Szpitale

Szpital na Siemiradzkiego Kraków

Odpowiedzi znajdują się poniżej

sekusia4

sekusia4

witam serdecznie:) moze moja opinia przyda sie tu komus.
Ja rodziłam na Siemiradzkiego 3 tyg temu, lezałam 7 dni na patologi ciazy i 8 dni po porodzie. Musze przyznac ze mimo tego ze sale na patologii 5 osobowe to czysciutkie,jedzenie super, pielegniarki roznie zalezy jak trafisz. Przełozona pielgniarek (nie pamietam imienia) wredna baba poprostu nie dało sie jej zniesc arogancka,niemiła ....a wykonywane zabiegi przez nia to koszmar...:(dotej pory mam slad po kroplowce:(
Musze przyznac ze jakby nie moja opłacona połozna to byłoby ciezko...bo nikt sie Toba nie interesuje...duzo jej zawdzieczam bo dzieki niej mam zdrowa coreczke a ja jakos z tego wyszłam....Opiekowała sie nami odkad trafiłam do szpitala do momentu wyjscia....poprostu nie warto rodzic bez połoznej bo moze sie okazac ze dłuuuugo sie ktos naczeka na badanie i diagnoze..........tu nie chodzi tylko o sam porod ale takze o pobycie na patalogii, na sali pooperacyjnej i poporodowej to dzieki jej interwncji miałam lepsza opieke..........
Porod był długi ok 18 godz ale w zwiazku z kaplikacjami skaczył sie cesarka....
ja rodziłam przy panu dr Janoszu cudowny lekarz, jemu zawdzieczam szybka reakcje gdy sytuacja stała sie nie zaciekawa. Dziekuje Bogu ze on był na zmianie bo jak bym miała rodzic przy kims innym to nie wiem czy pisalabym tu na tym forum, bardzo duzy przemiał lekarzy i niestety nie wszyscy rewelacyjni....
Na sali pooperacyjnej było ok. tylko trafiłam kilka razy na pielegniarke p. Renate nie pamietam nazwiska ale nie wiem jak ktos taki moze pracowac jako pielegniarka zero wspołczucia i pomocy...dzien po cesarce kazała mi wstac i isc do łazienki...dobrze ze był moj maz bo nawet nie byłam wstanie usiasc na łozku z bolu, oczywiscie nie było mowy o wstawaniu nawet przez kolejny dzien przez zawroty głowy i bol...oczywiscie p. Renate to nie interesowało, była bardzo niemiła, miałam z nia kilka incydentow ze az szkoda o tym pisac:(
Potem juz byłam na sali poporodowej komercyjnej oczywiscie 3 osobowej płatnej bo jakbym miała toalete na korytarzu to chyba bym umarła po tej cesarce.....
uczucia mam mieszane wiem jedno bez opłaconej poloznej nigdy bym nie zaryzykował porodu, lekarze rozni zalezy na kogo trafisz....

--

24148 sekusia4 Kobieta, 0 lat
alasz78

alasz78

polecam Ujastek :) zreszta kazdy szpital jest ok jesli ma sie swojego lekarza...

--

24549 alasz78 Kobieta, 41 lat, DT
Majka.O

Majka.O

Rodziłam niedawno NA SIEMIRADZKIEGO i zdecydowanie odradzam!! Wspominam to jak najgorszy horror i do dzisiaj nie mogę się nadziwić, że można w dzisiejszych czasach być jeszcze skazanym na taki poród.
Prawda jest zazwyczaj taka, że poród ściśle zależy od położnej, a na Siemiradzkiego można ją sobie zamówić (800zł). Moja ginekolog poradziła mi ten szpital i Panią Olimpię . Zawczasu załatwiłam formalności i wykupiłam opcje:
• Poród rodzinny +
• Położna Olimpia (dodatkowo sprawdziłam w necie - świetne opinie, jeśli w ogóle nie najlepsze ze wszystkich) +
• Salka dwuosobowa po porodzie – do salki nie mam nic do zarzucenia, jest super.

Poród mój wyglądał następująco – rodziłam przez całą noc na korytarzu na patologii (bo prawdopodobnie akurat brakowało salek na porodówce).

