Psycholog

Toksyczny ojciec

marti30

marti30

Witam serdecznie,
mam 31 lat, jestem mężatką, dzieci jeszcze nie mam.Moje małżeństwo układa się dobrze, mam kochającego i wspierającego mnie męża.Chciałam opowiedzieć, a robię to po raz pierwszy na jakimkolwiek forum swoją historię związaną z życiem w moim domu rodzinnym.W wieku młodzieńczym zaczęłam zauważać,że moje relacje z ojcem nie są poprawne.Nigdy nie byłam przez niego chwalona, zawsze tłamszona, poniżana, bita po głowie. Zawsze z jego strony były negatywne komentarze, byłam wyzywana od nie nomalnych, moja mama także była przez niego poniżana całe życie.Czułam i nadal czuję do jego osoby wielką niechęć.Z moją mamą, która zmarła w młodym wieku na nowotwór też mu się nie układało.Wiecznie był niezadowolony ze swojego życia, nie umiał docenić to co ma.W domu z tego co pamiętam zawsze były kłótnie, oczywiście przez ojca.Jak tatuś miał zły humor to trzeba było mu nie wchodzić w paradę.Ogólnie ma charakter wybuchowy i nigdy nie wiadomo było kiedy wybuchnie i o co mu tak naprawdę chodziło.Po śmierci mamy to ja jako starsza córka przejęłam obowiązki pani domu.Mam młodszą siostrę o 10 lat, więc przejęłam rolę matki dla niej.Wykonywałam wszystkie obowiązki domowe ale i tak zawsze było żle dla ojca.Wydaje mi się z tego co zauważyłam jemu nigdy nie można było dogodzić.Nigdy z jego ust nie usłyszałam słowa proszę, dziękuję, zrobiłaś to dobrze,jestem z ciebie dumny.Wielokrotnie podejmowałam chęć rozmowy na spokojnie ojcem ale zawsze te nasze rozmowy kończyły się nerwami. krzykami,moim płaczem, kłótnią.Teraz w życiu dorosłym nie chcę za często spotykać się z ojcem, mam do niego wielki żal dlaczego tak całe życie postępował i niszczył psychicznie swoją najbliższą rodzinę.Teraz odczuwam skutki takiego traktowania- jestem nerwowa, czasem wybuchowa, podnosi mi się ciśnienie, czerwienie się.Chciałabym z tym walczyć, ale nie wiem jak.Proszę o komentarz w mojej sprawie.

37039 marti30 Kobieta, 36 lat, Elbląg

Odpowiedzi znajdują się poniżej

psycholog Kamila Krocz

psycholog Kamila Krocz

Odpowiedź eksperta

Witam serdecznie,

cieszę się, że zdobyła się Pani na odwagę i opisała swoją historię. Ma Pani rację, twierdząc, że jest ofiarą toksycznego rodzicielstwa. Pani tata przejawiał wiele negatywnych wzorców wychowania – to rodzic władczy, despotyczny, lustrujący, tyranizujący, nękający, stosujący agresję słowną: przeklinanie, wyzywanie, poniżanie, wyśmiewanie, obelgi, obarczanie winą, nie dający prawa do błędu, delegujący do pełnienia różnych ról po śmierci matki, np. narzucający odpowiedzialność za młodszą siostrę i obowiązki domowe, manipulujący dla własnych korzyści. Nic dziwnego, że wychowując się w takich warunkach i okolicznościach, gdzie ojciec był wiecznie niezadowolony, kłócił się z mamą i wszystkimi wokół, poniżał Panią i wyzywał, nigdy nie pochwalił, czuje się teraz Pani nerwowa, spięta. Być może nieświadomie powiela Pani jego zachowania. Niby racjonalnie nie chce być Pani taka jak tata, ale na poziomie nieświadomym ma Pani silny wdruk z dzieciństwa i mimowolnie mogą pojawiać się negatywne schematy reagowania, np. w chwilach stresu czy frustracji. Podejrzewam też, że może mieć Pani zaniżoną samoocenę. Słysząc w dzieciństwie same negatywne komentarze pod swoim adresem, żadnych wzmocnień pozytywnych typu „Jestem z Ciebie dumny”, „Świetnie to zrobiłaś”, mogło utrwalić się u Pani przeświadczenie, że jest Pani do niczego, że nie jest Pani nikim wyjątkowym. Niska i nieadekwatna samoocena również skutecznie może odbierać Pani radość życia, a jest konsekwencją właśnie wadliwego wychowania. Jak sobie radzić? Na pewno nic nie zmieni się z dnia na dzień. Wychowanie to długi proces, który daje skutki na całe życie, więc aby zmienić to, z czego nie jesteśmy zadowoleni, potrzebujemy dużo czasu. Najlepiej, gdyby podjęła Pani psychoterapię, by przepracować własne problemy, spróbować zrozumieć ojca i wybaczyć mu. Obawiam się, że Pani ojciec sam jest bardzo nieszczęśliwym człowiekiem i zawsze takim był. Być może sam ma zaniżoną samoocenę (niewykluczone, że wskutek toksycznego wychowania przez swoich rodziców, a Pani dziadków). Nie lubiąc siebie, nie potrafił lubić/kochać/docenić najbliższych. Zachęcam Panią, by rozważyła Pani udział w psychoterapii.

Pozdrawiam i życzę powodzenia!

