Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
ronia

Dla mojego Anioła Wojtusia

Rekomendowane odpowiedzi

Strasznie przeżywałam jak mijało równo pół roku, mógł mieć już pół roczku i uśmiechać się słodko do nas, ja nie mialam sie nawet do kogo przytulić bo byłam na obozie, i żeby postawić kropkę nad i to jeszcze dostałam @ której miałam nadzieję nie dostać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ronia
Strasznie przeżywałam jak mijało równo pół roku, mógł mieć już pół roczku i uśmiechać się słodko do nas, ja nie mialam sie nawet do kogo przytulić bo byłam na obozie, i żeby postawić kropkę nad i to jeszcze dostałam @ której miałam nadzieję nie dostać.

cały czas mocno kibicuję, żeby pojawiła się fasolka i choc w jednej setnej spróbowała wypełnić pustkę i złagodzić ból...
Tulę Kochana...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja Ciebie też tule, chyba wezme się za dalsze temperowanie kredek albo sprzątanie, bo jest tak że zaczynam mieć doła i go łapie to już cały dzień jest taki depresyjny i strasznie ciężko jest się wyzbyć tego smutku

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jasne...nie ma co się dołować...ale mnie też wzięło...zawsze jak wchodzę na ten wątek, albo widzę Twoj podpis to mam żal do całego świata, że tak doświadcza i nas i dzieci :36_2_20:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mogłabym w sumie w podpisie nie umieszczać ale ja o nim chcę pamiętać cały czas tak jak myślę o Maćku i jeśli mam okazje się nim pochwalić to się chwalę. Mimo że go z nami nie ma jest cześcią nas nic tego nie zmieni nawet śmierć która nas dopadła

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość goska

Roniu wiem co czujesz,ale ja mialam troszke lepiej poniewaz moja Wiktoria urodzila sie z czterema dziurkami w serduszku i przez tydzien lezala pod aparaturą modliłam sie zeby bylo wszystko dobrze i dzieki Bogu jest ale po trzech latach mysle sobie zeby w pore nie zostalo to wykryte...Trzymam za ciebie kciuki ze w koncu bedzie ta upragniona fasolka,ktora pomoze zlagodzic ci ból i smutek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość malina2717

RONIASKU dla Twojego Aniolka zapalam wirtualna swieczke ....WOJTUS czuwaj nad Mamusia Tatusiem I Braciszkiem (*****) *******

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

u mnie dziś mija 9 miesięcy. mały walczył 5 tyg ale jego nic nie mogło uratować. Rozumiem płacz i łzy. sama dziś krzycze w ukryciu. Tule mocno. Nigdy już nam słońce nie wyda sie tak ciepłe i kojące jak kiedyś. Zawsz euz będzie za zasłoną łez, niekiedy głeboko ukrytych (*)


http://www.suwaczek.pl/cache/e8a99d627b.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

:36_1_4:Umarłe dziecko

Żałoba gościła w domu, żałoba panowała w sercach. Umarło najmłodsze dziecko, czteroletni , jedyny syn, nadzieja i radość rodziców. Mieli wprawdzie dwie córki, obie były dobre i kochane dziewczynki, ale utracone dziecko jest zawsze najukochańsze. Los ciężko ich doświadczył. Ojciec był głęboko zrozpaczony, ale matkę zmiażdżył wielki ból. Dni i noce siedziała nad chorym dzieckiem, pielęgnowała je i tuliła. Czuła w nim cząstkę siebie. Nie mogła tego pojąć, że dziecko umarło, że włożą je do trumny i pochowają w grobie. Bóg nie mógł jej zabrać dziecka - myślała - a skoro się tak jednak stało i miała już tę pewność, powiedziała w swym bezmiernym bólu: "To pewnie Bóg o tym nie wiedział. Ma on tu na ziemi służbę pozbawioną serca, która robi to, co jej się podoba i nie słyszy modlitw matki!"
W bólu wyrzekła się Boga i wówczas ogarnęły ją ponure myśli. Myśli o wiecznej śmierci, o tym, że człowiek stanie się prochem w ziemi i że tak się wszystko skończy. Gdy tak rozmyślała, nie miała się na czym oprzeć i pogrążała się w nicość i w zwątpienie bez dna.

W najcięższych chwilach nie mogła już płakać. Nie myślała o swych córeczkach, które pozostały. Łzy męża spadały na jej czoło, ale nie podnosiła ku niemu oczu. Myśli jej były przy zmarłym dziecku. Żyła wywołaniem każdego wspomnienia o nim, każdego z jego niewinnych, dziecięcych słów.

Nadszedł dzień pogrzebu. Matka parę poprzednich nocy spędziła bezsennie, o świcie zmogło ją zmęczenie i zasnęła na krótko. Przez ten czas wyniesiono trumnę do sąsiedniego pokoju i zabito ją gwoździami, aby matka nie słyszała uderzeń młotka.