Przyjechałam do szpitala na zleconą próbę oksytocynową (było już kilka dni po ustalonym terminie porodu), niestety na tej próbie odeszły mi wody. O godz. 16:00 Zakwaterowano mnie do 5-o osobowej sali na patologii, gdyż akurat brakowało salek na porodówce. Byłam wyrozumiała i miałam pełne zaufanie do Pani Olimpii, dlatego sądziłam, że niedługo coś się zwolni i mnie przeniosą – każdemu szpitalowi może się przecież zdarzyć chwilowe przeciążenie. Moja położna Olimpia kończyła właśnie swój dyżur i poszła do domu w myśl zasady – jak to określiła – że dopóki nic się nie dzieje nie jest potrzebna. Ale o godz. 23:00 dalej byłam na patologii, a zaczęły mi się skurcze. Ponieważ byłam na oksytocynie, a moja szyjka macicy nie chciała się otworzyć, miałam bardzo bolesne skurcze, od samego początku co 4 min. Położna (?), która akurat miała na patologii dyżur była poirytowana tym, że wyszłam na korytarz z salki i chciałam pochodzić. Nakazała, żebym spróbowała się przespać, albo wzięła sobie prysznic.

Raczej uważałam się zawsze z osobę wytrzymałą na ból, ale te skurcze były straszne – prysznic tylko pogarszał sprawę, a na łóżku zwijałam się z bólu, a konkretniej kładłam na podłodze pod łóżkiem tak to bolało. Położna(?) z dyżuru była wściekła, bo reszta dziewczyn z mojego pokoju wpadła w histerię (wszystkie dopiero czekał poród i strasznie się wystraszyły) więc wspaniałomyślnie przystała jednak na to żebym po korytarzu chodziła. Sama jak sądzę poszła spać, a w każdym razie zniknęła ze swojego stanowiska. I tak zostałam na tym korytarzu sama, z koszmarnymi skurczami co kilka minut, a o mężu – którego nie można tam było wpuścić, i o drabinkach albo piłce mogłam pomarzyć (taki ekstra rodzinny poród). I co najlepsze tak do samego rana. Godzina za godziną nie mogłam uwierzyć, że wszyscy mają mnie tak dokładnie w d…e, że nikt nie przenosi mnie na porodówkę, żebym mogła rodzić na sali, z mężem, i w warunkach cywilizowanych, bo wątpię w czystość tego korytarza, a na kolanach po nim chodziłam i twarzą ciągnęłam po ścianie. Dwa razy w ciągu nocy miałam badanie – położna na siłę pchała mi rękę, żeby rozszerzyć moją szyjkę macicy, bo pomimo już tylu godzin dalej się nie otwierała ( w efekcie mam dzisiaj pękniętą szyjkę macicy). Błagałam ich o cesarkę, ale powiedziano mi, że u nich urodzę naturalnie!

O chyba 6:00 rano zdecydowałam, że jednak nikt tego za mnie nie zrobi i zadzwoniłam do Pani Olimpii, że już nie mam siły nawet stać o własnych siłach – i takim to sposobem wreszcie trafiłam na porodówkę. Najpierw do pokoju przygotowań, gdzie położne z tego oddziału nakazały mi wziąć długi prysznic, a dokładnie lać gorącą wodą po brzuchu przez co najmniej 20min. Ostatnio się dowiedziałam, że tego nie wolno absolutnie robić, bo grozi odklejeniem łożyska, ale wtedy zastosowałam się do zaleceń, a ból pod tą ciepłą wodą był już zupełnie masakryczny. Położne szybko jednak uciszyły moje jęki arogancko informując mnie, że nie jestem na oddziale sama, a niektórzy śpią. Najbardziej bałam się, że zrobią krzywdę mi i mojemu dziecku. Siedziałam więc cicho w kuckach pod prysznicem nie mogąc uwierzyć, że to co się dzieje to mój poród. Następnie przy lewatywie przeprosiłam położną za to że wcześniej śmiałam zajęczeć za głośno i z pokorą wysłuchałam stwierdzenia, że „no trochę się za mocno egzaltowałam”. Następnie przeniesiono mnie na salę do porodu, wpuszczono męża i pojawiła się Pani Olimpia. To czysta paranoja – byłam już w tak złym stanie, że nie mogłam sama dojść do kibla w tej salce, żeby się wysikać, zresztą myślę, że o tym, w jak złym byłam stanie świadczyć może fakt, że dostałam wtedy znieczulenie od razu podpajęczynówkowe, a nie zewnątrzoponowe. Tak się trzęsłam, że bałam się, że nie będą w stanie się wkłuć we mnie albo nie zdążą pomiędzy skurczami. Znieczulenie jest fantastyczne. Zasnęłam po nim na 2 godziny, a kiedy się przebudziłam od razu zaczęła się druga faza porodu – nawet nie wzięłam już drugiej dawki znieczulenia, którą zawsze proponują. Faza porodu właściwego w porównaniu z tym co, przeszłam wcześniej, to była betka. Trochę pękłam przy ostatnim parciu, więc Pani Ola szybko mnie zaszyła – tu akurat żałowałam, że nie wzięłam tej drugiej dawki znieczulenia, bo to bolało, a wiem że dziewczyny po drugiej dawce nic nie czuły z szycia. I wszystko co złe – myślałam - już za mną. Euforia z posiadania dziecka była tak duża, że nawet podziękowałam jeszcze Pani Olimpii czekoladkami i dobrym trunkiem, podobnie pielęgniarkom i położnym na oddziale. A także mojej ginekolog, która prowadziła moją ciąże i zorganizowała poród w Siemiradzkim. Do niej jeszcze oczywiście poszłam w połogu na kontrolne badanie – tak wszystko pięknie i ładnie. I postanowiłam czym prędzej zapomnieć o koszmarze porodu. Aż tu właśnie ostatnio byłam u innego ginekologa i okazuje się, ŻE MAM PĘKNIĘTĄ SZYJKĘ MACICYa jak to określił ten lekaż – wystarczyło tylko 2 szwy założyć, ale taką fuszerkę odstawiają w tych szpitalach. Teraz porządek może zrobić tylko plastyka. I co teraz myślę o Pani Olimpii i Siemiradzkim?