27620 psycholog-kamila-krocz Kobieta, 32 lata, Lublin
~Jola5

~Jola5

Kochana, uciekaj jak najdalej od od ojca. Mam 55 lat, w ubiegłym roku pochowałam swojego ojca. ?Yłam jedynaczką, pobudowaliśmy sobie dom obok moich rodziców, na tej samej działce. Miało być tak dobrze, mama pomagająca przy wychowaniu wnuków, wspólne gotowanie, odpoczynek, wzajemna pomoc. Niestety mama zmarła na raka w wieku 50 lat, ja miałam 28. Dom, w którym mieszkali rodzice naleźał kiedyś do babci, mamy mojej mamy, po śmierci córki, babcia zamieszkała z moim ojcem czyli swoim zięciem. Tzn. w domu ale oczywiście osobno. I co się stało, ja prowadziłam dom dla wszystkich, a właściwie dwa domy. Gdy wracałam z pracy wszyscy juź przy stole czekali na obiad. Mój mąż zaczynał w tym czasie działalność gispodarczą, więc sam miał mnóstwo pracy, dawałam radę, babcia była dużym wsparciem, niestety, po kilku latach też zmarła. Przez 25 lat, które minęły od śmierci mamy codziennie przychodził do mnie obiad, a gdy wyjeżdżaliśmy miał na każdy dzień zamroźony posiłek, kaźde święta, grille, i inne uroczystości był u nas. Niestety ciągle słyszałam, że robię coś źle, albo mój mąż. Mimo tego, że całą dzuałkę doprowadziliśmy do kultury, odrodzenie, kostka brukowa, u taty remonty, mąż kupił mu samochód, i tak zawsze było nie tak. Potem miał jakieś urojenia, że mu ukradłam pieniądze, że jestem niewdzięczna, że przeze mnie mama umarła, a on stracił zdrowie. 25 lat usuwałem się, żeby tylko się nie zdnerowawał. Tato w ogrodzie miał pasiekę i całe szczęście lato miał zajęte pracą, było trochę spokoju. W ostatnim roku przed śmiercią sgotował nam istny horror. Ubzdurał sobie, że mój mąż truje mu pszczoły, ja chowam klucze, w domu mu wszystko psuję i chowam. Wzywał na nas policję ( mieszkamy w małej miejscowości więc praktycznie wszyscy się znają), ile wstydu się najadłam, i napłakałam... Napisał do prokuratury na nas, że chcemy go oddać do "domu wariatów", było to po tym, jak zaproponowałam, że pojedziemy do lekarza. Pojechałam sama do psychiatry szukając pomocy dla niego i dla siebie, ale oczywiście bez pacjenta nik nic nie pomoże. Skończyło się tym, że tata dostał zawału, trafił do szpitala, po zalóżeniu stentu, w końcu otrzymałam pomoc, prztszedł psychiatra, stwierdził schizofrenię, przepisywał leki, zmieniał, bo nie mógł trafić w odpiowiednie, raz był za bardzo wyciszony, raz pobudzony. Krzyczał, że jak go wezmę do domu ze szpitala, to zapomni mi te krzywdy, które mu zrobiłam. Po miesiącu został wypisany ze szpitala i skierowany do szpitala psychiatrycznego. Niestety nie było miejsc w szpitalu, więc się umówiliśmy z lekarzem, że zabieramy go do domu i będziemy podawać odpowiednie leki, a gdy będzie gorzej, skontaktujemy się. Po czterech dniach pobytu w domu, (gdzie się awanturował, że nie będzie brał leków, jakoś dzięki cierpiwości mojego męża udawało się jakoś mu je podać) zmarł. Tato był tak słaby, że oboje z mężem musieliśmy mu pomagać przy wszystkich czynnościach. To mój mąż, który tyle się nasłuchał w życiu od niego, że jest złodziejem, niewdzięcznikiem, itd. zmieniał mu pampersy i wycierał tyłek. Oczywiście płakaliśmy po jego śmierci bo to przecież ojciec , ale teraz właściwie dopiero możemy spokojnie żyć. Udało nam się dobrze wychować dzieci, mamy syna i córkę. Oboje skończyli studia, pracują, są porządnymi ludźmi. Szkoda, że tego spokoju nie mogliśmy mieć przedtem. Ja jestem znerwicowana, gdy się zdenerwuję, trzęsą mi się ręce i lecą łzy. Przez wiele lat brałam tabletki uspokajające, żeby jakoś funkcjonować. Moja rada, wyjechać daleko od toksycznych rodziców.

cutiron

cutiron

ja tak bym zrobiła, odcięłabym się od toksycznego ojca i nie chciałabym mieć z nim nic wspólnego.

37543 cutiron Mężczyzna, 33 lata, Olsztyn
~andrzej  sowa

~andrzej sowa

ojciec przypomniał sobie ze ma syna gdy miałem trzynasic lat wtedy to juz był dobry materiał do rónych pracdomowych wczesniej specjalnie sie nie interesował . oczywiscie zainteresowanie kierowane było na to aby ponizac i wykorzystywac w zamian dajac ochłapy. Pewnego razu to bła sobota skoszona trawa lezacąca na łac ojciec kazał mi je przewrócic ja je zacząłem zgrabywac nie wytlumaczł mi jak to to mam robic zaczal mnie kopac i bić . Nigdy mne nie wspierał uwazał ze kazda decyzja podejmowana przeze mnie jest najgorsza. Kiedy zaczalem prace chcialem pójsc do liceum zaocznego al e ojciec uwazał za cos pozbawione sensu

Nina2929

Nina2929

Też bym znacznie ograniczyła kontakt z taką osobą, nawet jeśli jest to Twój ojciec. Masz swoje życie, on nie ma już na nie wpływu. Masz męża, który Cię wspiera. Żyj, ciesz się życiem. :)

59800 nina2929 Kobieta, 26 lat, Zamość