, a gdy się ocknęłam, okazało się, że wypracowanie porwał mi ogromny pies. Biegłam za nim, żeby je odzyskać, ale wtedy zorientowałam się, że przecież mogę się spóźnić do szkoły i szybko zawróciłam.

Cała klasa wybuchnęła śmiechem łącznie z nauczycielką. Tym bardziej, że to był styczeń :)


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Z takich historii ze szkolnej ławy pewnie wiele by się w końcu przypomniało, gdyby spotkać się w gronie z lat nastoletnich.

Mnie dość mocno utkwiła w głowie jedna, śmieszna lub nie... sama nie wiem...

Lekcja biologii, klasa VII jeśli dobrze pamiętam. Po kilku lekcjach na temat anatomii człowieka, budowy narządów płciowych nastąpił dzień sprawdzianu.
Pani podzieliła nas na dwie grupy. Jedna miała opisać budowę narządów męskich, druga żeńskich. Wolałabym pisać o babkach, ale niestety traf chciał, że byłam w I grupie.

Napisałam co wiedziałam, ale chciałam się upewnić (jak to zwykli czynić uczniowie - zwyczajna konsultacja) czy czegoś istotnego nie pominęłam. Szepnęłam więc do kolegi w ławce przede mną:
"Adaś, o czym pisałeś?"
Adaś zaczął szeptać do mnie, jednak nauczycielka zwęszyła dziwne poruszenie i zaczęła chodzić po sali. Ale Adaś nie zdążył powiedzieć mi o czym konkretnie napisał. W związku z tym ja znów zapytałam:
"Adaś, co tam masz?"
I wtedy nauczycielka z uśmiechem na głos powiedziała: "Iza, czy Ty myślisz, że Adaś powie Ci co TAM ma?"
Wszyscy w śmiech, a ja i Adaś oczywiście mocno zawstydzeni całą sytuacją.:smile_jump::smile_jump::smile_jump:

I jeszcze jedna...
W szkole średniej natomiast mieliśmy nauczyciela katechetę z wioski Kazanów.
Żeby zrobić Mu psikusa zapisaliśmy na tablicy parafrazę tytułu pewnej publikacji: "Kazanów zapis dziejów". Dwa ostatnie wyrazy zapisaliśmy właściwie razem i czytając szybko wychodziło "Kazanów zapiździejów".
Otarło się oczywiście o dyrekcję, naszą panią wychowawczynię... i przeprosiny katechety zasłużone przecież...
:mylove::mylove:

O... i jeszcze jedna ::):
Na typowych wagarach przez cały dzień byłam chyba tylko raz w życiu w VIII klasie, jeszcze we wrześniu. Była klasówka z chemii z wiadomości z całej VII klasy, a ja się kompletnie do niej nie przygotowałam. Razem z trzema koleżankami spędziłyśmy kilka godzin w ogródku jordanowskim, wróciłam do domu jakby nigdy nic, zasiadłam do lekcji, żeby odrobić to co zadali... :oczko: nagle wchodzi do mnie Tata i pyta co było w szkole. Mówię Mu oczywiście, ze ok. A On do mnie, że daje mi 2 godziny na zdobycie zeszytów, uzupełnienie zaległości z całego dnia i odpytuje mnie na następny dzień. I powiedział, że mi tego dnia nie usprawiedliwi.
Moje zdziwienie było wielkie, bo skąd miałby się dowiedzieć. Jak się okazało tego dnia przyjechał do szkoły po młodszego brata i spotkał moją koleżankę z klasy, która mnie wsypała.:oczko:

I czwarta, już chyba ostatnia...
Pamiętam też taką sytuację, kiedy pierwszego dnia wiosny wybraliśmy się topić marzannę. Oczywiście urwaliśmy się ze szkoły całą klasą... No prawie całą jak się później okazało... Jedna koleżanka poszła na zajęcia... wyłamała się... pierwszą lekcją była historia i jak nauczyciel zorientował się, że ma tylko jedną osobę na zajęciach przepytał ją z ostatnich 3-ech lekcji i wstawił 3 marne oceny, bo koleżanka liczyła na gratyfikację swojej postawy, a tu taki kubeł zimnej wody. Miała pretensje do nas, że to nasza wina... a to ona nie była solidarna z nami...:yipi::yipi:

P. S. Coraz więcej sytuacji przypominało mi się kiedy zaczęłam pisać tutaj...
Dziękuję za ten konkurs, bo wywołał "mega rogala" na mojej twarzy :smile_jump::smile_jump::smile_jump:
P.S. I pomyśleć, że dziś sama jestem nauczycielką i kiedyś uczniowie będą wspominali moje teksty lub jakieś śmieszne sytuacje ze szkolnej ławy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Oj, mi w głowie utkwiła jedna sytuacja:) :) Gdy przyszłam do szkoły miałam swoją paczkę kolegów z przedszkola (i z podwórka zresztą też) z którymi się trzymaliśmy od piaskownicy razem. Na nieszczęście w klasie biologicznej, w szafie, stały w słoikach żaby:) Wtedy nas to przerażało i niesamowicie ciekawiło. Oczywiście musieliśmy jeden taki słoiczek podprowadzić i sprawdzić jak to wygląda bez tej wody w środku. Wtedy nie wiedzieliśmy że zasmrodzimy całą klasę i korytarz, no ale zawartość sprawdziliśmy. Kamer nie było wtedy w szkole więc winy nam nie udowodniono:)


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

A ja jakoś nic przyponiać sobie nie mogę... Miałam ostatnio troszkę stresów w rodzinie,na szczęście dalszej niz moja czwóeczka w domciu i jakaś taka jestem nieobecna... Może sobi coś przypomnę, to napewno napisze.

Ale z tego co czytałam to niektórzy mieli dość ciekawie w szkole:)


http://www.suwaczek.pl/cache/6b95887841.png

http://www.suwaczek.pl/cache/9b7b482066.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Będąc wychowawcą w internacie brałam udział w tzw. otrzęsinkach klas pierwszych i min było coś na kształt randki w ciemno i chłopiec wybierający zapytał pierwszaczkę, co by podała na ich pierwszej randce, jeżeli ją wybierze a ona " lody", śmiech byl nieziemski, dziewczyna była z tych nieśmiałych szarych myszek. Padło kolejne pytanie " jakie lody" a ona " takie, żeby długo się lizało". Nawet mi trudno było powstrzymać uśmiech bo znowu huknęły salwy śmiechu. Biedna nie wiedziało o co biega.


http://fajnamama.pl/suwaczki/7zx85kc.pnghttp://emotikona.pl/gify/pic/10zyrafa.gif

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

W pierwszej klasie zakochał się we mnie kolega ze szkolnej ławki. Chcąc się przede mną popisać, wrócił z długiej przerwy z dżdżownicą i... zjadł ją na moich oczach. Zrobiło to na mnie tak piorunujące wrażenie, że z trudem zdążyłam do łazienki, aby wydalić z siebie zawartość żołądka! Jeśli miał u mnie szanse, to je bezpowrotnie stracił i do końca szkoły kojarzył mi się z tym, że je robale :)


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Nie wiem czy jest się czym chwalić ale w szkle podstawowej w 7 klasie namówiłam koleżanki i wstawiłyśmy sobie kilka ocen do dziennika.Oczywiście jedna z nauczycielek się zorientowała i wybuchła prawdziwa afera na cała szkole.Oceny z zachowania zostały nam obniżone,po lekcjach sprzątałyśmy korytarze,boiska a najgorsze były docinki nauczycieli i głupie minki kolegów):15_8_217:


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Pamiętam że zastępstwo na języku polskim bardzo często prowadził kierownik szkoły notabene za swoją żonę. Lekcje z nim były bardzo nudne a że miał w swoim surducie duże odstające kieszenie które każdemu rzucały się w oczy wymyśliłyśmy z koleżanką zabawę. Kiedy przechodził obok nas wkładałyśmy mu papierki do kieszeni, i tak wcześniej puste kieszenie coraz bardziej stawały się wypukłe. Koleżanki i koledzy nas podziwiali za odwagę a i zrobiło się na lekcji weselej. Przez jakiś czas ten nieładny żart z naszej strony trwał lecz pewnego dnia kierownik przyszedł na lekcję już w surducie bez kieszeni, jakież było ogromne zdziwienie oraz strach że wszystko się wydało i będziemy ukarane. Nic z tych rzeczy, kierownik nie szukał winnych lecz już zawsze nosił ubranie wierzchnie pozbawione kieszeni. Wtedy było mi bardzo wstyd za moje zachowanie i właśnie wtedy postanowiłam że nigdy nikomu już nie będę dokuczać. Nawet teraz wspominając tamto zajście chociaż minęło wiele lat jest mi głupio za mój nietakt.