I jest dokładnie tak jak napisała moja poprzedniczka - nie ma twojej położnej - nikt się tobą nie przejmuje!!!

--

27163 majka-o Kobieta, 0 lat
Szpital na Siemiradzkiego

Szpital na Siemiradzkiego

Szanowny Czytelniku,

Z przykrością i poczuciem niezawinionej krzywdy przeczytaliśmy posty umieszczone przez osobę posługującą się nickiem Majka.O lub Agata.S. Ponieważ autorka podała na jednym z portali datę porodu - na podstawie dokumentacji medycznej - ustaliliśmy kto jest ich autorem i jak rzeczywiście wyglądał przebieg porodu. Wpis ten zawiera wiele nieprawdziwych i krzywdzących nasz Szpital twierdzeń. Pragniemy zatem odnieść się do najważniejszych z nich.

1. Pacjentki obserwowane pod kątem rozpoczynającego się porodu niekoniecznie muszą przebywać w Szpitalu. Z reguły przyjmowane są w sytuacji jeśli istnieje konieczność np. obserwacji dobrostanu dziecka, lub potrzeba ich hospitalizacji wynika np.
z dalszej odległości zamieszkania od Szpitala. Obserwacja taka ma miejsce w sali przedporodowej, która znajduje się w obrębie oddziału patologii ciąży. Nie ma potrzeby umieszczania takiej ciężarnej w sali porodowej najczęściej aż do czasu rozwinięcia się regularnej czynności skurczowej tj. w momencie rozpoczęcia się tzw. aktywnego I okresu porodu. Ciężarne mają tam zapewnioną opiekę wykwalifikowanej położnej.

2. W trakcie pobytu na sali przedporodowej oprócz opieki położnej Autorka wpisu była co najmniej dwukrotnie badana przez dwóch różnych lekarzy i żaden z nich nie widział wskazań do przeniesienia jej na salę porodową i nie można w tej sytuacji powiedzieć, że nikt się pacjentką nie interesował cyt. „musiałam rodzić na korytarzu sama, bez męża i opieki”.

3. Rzeczywiście zdarza się, że przez niektóre ciężarne kobiety fizjologiczne skurcze przedporodowe odbierane są jako uporczywa często emocjonalnie trudna do zrozumienia dolegliwość /nie rodzę, a mnie boli/ i jednym ze sposobów łagodzenia tych dolegliwości jest imersja wodna. Zabieg ten nie stwarza zagrożenia odklejenia się łożyska i jest zabiegiem powszechnie stosowanym i zalecanym jako standardowa procedura w opiece nad kobietą w przebiegu porodu fizjologicznego. W żadnym też wypadku imersja wodna nie polega na polewaniu brzucha wrzątkiem, czy gorącą wodą.

4. Autorka podała nieprawdziwe informacje co do rodzaju znieczulenia, które zostało u niej zastosowane.

5. Nadużyciem jest stwierdzenie że cyt. „jawnym oszustwem” są wpisy w Karcie Informacyjnej z Leczenia Szpitalnego, oraz że wiele kobiet po porodach fizjologicznych w naszym Szpitalu ma niepełnosprawne dzieci. Dziecko Autorki urodziło się zdrowe, a poród wg stwierdzenia Autorki przebiegał prawidłowo.
W naszym Szpitalu dokumentacja medyczna prowadzona jest rzetelnie.

