Szpitale

Simin - porodówka w Chorzowie

Odpowiedzi znajdują się poniżej

~Gość Rozi

~Gość Rozi

Meg222,
Z tego co rozumiem nie rodziłaś w Chorzowie ani przed powstaniem Simin ani teraz, więc czemu zabierasz głos w temacie Tobie nieznanym? Może przed oczernianiem wszystkich najpierw zadałabyś sobie trochę trudu aby ich poznać. Po kontakcie z jednym lekarzem, który był nie miły nie można myśleć że wszyscy są tacy a poza tym pracuje tam cała masa nowych ludzi np anestezjolodzy czy neonatolodzy, którzy są naprawdę entuzjastami swojego zawodu co potwierdzają wpisy na tym forum.

~Gość Rozi

~Gość Rozi

~Zaniepokojona
Witam. W tym miesiącu skończyłam z mężem chodzić do szkoły rodzenia. Jesteśmy zachwyceni paniami położnymi, do tej pory byliśmy przekonani, że czeka nas poród siłami natury. Okazało się jednak że dzidziuś jest ułożony miednicowo i jest potrzeba cc. Mój ginekolog prowadzący pracuje w gliwickim szpitalu, ja jednak chciałabym żeby cc zostało przeprowadzone w Chorzowie. Czy wiecie w jaki sposób mogę umówić się na cc do Chorzowa? Pozdrawiam

Witaj, ja też miałam cc bliźniaków i kazano mi przyjść na ustalenie terminu cięcia trzy tygodnie przed terminem porodu na konsultacje do ordynatora, więc może podejdz do szpitala i powiedz że masz planowe cc i już. Ja tak zrobiłam. Powodzenia :)

~Megg222

~Megg222

~Gość Rozi
Meg222,
Z tego co rozumiem nie rodziłaś w Chorzowie ani przed powstaniem Simin ani teraz, więc czemu zabierasz głos w temacie Tobie nieznanym? Może przed oczernianiem wszystkich najpierw zadałabyś sobie trochę trudu aby ich poznać. Po kontakcie z jednym lekarzem, który był nie miły nie można myśleć że wszyscy są tacy a poza tym pracuje tam cała masa nowych ludzi np anestezjolodzy czy neonatolodzy, którzy są naprawdę entuzjastami swojego zawodu co potwierdzają wpisy na tym forum.

Widzę specjalista od pr się odezwał. Pozdrawiam i na przyszłość radzę zmienić ton, bo już po pierwszym zdaniu widać cel wypowiedzi i agresywną reakcję na każdą złą opinię o tym jakże świętym miejscu, może ze strachu przed taką agresją nikt inny nie śmie pisać nic złego na temat tego szpitala? Jestem z chorzowa, przed porodem nasłuchałam się wiele o chorzowskiej porodówce, więc mam zdanie jakie mam i mam do tego prawo. Nikt mi też nie zabroni dzielić się moją opinią z innymi, a jeśli będzie próbował to przedstawię swoje argumenty i koniec kropka.

~zadowolona mama

~zadowolona mama

Witam,
niedawno urodziłam synka przez c.c w Siminie. Jestem bardzo zadowolona z opieki i całego pobytu w szpitalu. Do szpitala trafiłam z bólem podbrzysza w miejscu starej blizny (poczatek 39 tc), po dokładnych badaniach zostałam bez problemu zakwalifikowana do c.c (naturalnie rodzić i tak nie chciałam, gdyż pierwsza próba porodu trwała 24 h w szpitalu w Goduli w Rudzie Śl.).
Personel świetny, jestem zadowolona, polecam Simin. Dziękuję za dobrą opiekę :)

~Gość Rozi

~Gość Rozi

Megg222,
Ostatnie zdanie na temat, bo nie zamierzam wdawać się w dyskusje. Agresją to Twoja wypowiedz jest przepełniona obrażając dziewczyny od wrednych i jędzowatych. Jasnę że każdy ma prawo do własnego zdania i nikt Ci go nie zabiera tylko zwracam uwagę na to ze po poznaniu jednej lub dwóch osób oceniasz tą samą miarką resztę której nie znasz. Ja większość z nich zdążyłam poznać, bo trochę tam poleżałam. Myślę, że nikt nie boi się wygłaszać negatywnych opinii o Simin bo wiele jest takich na tym forum tylko oni swoje opinie opierają na faktach. No cóż a może to pr gliwickiego szpitala próbuje niszczyć konkurencję? Powodzenia i również pozdrawiam