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Będąc w pierwszej klasie podstawówki wybrano mnie,abym recytowała wierszyk na rozpoczęciu roku do klasy drugiej. Był dla mnie to niesamowity zaszczyt i byłam z siebie bardzo dumna. Kiedy w końcu nadszedł długo wyczekiwany dzień,nauczona do perfekcji wierszyka stanęłam przed innymi uczniami z mikrofonem w ręce,powiedziałam pierwszy wers i...na tym się skończyłam,zapomniałam całej reszty wierszyka. Miła Pani delikatnie mnie zdjęła ze sceny. To było straszne,dziś się z tego śmieję,ale wtedy to było dla mnie koniec świata:)


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Ojj takich historii jest bez liku.

Ze szkoły podstawowej pamiętam najbardziej harce polegające na wzajemnym ganianiu się i chowaniu dziewczyny kontra chłopacy. A już w szczególności, kiedy nawzajem urządzaliśmy sobie psikusy typu: schowanie plecaka czy zeszytu. Wtedy tylko nogi za pas i uciekać. Najlepszym "schowkiem" była toaleta, bo chłopacy do damskiej się nie pchali. Jedna z takich ucieczek skończyła się dla nas dziewczyn ciekawie, kiedy wszystkie w przestrachu (po jakimś numerze wywiniętym chłopakom) zwiałyśmy do ubikacji i zamknęłyśmy się w jednej kabinie, a było nas 8, więc nie było łatwo się zmieścić. Niestety zostałyśmy w trakcie tej "akcji" nakryte przez panią dyrektor, która kazała nam otworzyć drzwi i jej oczom ukazał się widok 8 osób w jednej toalecie na dodatek część z nas stała na ubikacji. Skończyło się to dla nas wszystkich uwagą w dzienniczku ucznia brzmiącą w moim przypadku: "Monika chowa się w ubikacji wraz z kilkoma osobami w jednej kabinie i skacze po ubikacji!"
Teraz najbardziej bawi mnie zwrot "skacze po ubikacji":-)


:16_3_204:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

W czwartej klasie podstawówki miałam przedziwną nauczycielkę od geografii, wszyscy mówili ,że jest nawiedzona, kiedyś rozmawiałam z koleżanką na lekcji a ta ze złości rzuciła we mnie kredą ,wymieniła na głos moje nazwisko i wzieła złośliwie do odpowiedzi, pamiętam,że byłam wtedy porządnie przeziebiona.
Stojąc przy jej biurku i czekając aż zada pytanie, nie miałam jak wysmarkać nosa, nauczycielka zadała pytanie a ja stałam z glową spuszczoną myśląc nad odpowiedzią, no i w tej chwili rzuciła w kogoś innego bo rozmawiał, a ja juz nie moglam sie powstrzymac i długi gilon z nosa splynał mi wprost na jej wielką torbę stojącą na podłodze, cała klasa wybuchneła smiechem wiekszosc to widziała,a nauczycielka nie:) Myśałam ze spalę sie ze wstydu, bałam sie ze zauwarzyła ,ale na szczęscie nie. Przez następne kilka lat cała moja klasa się z tego śmiała:):36_1_11:


http://www.suwaczki.com/tickers/3jgxdzu5frzs4u4d.png
[url=http://dzidziusiowo.pl] http://dzidziusiowo.pl/php/img2-08092010004_1363268009_Nikodem_3.jpg[url=http://dzidziusiowo.pl]http://dzidziusiowo.pl/zabki/img5-100_qwertyuiopasdfghfz_7_Jeszcze+3+z%B1bki_i+koniec+b%F3li%21%21.jpg[