6. Poporodowa laceracja szyjki macicy jest zjawiskiem dość częstym i wbrew temu co podaje Autorka może powstać nawet po jej zaopatrzeniu w trakcie prawidłowo wykonanej kontroli szyjki macicy. Większość drobnych laceracji nie jest wskazaniem do zabiegu operacyjnego i takiego nie wymaga. Zmiana ta nie powoduje z reguły dolegliwości bólowych u kobiety, stąd też należałoby przeprowadzić szczegółową diagnostykę i badanie konsultacyjne, ponieważ przyczyna opisywanych przez Autorkę dolegliwości może mieć inne podłoże.

Szanowny czytelniku!
Absolutnie nie twierdzimy że jako Szpital jesteśmy idealni i zawsze wszystko nam wspaniale wychodzi to jednak z całą stanowczością chcemy podkreślić, że w naszej pracy mocno się staramy aby każdą pacjentkę traktować indywidualnie z troską pochylając się nad jej problemem. Z wdzięcznością przyjmujemy również każdą merytoryczną krytykę, bo lata pracy w służbie zdrowia i zdobyte doświadczenie szczególnie w zakresie położnictwa nauczyły nas pokory, ale jednocześnie w łączności z wiedzą teoretyczną /ciągłe szkolenie/ jesteśmy otwarci i gotowi na trudne i skomplikowane problemy medyczne i takich nie unikamy.
Do samodzielnej oceny Państwa czytających pozostawiamy fakt, dlaczego po półtorej roku od daty porodu, przebiegającego wg Autorki tekstu bez żadnych komplikacji i zakończonego urodzeniem zdrowego dziecka, pojawiły się pretensje i w ten sposób rozpowszechniane krzywdzące opinie o naszym Szpitalu rozsyłane po licznych portalach.

*** Szpital na Siemiradzkiego w Krakowie

--

27493 szpital-na-siemiradzkiego Kobieta, 0 lat
Ulacie

Ulacie

Jestem dumną mamą, 2 miesięcznego Bartusia… Jak każda z nas matek pierwszorodzących bałam się strasznie, porodu, a potem macierzyństwa. Na szczęście trafiłam w dobre ręce… Koleżanka poradziła mi szkołę rodzenie przy alejach Słowackiego, tam poznałam p. Olimpię, która prowadziła wykład na temat porodu i wszystkich czynnościach z nim związanych….
Po zajęciach podeszłam do niej i umówiłam się na tzw. „dni otwartych”, na których przemiłe Panie oprowadziły mnie i męża po szpitalu, opowiadając o strukturze działania i jego standardach.
Nadszedł długo oczekiwany dzień, zadzwoniłam do p. Oli, że mam skurcze i pojechałam do szpitala. Tam na izbie przyjęć skierowali mnie na porodówkę, gdzie czekała na mnie Pani Ola. Poród przebieg tak szybko, że nawet nie wiem kiedy się to stało. Lekarze i położna moja prowadząca byli dla mnie tacy mili. To były najszczęśliwsze chwile w moim życiu, spędzone w gronie miłych i wspaniałych ludzi, dzięki którym patrzę teraz na moje „szczęście”… POLECAM GORĄCO….. wszystkim kobieta…