~meg222

~meg222

Kocham osoby, które piszą, że nie zamierzają wdawać się w dyskusje a następnie piszą długie elaboraty.
Tak się składa, że opinia o położnej (jednej, pisałam przecież w liczbie pojedynczej) jest oparta na podstawie tego co miałam okazję zobaczyć w szkole rodzenia w Chorzowie - położna była z chorzowskiego szpitala i moja opinia o niej jest taka po wysłuchaniu jej długiego i nudnego monologu. Wszystkie dziewczyny które były wtedy ze mną w grupie, , czyli około 8 pań miało podobne odczucia. Szpital wysyłając położną do szkoły rodzenia zapewne liczy się z tym, że przez pryzmat jej prezentacji będą postrzegani dobrze lub źle. Tak samo lekarze - mogę oceniać szpital po kontakcie z jednym lekarzem, ponieważ jest to osoba publiczna, która musi sobą coś reprezentować, jeśli chce przyciągnąć klienta do siebie (w tym wypadku rodzącą kobietę do szpitala).
Jeszcze dodam do dziewczyny z Gliwic, że naprawdę nie ma sensu jechać 25km w stronę Chorzowa, jak pod nosem masz fajny szpital, w którym warunki rodzenia są bardzo dobre. Gdybym miała bliżej coś lepszego, pewnie bym tu rodziła, bo podróż z Gliwic to też po porodzie była dla nas ciężka wyprawa, zwłaszcza że rodziłam późną jesienią.

~DominikaG.

~DominikaG.

