Szpitale

Instytut Matki i Dziecka w Warszawie na Kasprzaka 17a

Odpowiedzi znajdują się poniżej

~MJolka

~MJolka

Czy któraś z dziewczyn rodzących w IMID może polecić jakąś położna? Bede bardzo wdzięczna☺

~Bettii

~Bettii

Ja rodzilam tam 3x ...naturalnie i
bardzo polecam ,opieka super lekarzy jak i poloznych ,bez opłacania i
kolejny raz tez tam urodze ☺

~A....

~A....

Polecam każdej kobiecie. Rewelacyjny personel. Wszyscy mili i kompetentni. Fajni także lekarze rezydenci. Podziękowania dla dr M. Leśniaka, pań na patologii ciąży. Teraz w nowym budynku! Czego chcieć więcej dla pacjenta!? No może większej izby przyjęć w nowym budynku, dla lepszego samopoczucia i komfortu pacjentek i personelu, bo naprawdę cudowni ludzie tam pracują. Wiem, co mówię, leżałam na chirurgii, na patologii i też tam rodziłam.

~ZosiaT

~ZosiaT

Czy poród na Kasprzaka bez opłaconej położnej grozi katastrofą? Jakie są Wasze doświadczenia?

~Mrt

~Mrt

Dziwię się, ile pozytywnych komentarzy ma ta rzeźnia. Poród w tym miejscu to najgorsze przeżycie, jakie do tej pory miałam. Karetka przywiozła mnie w 1 fazie porodu. Miałam rodzić w Bielańskim, synek był duży, podejrzenie, że może mieć nawet 4.5 kg, byłam już po terminie i miałam skierowanie na cesarkę, poród zaczął się nagle o 5 rano i nie zdążyłam dojechać do szpitala, wezwałam karetkę. Prosiłam, żeby zawieźli mnie do Bielańskiego, gdzie mam lekarza i położną, gdzie chodziłam do szkoły rodzenia, ale usłyszałam, że "nie mam już nic do gadania". Podczas przyjęcia do IMiD, zrobiono mi badanie ginekologoczne, odeszły zielone wody. Nikt nie odpowiadał na moje pytania, nikt mnie nie słuchał, jak mówiłam, że dziecko duże i że 2 dni wcześniej usłyszałam, że małe są szanse na poród naturalny i dlatego na wszelki wypadek dostałam skierowanie na CC, miałam wrażenie, że wszystko dzieje się poza mną. Narzeczony został w domu ze wszystkimi dokumentami i torbą do porodu, bo ratownicy z karetki nie chcieli go zabrać (nie wiedziałam, że osoba towarzysząca nie może jechać karetką, dowiedziałam się dopiero, jak ruszyliśmy, gdybym wiedziała wcześniej, nigdy nie zdecydowałabym się na na jej wezwanie, próbowałabym dostać się jakoś inaczej do szpitala). Ciągle tylko słyszałam narzekania, że nie mam dokumentów i to skandal, jak tak można. Ból był nie do wytrzymania, kpili sobie ze mnie, jaki to mam niski próg bólu, słyszałam to podczas porodu wielokrotnie. Byłam przykuta do łóżka, podłączona ciągle do KTG, kazali mi leżeć i rodzić w pozycji horyzontalnej, koszmar. Miałam ochotę chodzić, ruszać się, ale nie mogłam. Odmówili zrobienia lewatywy, można domyślać się jak to się skończyło - mój narzeczony, który w końcu dotarł do szpitala, był świadkiem tego wszystkiego. Mogłam w tej sytuacji dosłownie podetrzeć się planem porodu, bo jak na złość każdy punkt był spełniany na odwrót. Nie życzyłam sobie zbędnego personelu przy porodzie - w II fazie porodu otaczał mnie dziki tłum. Chciałam ochronę krocza - nie dało się, zrobili duże nacięcie. Nie chciałam, żeby poród był wspomagany - mówili, że nie da się inaczej i zaczęli wlewać we mnie oksytocynę (po znieczuleniu akcja porodowa ustała, stwierdziłam, że pójdę do WC i akcja ruszyła, po powrocie z kibelka miałam już 8 cm rozwarcia - wystarczyło więc, że pozwoliliby mi się ruszać, ale nie, nie w tym szpitalu, tu rodzi się jak 100 lat temu, jak Bóg przykazał, na plecach, z nogami w górze, o grawitacji i jej zbawiennym działaniu nikt tu nie słyszał). Jeśli chodzi o Boga, to wszędzie pozawieszane święte obrazki i ksiądz, który bez pardonu włazi znienacka na salę poporodową i bez pytania odczynia jakieś gusła nad noworodkami. Wracając do porodu - synek miał problem, żeby wyjść wreszcie na świat (mówiłam już, że miał być duży, w co nikt w tym szpitalu nie chciał wierzyć?), więc konieczne było ratowanie jego życia (tak, życia, bo już zrobiło się bardzo niewesoło, dusił się, a nie, przepraszam, to JA go dusiłam, nie chciałam go urodzić, bo nie chciałam współpracować - takie teksty padały w moją stronę, jak nie mogłam już mocniej przeć, to był największy wysiłek w moim życiu, a oni powtarzali, że się nie staram), musieli użyć próżnociągu, i jeszcze wisienka na torcie, nagle bez uprzedzenia lekarz rzucił się na mój brzuch i zaczął synka wypychać ze mnie na siłę... Byłam pewna, że takie metody są zakazane i