--

27648 ulacie Kobieta, 0 lat
Koala31

Koala31

Ja rodziłam na Siemiradzkiego 3 m-ce temu i przed porodem szukałam inf.na temat tego szpitala i przyznam,ze glównie byly to opinie negatywne.Zastanawialam sie jeszce nad Ujastkiem ale głównie ze wzgl.na lokalizację i to,że z tego szpitala mam lekarza zdecydowałam,ze nie bede jednak szukac gdzie indziej.
Miałam zaplanowaną cesarke ale nie miałam opłaconego lekarza(mój miał miec akurat w tym dniu dyżur).I tak corka zaplanowała za nas i postanowiła pojawic sie przed wyznaczoną datą i w środku nocy (o 3.00)jechalismy do szpitala.Z regularnymi skurczami leżałam na sali przedoperacyjnej gdzie zajmowała się mną przzesympatyczna pani dr (niestety nie pamietam nazwiska chyba na F) i dwie studentki medycyny (które zreszta przyszły mnie odwiedzic pare dni potem na sali poporodowej).
W ogóle nie pamietam nazwisk lekarzy, którzy sie mna zajmowali ale Pan anestezjolog to przecudowny czlowiek, wielki,sympatyczny i rzeczowy.Najpierw przyszedł mi wytlumaczyc co bedzie robione,poszedl do mojego meza po aparat i dzieki niemu mamy"reportaz"z porodu :))), potem na sali tez caly czas mi mówił co robia i wciaz głaskał po głowie!Najbardziej sie ucieszylam,ze jedna reke zostawili mi wolna i po wyciagniecu coreczki otrzymałam ja do pocałowania i umieszczona zostala tak,zebym mogla ja objąc i przytulic.
Potem na sali pooperacyjnej (leżalam sama)równiez odwiedził mnie Pan anestezjolog, przez cała dobę non stop były pielegniarki i kazda pytała czy dobrze sie czuje,czy nie boli za bardzo.Od poczatku na sali pooperacyjnej byl ze mna mąż i tak przez pare godz(choc potem przeczytalam w reglaminie,ze móg byc 15 minut!), córeczkę przywiezli mi chyba po 2 godzinach i przez godzine przystawialam ja do piersi(z pomoca pielegniarki), i w ciagu dnia jeszcze 2 razy ja miałam przy sobie (w tym wieczorem chyba przez 2 godziny)
Na drugi dzien juz bylam w sali poporodowej(po porodzie poprosilam o sale komercyjna 2os. w której przez 4 dni bylam sama).W ogole po cesarce lezy sie 5 dób i przez ten czas ani razu nie trafilam na niemily personel (a czesto o tym czytałam).
Opieke i czystosc oceniam świetnie, jedzenie równiez.
Jeszcze moge powiedziec,ze maja super sposob na pobudzenie laktacji tzn.dziecko przystawia sie ,zeby ssalo,a podaja mleczko przez rurke do ust dzidziusia!To naprawde działa bo ja juz na drugi dzien po cesarce mialam siare(w ciazy w ogole ani kropli)i potem jeszcze 2 dni tak karmilam az mialam wystarczajaco duzo mleka.Troche nie podobala mi sie technika przystawiania malucha bo moja córcia strasznie przy tym wrzeszczała,ze az mi sie płakac chciało ale chyba tak trzeba było bo sie w koncu nauczyła ładnie łapac brodawke.
Jedyne do czego moge sie przyczepic to,ze przy wypisie nie otrzymalam slownych zalecec co do pielegnacji noworodka (co do siebie tak) ale dostałam wydrukowane wytyczne. Naprawde jak bede jeszcze kiedys rodzic to tylko w tym szpitalu.Moze ja trafilam na wyjątkowo miły personel ale przez te 6 dni naprawde duzo osob sie zmienialo wiec wydaje mi sie,ze moja opinia jest obiektywna.

--

27843 koala31 Kobieta, 0 lat, Krakow
ariana4

ariana4

Witam serdecznie. Rodziłam w Siemiradzkim naturalnie i z porodu jestem zadowolona. Bardzo mile wspominam Pani doktor Paulinę, świetna osoba,opiekuncza, konkretna. Anestezjolog (nie pamietam imienia i nazwiska), postawny, troszkę może siwawy Pan (sorry) świetny - wytłumaczył, uspokoił naprawdę bardzo w porządku;)) więc poród ok. Jesli chodzi o dalszy ciąg to: lekarze na obchodzie bardzo mili wiec ok, pediatrzy też w porządku (ogólnie odniosłam wrażenie, że lekarze są ok w tym szpitalu, mili, pytają o samopoczucie, naprawdę super). To czym byłam zawiedziona to opieka Pań pielęgniarek, generalnie mało się interesowały, miałam niestety wrażenie, że pracują za karę;( może mało zarabiają więc się nie starają no nie wiem ale z racji tego, że nie jestem nadwrażliwa nie dotknęło mnie to zbytnio;)) Szpital bardzo polecam, ponieważ wydaje mi się, że na lekarzy tam można liczyć nie tylko podczas porodu ( w końcu poród jest najważniejszy), to co się dzieje później ma niewielkie znaczenie (choc mogło by być zawsze milej).pozdrawiam