Obudziwszy się wstała, a mąż powiedział do niej ze łzami:

- Zamknęliśmy trumnę, tak musiało się stać.

- Gdy Bóg jest dla mnie okrutny, jakże mogą ludzie być lepsi! - zawołała szlochając i płacząc.

Zaniesiono trumnę do grobu. Niepocieszona matka siedziała obok swych córeczek, patrzyła na nie, nie widząc ich. Jej myśli odbiegały od domu, oddała się bólowi. Tak minął dzień pogrzebu i wiele innych dni minęło w tym samym jednostajnym, ciężkim bólu. Patrzyli na nią domownicy wilgotnymi oczami i smutnym wzrokiem. Nie słuchała ich pocieszeń - i cóż mogli powiedzieć, sami byli zbyt ciężko zmartwieni.

Zdawało się, że sen opuścił ją zupełnie, a sen byłby jej najlepszym przyjacielem, przywróciłby spokój duszy. Zmuszali ją, aby kładła się do łóżka, a ona, położywszy się, udawała, że śpi. Pewnej nocy mąż, słysząc jej oddech, pewien, że od- nalazła spokój i ulgę, złożył ręce w modlitwie i wkrótce zasnął zdrowym i mocnym snem. Matka podniosła się , narzuciła na siebie suknię i cicho wymknęła się z domu. Poszła tam, gdzie całe dni i noce podążały jej myśli - do grobu, w którym leżało jej dziecko. Nikt jej nie widział i ona nie widziała nikogo.

Matka weszła na cmentarz, podeszła do małej mogiłki, która była jednym wielkim bukietem pachnących kwiatów. Usiadła i pochyliła głowę, jak gdyby poprzez gęstą warstwę ziemi mogła zobaczyć swego chłopczyka. Nie mogła zapomnieć kochanego wyrazu jego oczu, nawet wtedy, gdy był już chory. Jakże wymowne było jego spojrzenie, kiedy się nad nim pochylała i ujmowała jego delikatną rączkę, której sam nie mógł już podnieść. Tak, jak siedziała nad jego łóżkiem, czuwała teraz nad jego grobem, ale tutaj łzy mogły swobodnie płynąć i spadać na grób.

- Chcesz pójść za swoim dzieckiem? - powiedział jakiś głos tuż obok niej. Dźwięczał tak jasno, tak głęboko, że przeniknął do jej serca. Spojrzała: obok niej stał jakiś człowiek, owinięty w obszerny, żałobny płaszcz, którego kaptur przykrywał mu głowę. Jego twarz była surowa, ale wzbudzała zaufanie a oczy promieniały, jak gdyby był młodym człowiekiem.

- Za moim dzieckiem - w jej oczach była prośba pełna rozpaczy.

- Czy odważysz się pójść za mną? - spytała postać - Jestem Śmierć. Skinęła głową. I nagle zdawało się, że wszystkie gwiazdy płoną takim blaskiem, jak księżyc w pełni; zobaczyła cały przepych barw w kwiatach na grobie. Powłoka ziemi zapadała się łagodnie a postać rozpostarła nad nią swój czarny płaszcz! Pogrążała się w ziemi a cmentarz rozpościerał się nad jej głową jak dach. Nastała noc, noc śmierci.

Rąbek płaszcza uchylił się i oto matka stała w potężnej hali. Panował półmrok. Nagle zobaczyła przed sobą swoje dziecko i w tejże chwili przytulała je do swego serca, a ono uśmiechało się do niej i było piękniejsze niż dawniej. Wydała okrzyk, ale nie usłyszano go, gdyż wokół niej rozbrzmiewała cudowna muzyka. Nigdy jeszcze nie słyszała tak błogich tonów, wydobywały się one spoza ciężkiej i czarnej jak noc zasłony, która oddzielała halę od wielkiego kraju wieczności.

- Moja droga, miła mamo! - usłyszała głos swego kochanego dziecka, a potem w nieskończonej błogości poczuła jeden pocałunek za drugim.

- Na ziemi nie jest tak pięknie! Widzisz mamo, czy widzisz to wszystko? Oto szczęście!

Ale matka nie widziała nic, co dziecko pokazywało, nic oprócz czarnej nocy. Patrzyła ziemskimi oczami, nie tak jak dziecko, które Bóg do siebie prowadził. Słyszała dźwięki, tony, ale nie słyszała słów, w które pragnęła wierzyć.

- Teraz mogę fruwać, mamo - powiedziało dziecko - pofrunąć ze wszystkimi radosnymi dziećmi tam, do Boga. Chciałbym tak bardzo frunąć, ale kiedy ty płaczesz, jak teraz, nie mogę cię porzucić, a chciałbym tak bardzo! Czyż nie mogę pójść z nimi? Przyjdziesz przecież do mnie wkrótce, moja miła mamo!

- Ach, zostań - powiedziała - tylko przez chwilę. Jeden jedyny raz chcę na ciebie spojrzeć, pocałować cię i utulić w moich ramionach! - Całowała je i tuliła. Wtem z góry zabrzmiało jej imię, głos ten był bardzo żałosny. Cóż to mogło być?