Cześć Dziewczyny
Rodziłam w simin w kwietniu i mam mieszane uczucia. Po kolei, najpierw razem z mężem chodziliśmy na szkołę rodzenia, jedyne co mi przeszkadzało to że tylko raz ćwiczyłyśmy, mogliby na każdych zajęciach przynajmniej 15 minut poświęcić na ćwiczenia rozciągające, oddechowe. No niestety musiałam to robić w domu, a nie wiedziałam czy robie dobrze. Po za tym super położne, anestezjolog, dużo informacji potrzebnych.
W terminie odeszły mi wody, pojechaliśmy do siminu, tam zaraz się mną zajęto, chodziłam z pokoju do pokoju co chwile z kimś innym, z położną jedną, drugą, lekarką. Co chwile robiono mi co innego, usg, podanie danych osobowych, inne usg, badanie dopochwowe, mnóstwo pytań, byłam tak oszołomiona tym lataniem pomiędzy piętrami w piżamie, bez majtek i z sączącymi się cały czas wodami płodowymi, że jak po raz trzeci miałam podać zawód męża to już zgłupiałam i nie wiedziałam co powiedzieć. Za to na moje pytania wszędzie odpowiadano zdawkowo, nikt nie mówił co mnie będzie czekać tylko odprowadzano do kolejnych pokoi. Nikogo nie interesowało że zalewam podłogę, łóżka i że leci mi po nogach woda, tylko gdy wychodziłam z jednego pokoju do drugiego to mąż szybko obcierał mi nogi ręcznikiem. Dobrze że jeszcze nie miałam skurczy, w ostatnim pokoju skończyło się na lewatywie, gdzie położna po zrobieniu jej powiedziała że mam iść do swojej sali i łazienki, prawie nie dobiegłam, o tym wole nie pisać, poniżające doświadczenie. Następnie dostałam skurczy, i poszłam na sale porodową, położna podpieła mnie do ktg i wyszła. Wróciła po jakimś czasie powiedziała jak mam oddychać i znów wyszła. Leżałam tak sama sobie, oddychając z pomocą męża, położna wchodziła czasami nic nie mówiąc spoglądała na odczyty i wychodziła. Nie podobało mi się to że nikt mnie nie informował czy wszystko porządku. W końcu gdy już skurcze były okropne mogłam dostać zzo, anestezjolog bardzo miły, tutaj bez zastrzeżeń. Ale później znów to samo, miałam oddychać i przeć, po paru godzinach usłyszałam że słabo pre i zaraz mi dadzą kroplówkę, parłam ile sil miałam i nareszcie położna zawołała wszystkich aby wreszcie „dokończyć rodzenie”. Synka na brzuszku miałam 5 minut a nie 2 godziny, nie było na to czasu ponieważ za mną już czekały kolejne rodzące. Zszyto mnie i zawieziono na krześle biurowym do sali. W międzyczasie położne rozmawiały ze sobą, że za mną będzie kolejna ciężarna, komentowały że straszna panikara, że ciągle krzyczy i że zrobią jej cesarkę, mogły komentować to trochę ciszej.
Na sali okazało się że mam być na dostawionym łóżku bo nie ma miejsc. Po 2 godzinach przywieziono mi Synka, położna położyła mi go na brzuchu i leżał tak cały czas, po czym pojawiła się inna położna i opieprzyła mnie że przecież maluch jest cały spocony i ona będzie musiała go teraz przebrać. Na reszcie łóżek leżały panie po cc, gdy w Sali pojawiały się położne, czy lekarze, pytali się tylko ich o samopoczucie, czy je cos boli, mnie pomijano, bo co bo rodziłam naturalnie i mnie nie boli, nie rozumiem tego. Wieczorem zaproponowano mi że jest sala wolna z normalnym łóżkiem, więc przeniosłam się, tak się okazało że też są dwie panie po cc i to samo się działo, brak zainteresowania. Jedynie kiedy ktoś się zapytał jak się czuje to na obchodzie porannym, po za tym miałam wrażenie ze nie istnieje. Pojawił się również problem z karmieniem, nie umiałam podać dobrze piersi, maluch nie umiał załapać, położne pomagały mi tylko parę razy, a to pewnie dlatego ze szpital był pełny pacjentek, co chwile przychodziła kolejna rodząca i nie miały jak się rozdwoić. Najgorsze były noce, siedziałam z małych przystawionym do piersi, on się męczył i ja, trochę spał trochę ssał pierś, ja nie zmrużyłam w ogóle oka, położna odwiedziła mnie w nocy raz i stwierdziła że daje rade. W drugą noc popłakałam się i poszłam zanieść synka na oddział, żeby przynajmniej dwie godziny do kolejnego obchodu pospać. Panie dziwnie się na mnie patrzały, czułam się okropnie jakbym była złą matką że zostawiam maluszka. Gdy nareszcie mogłam wracać do domu, wypuszczono mojego synka z żółtaczką, powiedziano że bilirubina w normie i nic się nie stanie. Jeśli chodzi o mnie, to ani razu żaden lekarz czy położna nie chcieli obejrzeć mojego krocza, czy wszystko się dobrze goi. No i poinformowano panią sprzątającą że będzie łóżko po mnie do przebrania i wtedy co chwile pani przychodziła i się pytała czy ja już wreszcie wychodzę bo ona musi posprzątać. Po pierwszym dniu musieliśmy wrócić do szpitala bo synek nam pożółkł okropnie, pani neonatolog skomentowała to tak, że zawsze mamy chcą szybko wypis ze szpitala i znikają a potem nie dają sobie rady i wracają. Z żółtaczką walczyliśmy tydzień, a z karmieniem nie szło, po miesiącu zrezygnowałam. Żałuje okropnie że nikt nie umiał mi pomóc w karmieniu piersią, nikt nie miał tyle czasu.
Podsumowując uważam że szpital tak się rozreklamował że stał się przeludniony, położne nie dawają rady wszystkich obsłużyć tak jakby chciały.

~Edyta1986

~Edyta1986

Drogie Dziewczyny, chcialabym podczas porodu w siminie zdecydowac sie na swoja polozna. Czy ktoras z Was korzystala z tej platnej opcji? Po zajeciach w szkole rodzenia najbardziej odpowiednia polozna wydaje mi sie p. Joanna. Macie jakies doswiadczenie porodowe z jej udzialem? Pozdrawiam

~mmmmmmmmmmmmmmmmmm

~mmmmmmmmmmmmmmmmmm

ten szpital to wielka porażka nigdy więcej tam nie pojadę

~Megus

~Megus

Położna Joanna jest w 100% godna polecenia. Rodziłam z nią w maju i wszystko było bardzo sprawnie. Nawet na koniec tłumaczyła że niestety nie było szans na ochronę krocza - dziecko owinięte pępowiną i chyba bardziej się tym przyjmowała niż ja. Dla mnie najważniejsze że dziecko zdrowe i się nie poddusiło. I dodam że nie dopłacam tylko trafiłam na jej dyżur w środku nocy.