--

28144 ariana4 Kobieta, 0 lat
mamunia123

mamunia123

Urodzilam w Siemiradzkim w marcu 2010 roku cudownego, zdrowego synka. Najlepiej wspominam pobyt na oddziale poporodowym, a spedzilam tam 10 dni. Czysto, milo i przytulnie.
Ale porod w duzej mierze zalezy od poloznej ktora nam sie trafi. Ja mialam wielkie szczescie, bo pod koniec pierwszej fazy, kiedy zaczynaly sie masakryczne bole, dotychczasowa polozna poszla do domu i przyszla pani (bodajze) Jolanta (szczupla, niewysoka), bardzo ciepla i sympatyczna.
Poczulam niesamowita ulge... bo kobieta ktora zajmowala sie mna wczesniej (niestety nie pamietam juz imienia i nazw, ale miala dlugie czarne wlosy) byla beznadziejna. Wszystko robily za nia stazystki, ona tylko przechodzila raz na pare godzin z rekami w fartuchu. Prawie przegapila moment podania znieczulenia. I jak sie potem okazalo nawet nie sprawdzila czy wody odeszly. Pamietam ze byla strasznie malomowna. Poprosilam o pilke, niepozwolila, najlepiej lezec i niewstawac.
I to mnie najbardziej rozczarowalo w tym szpitalu. Tyle sie nasluchalam o aktywnym porodzie, o rodzeniu w pozycji wertykalnej i przygotowywalam sie do tego cala ciaze itp. a okazuje sie ze trzeba rodzic tak jak jest wygodnie lekarzom. Przed parciem chcialam wstac kucnac zeby grawitacja zalatwila za mnie "wyjscie" dziecka, popatrzono na mnie jak na wariatke. Odpuscilam tylko dlatego ze z bolu prawie mdlalam. Najwygodniej jest poloznej polozyc na lozku i kazac wypychac dziecko "pod gore". Pod koniec polozna oznajmila ze trzeba naciac, oczywiscie sie niezgodzilam i jak mi potem powiedziala dobrze zrobilam, bo peklam troszeczke a naciecie to juz pekniecie 2go stopnia. Uwazajcie na stazystki, sa milutkie, podniosa na duchu, ok., ale czesto sa niedouczone i cos zepsuja. Jedna zaczela mnie zszywac pod okiem poloznej i cos niezbyt jej szlo, bolalo, wiec poprosilam zeby dokonczyla polozna. Kolezanka po zalozeniu wenflonu przez kilkanascie dni miala sina reke.
Tak reklamowana sala do porodow rodzinnych (jedna jedyna) jest praktycznie nieosiagalna, wiekszosc i tak rodzi w boksach. Wlasnie boksy mnie najbardziej przerazaly i do tej pory zle je wspominam. No ale coz...
Jesli ktos ma jakies pytania dotyczace szpitala i porodu, chetnie pomoge;)

--

9254 mamunia123 Kobieta, 34 lata, Kraków
ania_krakow

ania_krakow

Witam Was drogie czytelniczy i czytelniczki!!

Mam tutaj opisywać, jakie były moje wrażenia przy porodzie, tak, ale o tym później.
Na samy wstępie chciałabym, wspomnieć o czymś zupełnie innym.

Przed porodem szukałam wymarzonego szpitala, zupełnie jak wy, żeby ta chwila przeżycia była czymś niesamowitym. Szukałam i szukała, czytałam na różnych portalach o położnych, szkołach rodzenia, lekarzach, szpitalach. Natchnęłam się na różne czasami skrajne wypowiedzi (tak jak na plus i jak na minus). Zaczęło mnie to denerwować – zadałam sobie pytanie po przeczytaniu tych wypowiedzi: jeśli niektóre z kobiet tak bardzo cierpiały przy porodzie, bo położna np.: „nie chciała masować szyjki macicy”, „rodziłam tylko w jednej pozycji”, „ położna mnie nacięła lub nie”, „nie powiedziała, że mogę mi iść na „piłkę””, itd. To tak sobie myślę, co by na to wszystko powiedziała moja mama, która nas rodziła, moja babcia która rodziła naszą mamę, itd. Czy one miały taki luksus jak: znieczulenie, ciepłą porodówkę, wokoło specjalistów (pediatrów, ginekologów), czystko, możliwość RODZENIA Z MĘŻEM BĄDŹ Z WŁASNĄ MATKĄ, mąż mógł zobaczyć dziecko praktycznie zaraz przy porodzie i być te pierwsze godziny razem, dni…

Poród w ostatnich czasach dla nas kobiet stał się kojarzony, czymś prostym, który powinien przebiegać bez bólu, najlepiej iść do szpitala, żeby nic nie bolało, a następnie wyjść z dzieckiem po godzinie. Każdy przypadek porodu jest inny, nie zawsze można wyeliminować ból do zera.

Poród to wydarzenie tak silne fizycznie i psychiczne, że styka się na granicy życia i śmierci… Czy dalej mamy go kojarzyć z prostą rzeczą??? Czy wydaje nam się że lekarze i położne nie chą dla nas dobrze. Zawsze, tylko my nie zawsze umiemy to docenić – Oni odpowiadają całym swym życiem, prawem zawodu i psychiką. Wiele położnych po stracie dziecka przy porodzie ( z powodu psychiki), wycofało się z zawodu, a śmierć dziecka nie była wina położnej.