nielegalne, byłam w szoku (oczywiście, nie ma o tym słowa w dokumentacji z porodu, chociaż o braku współpracy znalazła się wzmianka). Ból rozwalał mi mózg, do tego zaczęłam panicznie bać się co z dzieckiem. Miały być świece, przygaszone światło, piłka, worek sako, kąpiele, masaże, ulubiona muzyka w tle, potem kontakt skóra do skóry, pierwsze karmienie i ogrom matczynej miłości, a był horror. Synek apgar 4-5-8. Był cały siny, zabrali go gdzieś od razu, nie krzyczał, nikt nie informował mnie co się dzieje. Jak pytałam, czy żyje, dlaczego nie krzyczy, to znowu kpiący głos rudej położnej, że zmęczył się porodem to nie krzyczy, proste? Wielka rzecz, normalka, pfff. Zobaczyłam synka dopiero po 4 godzinach. W tym czasie bez mojej wiedzy i zgody nakarmili go mieszanką. Zniszczyli mi psychikę, świadomość, że poród mógł zakończyć się śmiercią lub trwałym kalectwem mojego ukochanego, wyczekiwanego dziecka była po prostu nie do zniesienia. Mimo ogromnego zmęczenia, nie mogłam spać bo ciągle płakałam, dręczyły mnie wyrzuty sumienia, że wezwałam tę cholerną karetkę i mogło to wszystko bardzo źle się skończyć. Zasnęłam dopiero na dłużej niż 15 min w 4 dobie po porodzie. Potem miałam wiele miesięcy depresję, nie potrafiłam się cieszyć z macierzyństwa, ciągle nawracał irracjonalny strach o życie i zdrowie synka, mimo, że niby wszystko dobrze się skończyło. Synek ma teraz 14 mc a ja do tej pory nie potrafię go zostawić samego nawet u Dziadków, bo boję się, że coś mu się stanie. Spędziliśmy w szpitalu 9 dób, bo synek miał ciężką żółtaczkę i wysokie CRP (prawdopodobnie zachłysnął się tymi zielonymi wodami płodowymi). Jedyny plus tego wstrętnego miejsca, to sympatyczny dr anestezjolog i wspaniała opieka poporodowa, panie położne były przekochane, czułe i wyrozumiałe. Pediatra, która opiekowała się moim synkiem, to arogancka baba, która nie informowała mnie co się dzieje z moim dzieckiem i nigdy nie miała czasu odpowiedzieć na moje pytania. Dowiedziałam się o stanie zdrowia synka dopiero z wypisu. Warunki lokalowe - syf, grzyb i malaria, w styczniu lód na nieszczelnych oknach, zimno. Miało to swoje zalety, bo wstręt czegokolwiek dotkąć i dzięki temu naprawdę dbało się intensywniej o higienę. Sala porodowa - możnaby nakręcić film grozy, jak wyjęta z lat 50, upiorne, zielone kafelki. Jak na obchodzie zapytałam, dlaczego nie zrobili mi cesarki, tylko zmusili mnie do porodu SN, usłyszłam, że robią dopiero od 4500. Mój synek miał zaledwie 4340 i 63 cm, więc się najwyraźniej nie kwalifikował. Dopiero w domu wpadłam na pomysł, że może gdybym w trakcie porodu wykrzyczała, że im zapłacę za ludzkie traktowanie, to może inaczej by się to wszystko potoczyło. Moja opinia została usunięta wraz z moim kontem ze strony gdzierodzic, także postanowiłam wkleić ją gdzie się da, żeby ostrzec inne matki przed tymi rzeźnikami, a szczególnie przed położną WP, wstrętniejszej osoby nie spotkałam nigdy w życiu, mina zacięta jakby za karę tam pracowała, a za okazywanie wyższości, chamskie teksty i brak empatii dla bezsilnej rodzącej powinna przez całą wieczność trwać w bólach porodowych i być traktowana tak jak ja przez nią. Zaznaczę, że przez większość ciąży panicznie bałam się porodu SN i bardzo chciałam mieć CC, ale po rozważeniu ile dobrych stron dla dziecka ma poród SN (flora bakteryjna, wyciśnięcie wody z płuc, kontakt skóra do skóry, pierwsze karmienie dzidziusia, czekanie z przecięciem pępowiny, aż przestanie tętnić, w przyszłości mniejsze zagrożenie astmą itd) postanowiłam, że będę rodzić naturalnie i decyzja mojej prowadzącej dr ginekolog o skierowaniu na CC naprawdę mnie zdołowała. W końcówce ciąży miałam bardzo pozytywne nastawienie do porodu SN, ale w momencie jak zobaczyłam zielone wody serio się wystraszyłam i mam ogromny żal do lekarzy z IMiD, że skazali mnie na ten ciężki, zagrażający synkowi poród, bo niepotrzebnie narażali życie i jego i moje.

~Bylam_jestem

~Bylam_jestem

To jakieś szaleństwo jak Cię potraktowali. Powinnaś napisać imię i nazwisko tej położnej i lekarza, który nie dopuścił do cesarki, aby ostrzec inne kobiety. Poza tym skarga do szpitala i pozew do sądu za narażanie zdrowia i życia. Drogie Panie, jeśli macie traumatyczne przejścia to trzeba konkretnie wypisać kto i dlaczego, inaczej nie ostrzeżecie innych, a nic nie wiedzące kobiety jeszcze zapłacą za "taką" położną.