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Bardzo bym chciał , by słowo chemia kojarzyło mi się z miłością , zakochaniem i przyciąganiem do siebie dwojga ludzi. Napisałem dwojga , bo to pasuje do każdej orientacji a ja jestem chemicznie tolerancyjny. Niestety słowo chemia orientuje moje ciało i duszę w kierunku tego nieszczęsnego przedmiotu szkolnego , którego naukę rozpoczyna się w klasie pierwszej gimnazjum. Co tam sam przedmiot , ale chemiczka co mnie uczyła to była chemiozołza, żrąca i toksyczna. kiedy brała mnie do odpowiedzi rozkładałem się lepiej niż niektóry związek chemiczny a minę miałem kwaśniejszą od kwasu zabarwiając się na czerwono jak papierek lakmusowy. Chemia to była moja zmora po nocach śniła mi się tablica Mendelejewa zamiast koleżanek ze szkoły. Rosłem tak sobie, rosłem zmieniał się skład chemiczny mojego organizmu a nienawiść do chemiczki jakoś nie mogła ulec rozkładowi ani nawet biodegradacji. W końcu szczęśliwie ukończyłem gimnazjum i poszedłem oczywiście do liceum na kierunek biologiczno? Chemiczny ! Oczywiście. Tutaj w końcu odżyłem ucznia ogólniaka o profilu biolo-chemicznym obowiązywały zasady – DUŻO ZWIAZKÓW, MAŁO ZASAD I TROCHĘ KWASU. Tutaj też poznałem mojego przyjaciela Adama „odkrywcę” bowiem razem z nim odkryliśmy u niego na strychu cudowną chemiczną aparaturą do wytwarzania C2H5OH czyli alkoholu etylowego zwanego powszechnie bimbrem lub samogoną. I tak rozpoczęły się nasze doświadczenia laboratoryjne niczym w filmie” Poszukiwany ,poszukiwana” badaliśmy zawartość cukru w cukrze. Naszą chemiczną pasją szybko zaraziliśmy jeszcze trzech kolegów z kierunku matma-fiza , dwóch humanistów a nawet jedną koleżankę z ekonomika. Wszystkie młodzieżowe imprezki zakrapiane były naszym „produktem” a Adam stał się Guru do spraw smaku i technologii produkcji. Przez pewien czas „chemia” dawała nam luz i swobodę , aż do momentu kiedy to nakrył nas ojciec Adama i nasze laboratorium wylądowało zniszczone na złomowcu. To traumatyczne przeżycie spowodowało to , że chemii postanowiliśmy powiedzieć NIE ! I jeszcze raz NIE!
I po maturze obaj złożyliśmy dokumenty na Uniwerek na kierunek .... albo nie powiem.


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Banalne zadanie, które sobie wymyśliłam w okresie dzieciństwa...
Jest lato, gramy w koszykówkę, a raczej uczymy się w nią grać, znudzeni ciągłym niepowodzeniem i okropnym upałem postanawiamy usiąść w cieniu.
Tam rozmawiamy sobie o wszystkim i o niczym, nagle ja wpadam na genialny pomysł.. ciekawe czy można stanąć na piłce.. i tak jedna noga...potem druga ..i oderwanie się od ziemi.. aby z łomotem spaść na ziemię. Śmiechom nie było końca, gdy dziewczyny wspominały mój przerażony krzyk: „aaaaaaa” . Wszystko jak wszystko, kolano bolało ale wiecie jakie mam doświadczenie na całe życie??
Nigdy tego nie zapomnę, bo cała ta akcja trwała kilka sekund, a mnie wydawało się, że spadam kilka minut.
Doprawdy oszałamiające wrażenie patrzeć jak nikt nie zauważa ciebie jak spadasz, bo leeecisz i leecisz mógłbyś w tym czasie zjeść lody, a w efekcie był tylko skok i plask :no1: Ale wierzcie, już nigdy więcej nie zrobiłam tego doświadczenia a jak widzę piłkę do kosza to wciąż przypomina mi się ta historia :smile_jump:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×
×
  • Dodaj nową pozycję...