W XXI wieku ludzie, szczególnie Polacy uwielbiają narzekać, wszystko jest źle, ktoś się do nas źle odniósł, źle się popatrzył. Nie bądźmy takie wrażliwe. Nie narzekajmy na proste rzeczy inne kobiety w tym samym czasie z innej strony świata mają gorzej… Oczywiście mamy swoje prawa. Jesteśmy dorosłe, nie bądźmy infantylne.
POŁOŻNA, LEKARZ – SŁUŻBA MEDYCZNA – TO TAKŻE, LUDZIE, MAJĄ LEPSZE LUB GORSZE DNI, TAK JAK MY… NIE DZWIMY SIĘ CZASAMI, GDY SĄ SMUTNE LUB ZMĘCZONE TAKIE SYTUACJE TRZEBA ROZUMIEĆ, A NIE ŻALIĆ, SIĘ W TEN LUB INNY SPOSÓB – POSTAW SIĘ NA JEJ MIEJSCU… ONI NIE CHCĄ CIĘ SKRZYWDZIĆ, TO IM BĘDZIESZ ZAWDZIĘCZAĆ, ŻE DZISIAJ TRZYMASZ DZIECKO, PRZYTULASZ I ROZMAWIASZ Z NIM…

Teraz o szpitalu.

Nie jest jakaś zamożna. Razem z mężem pracujemy. Zaszłam w ciąże. Szukałam na forum lekarza, położne a za czym idzie szpital. Jak wspomniałam czytałam wiele, traciłam pomału nadzieje. Spotkałam się z koleżanką, która urodziła swoją Anie. Jest bardzo szczęśliwa do dnia dzisiejszego. Ona rodziła w szpitalu na Siemiradzkiego. Pytałam, ją bo słyszałam, że trzeba tam płacić za położną. Ona powiedziała, że tak, ale jeżeli pójdę tam tak normalnie, tak jak ona to też nie będzie. Po powrocie do domu weszłam na internet. Poszukałam, czytałam teraz tylko o tym szpitalu, trochę się bałam, bo szpital ma dobrą renomę, ale były kobiety którym tam się nie podobało. Podczas czytania strony internetowej, zobaczyłam, że mają tam dni otwarte. Poszłam w niedziele wraz z mężem. Kiedy weszłam na recepcje poczułam się trochę jak w 5. gwiazdkowym hotelu. Czysto, ładnie, schludnie, zdjęcia plan wizyt lekarzy oraz dyplom akredytacji – strach jakby przestał mnie ogarniać. O godz. 17.00 przyszła położna, nie pamiętam dokładnie jak miała na imię ale chyba na nazwisko miała Mazur. Miła sympatyczna osoba, oprowadziła mnie i męża po szpitalu pokazując gdzie się rodzi. Następnie pokazał oddział położnictwa – przepiękny, ciepło, czystko wygodne łóżka. Teraz wiedziałam dlaczego, koleżanka tak się nim zachwycała. Wtedy na sto procent podjęłam decyzja – TO JEST TO!

Minęło 9 miesięcy, regularnie chodziłam do poradni przyszpitalnej do Pani dr Dłużniewskiej. Miła i bardzo wykształcona lekarka. Minęło jeszcze kilka dni. Odeszły mi wody. Trafiłam na nocy dyżur – wtedy to pomyślałam, zaczęło się, co teraz będzie, poród kojarzył mi się z bólem… Pan portier otworzył drzwi, z uśmiechem na twarzy i ze słowami: zapraszamy!. Na oddział przyjęła mnie położna. Po kilku chwilach trafiłam na tzw. Boksy. Co robić? Pomyślałam. Nic trzeba szybko urodzić. Chciałam mieć to za sobą. Przyszła p. Ola chyba Pałyga, nie pamiętam dokładnie, byłam w dużym szoku, to moje pierwsze dziecko, cały czas zastanawiałam się czy będzie bolało, i jak? Pani położna powiedziała – nic się nie bój, postaramy się, żeby nie bolało – powiedziała to tak miło i spokojnie, że od razu poczułam, że dobrze trafiłam, biło od niej takie ciepło i dobroć, że od razu się uspokoiłam. Zaproponowała mi znieczulenie, zgodziłam się. Po założeniu znieczulenia, poczułam tylko lekki ból, przy bólach porodowych, poród trwał prawie 5 godziny. Ale w spokoju, w ciszy, w dobrych rękach, czuła się jak w domu. Dziecko urodziło się zdrowe. Od razu mogłam go przytulić, poczuć jego zapach.