- Czy słyszysz? - powiedziało dziecko - To ojciec cię woła! I znowu po chwili rozległy się głębokie westchnienia, jak gdyby płaczących dzieci.

- To moje siostry! - rzekło dziecko - Mamo, chyba o nich nie zapomniałaś? Wtedy wspomniała o tych, których zostawiła i ogarnął ją lęk. Ich wołanie i westchnienia rozbrzmiewały jeszcze w górze, prawie o nich zapomniała dla umarłego dziecka.

- Mamo, teraz biją dzwony Królestwa Niebieskiego! - powiedziało dziecko.

- Mamo, teraz wschodzi słońce!

Spłynęło na nią olśniewające światło, dziecko zniknęło, a ona wzniosła się w górę. Zrobiło się zimno, podniosła głowę i spostrzegła, że leży na grobie swego dziecka. Bóg zesłał jej sen i we śnie stał się podporą jej stóp, światłem jej rozumu.

Uklękła i modliła się:

- Przebacz mi Panie Boże, że chciałam zatrzymać wieczną duszę w jej locie i że pragnęłam zapomnieć o obowiązkach, którymi mnie tu na ziemi obarczyłeś względem żywych!

Gdy wymówiła te słowa, poczuła ulgę w sercu. Wzeszło słońce, nad jej głową zaśpiewał ptaszek, dzwony kościelne dzwoniły na mszę poranną. Dokoła niej panował nastrój tak uroczysty, jak w jej sercu. Poznała swego Boga, przypomniała sobie swoje obowiązki i pełna tęsknoty pośpieszyła do domu. Pochyliła się nad mężem i serdecznym pocałunkiem obudziła go. Mówili do siebie słowa serdeczne i szczere. Była silna i łagodna, tak jak tylko żona potrafi być, stała się źródłem pociechy:

- Wola Boga jest zawsze najlepsza!

A mąż spytał:

- Skąd zaczerpnęłaś nagle tyle sił i tak pocieszające myśli? Ona zaś pocałowała męża i dzieci i powiedziała:

- Mam je od Boga za pośrednictwem naszego zmarłego dziecka.

Hans Christian Andersen

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Żeby to było takie łatwe..... chciałabym :36_1_4:

30 tygodni kochanie http://images34.fotosik.pl/205/40a57d3e108765cb.gifhttp://images34.fotosik.pl/205/40a57d3e108765cb.gif
http://images34.fotosik.pl/205/40a57d3e108765cb.gif
http://images34.fotosik.pl/205/40a57d3e108765cb.gifhttp://images34.fotosik.pl/205/40a57d3e108765cb.gif

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gdyby to było takie proste., nasz syn był pierwszym naszym dzieckiem, ziemskim dzieckiem. Ostatnie usg wykazalo ze zdziewczynka tez zaczyna sie cos dziac. czuje sie jak zdmuchnieta swieczka...


http://www.suwaczek.pl/cache/e8a99d627b.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość karola1803

Ronia tak przeokropnie mi przykro
to dla Twojego aniołka Wojtusia [*][*][*][*][*][*][*]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość goska

  • Tylko kołysanka...na dobranoc

    Tylko śpij i aż spij,
    a mnie prowadź tam...tam, gdzie jesteś,
    chcę być tam gdzie ty.
    W niebie - czemu nie.
    W piekle - aż na dnie.
    Będę wszedzie...wszędzie będę,
    czy to ważne gdzie to będzie.

    Więc przytul sie i śpij,
    tylko czas nie chodzi spać,
    bo ma czas...jest twardy.
    O tak, jak głaz.
    Jutro zbudzisz się,
    jutro ja anioł twój,
    Będę wszędzie...wszędzie będę,
    nawet gdy mnie już nie będzie.

    Tylko śpij i aż śpij...

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    roniu, nie mialam jeszcze okazji napisac jak bardzo mi przykro...
    Nie wiem jak trzeba byc silnym zeby to przezyc...
    trudno o tym w ogole myslec...

    a kiedy wstaje po nieprzespanej nocy bez humoru... to szybko mi przechodzi, gdy tylko pomysle o Tobie czy joannie i Waszych malenstwach...
    i juz wiem, ze Wy wiele dalybyscie za te nieprzespane noce...i dociera do mnie jak wielki dar otrzymalam od losu...

    [***]


    1 MAJA 2008 o godz 19:24 SPOTKALISMY SIE PO RAZ PIERWSZY

    http://tickers.TickerFactory.com/ezt/d/4/st/20080501/e/Efremek+was+born/dt/6/k/e3d0/event.png

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    Gość
    Dodaj odpowiedź do tematu...

    ×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

      Maksymalnie dozwolone są tylko 75 emotikony.

    ×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

    ×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

    ×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


    ×
    ×
    • Dodaj nową pozycję...