Na drugi dzień przyszła do mnie z wizytą moja mama i babcia. Opowiedziałam jej o porodzie. Babcia nie mogła mi uwierzyć, że tak szybko i prawie bez bólu. Wtedy to ona opowiedziała w jakich warunkach ona rodziła moją mamę – dopiero się przeraziłam – było strasznie, porodówka zimna, ciemna, i w dodatku nie w szpitalu, a jakby dziecko coś się stało. Tak, wiem może i to było dawno. ALE DZISIAJ DZIECI RODZI SIĘ W TEN SAM SPOSÓB. Czy warto narzekać na tzw. „pierdoły”. Skoro inne z nas miały albo mają gorzej. Poród to nie zabawa to wielkie odczucie, dla dziecka i dla matki. Wtedy tak naprawdę rodzi się więź między matką a dzieckiem… Nie bądźmy samolubne. To poród to musi trochę boleć, wtedy dokładnie wiesz dla kogo ten ból, dla osoby którą prawdopodobnie będziesz kochać do końca swoich dni…

Dwa tygodnie temu urodziła dziecko w Londynie, pomimo dobrej znajomości j. angielskiego. To już nie to samo, tutaj reguły są suche. Ludzie uśmiechają się trochę tak sztucznie, brak takiego ciepła i życzliwości jakie zaznałam od Pani Oli. Do końca życia będę Panią pamiętać…

P.S. Na następny poród przyjadę – o ile taki będzie - do Polski na Siemiradziego – tam jest najlepiej.

Pozdrawiam

Jeszcze raz dziękuje i pozdrawiam Pani Olu – jest Pani SUPER!!!!!

Anna z Krakowa (aktualnie London)

--

28307 ania-krakow Kobieta, 0 lat
krolowa_angielska

krolowa_angielska

ania_krakow Przeczytałam całą Twoją wypowiedź i muszę się do niej odnieść!
Po pierwsze gratuluję zdrowego maluszka i dobrych wspomnień z porodu, bo to niesamowite przeżycie dla każdej kobiety! I dobrze, że tak wszystko wspominasz :)

Uważam jednak, że nie masz racji w kwesti Twojej obrony polskiej służby zrowia...
Piszesz, żeby nie narzekać, bo nasze matki czy babki miały dużo gorzej- mamy 2012 rok większość z nas pracuje, płaci ogromne składki lub też leczy się prywatnie i w zamian za to nie możemy oczekiwać profesjonalnej i fachowej opieki medycznej na miarę współczesnej medycyny?! Mam rodzić w polu kapusty?! A jak już mnie przyjmią do szpitala, to pomimo nieuprzejmości i braku życzliwości rodzić cichutko w kącie?!
Jestem dorosłą, świadomą swoich praw kobietą, która z obawy o swoje zdrowie i życie, jak i zdrowie i życie dziecka, które rodzę ma prawo do wszelkich pytań, świadczeń, udogodnień i możliwości jakie może mi szpital zapewnić! Koniec i kropka!
Nie uważam też, że poród w znieczuleniu to egoizm. Sama rodziłam siłami natury, bez znieczulenia ale tylko dlatego, że od momentu przyjazdu do szpitala do chwili kiedy miałam synka na rękach minęły 4,5h- gdyby poród trwał 10, 12, 20 itd. z pewnością bym o nie poprosiła- nie jestem masochistką!
Ach i jeszcze kwestia nastrojów położnych i lekarzy... Wyrozumiałość wyrozumiałością ale moim zdaniem lekarz, pielęgniarka, położna... to nie jest zwykła praca. Odpowiadasz za ludzkie życie i decydując się na ten zawód bierzesz na siebie pełną odpowiedzialność! To wielka sprawa- powiedziałabym, że powołanie! Jeśli nie jesteś w stanie pracować, bo masz dziś zły humor itd, to nie pracuj- odpowidasz za ludzkie życie! Czy jak rozbije się samolot, to też jesteś taka wyrozumiała i mówisz, że pilot miał dziś widać gorszy dzień?! Wiem, że wszyscy jesteśmy ludźmi ale ja osobiście chciałabym spotykać odpowiednich ludzi na odpowiednich miejscach.

A na koniec o mnie:
Rok temu urodziłam mojego synka w Szpitalu Żeromskiego, który z czystym sercem polecam. Jest on co prawda dość stary i nie ma kolorowych firanek w oknach ale ja spotkałam tam samych życzliwych i pomocnych ludzi. Poród odbył się w osobnej sali z wszystkimi udogodnieniami, pomoc położnych była natychmiastowa- czujnie opiekowały się nami przez 3 dni pobytu. Jeśli, któraś mama będzie chętna udzielę informacji:)

--

http://www.suwaczki.com/tickers/0d1yyx8dpcpxb1ea.png
http://www.suwaczki.com/tickers/dqprpx9itfxz7too.png
http://www.suwaczki.com/tickers/9ltfegz27v1ws8z4.png

25072 krolowa-angielska Kobieta, 32 lata, Kraków