Psycholog

Dziecko, rozwód, kontakty z ojcem

fewa

fewa

Witam serdecznie,
Jestem po rozwodzie wyrok w trakcie uprawomocnienia. Powiedzmy ze dogadalismy sie z mezem ze bedzie widywal sie z dziecmi Maja 4,5 Maks 2,5 w kazda srode odbieral z przedszkola i co 2 parzyste wekendy zabieral dzieci w sobote i niedziele bez nocy. po ok 3 mcach jesli dzieci beda chcialy beda mogly nocowac.
Problem polega na tym ze maz za kazdym razem jak przychodzil po dzieci a przed rozwodem widywal sie z nimi tylko w soboty robil awantury tzn brzydko sie do mnie odzywal byl agresywny, dzieci to widzialy i od dluzszego czasu wcale nie chca chodzic do taty. Nie pomagaja rozmowy ,namowy, maz uwaza ze ja nastawiam dzieci, ze ja sie awanturuje przy nich i wszytko to jest moja wina.Sam sie nie zainteresuje nie zadzwoni w tygodniu a jak slyszy ze dziecko nie chce isc to potrafi sie na nie obrazic. (Wcale mu nie zalezy bo nigdy nie bral czynego udzialu w zyciu rodzinnym, Ja kiedys opisywalam nasza sytuacje nie chce wrcac moze pani pamieta.(
Od zeszlego tyg corka byla chora wypadlo mu widzenie w srode bo syna nie chcoial wziasc samego i weekend tez mu przepadl.Wczoraj corka poszla pierwzy raz do przedszkola syn natomiast jest chory.
Corka juz od rana nie byla chetna do pojscia z tata wiec porosilam zeby nie odbieral jej z przedszkola tylko podjechal pod dom i sie wlasnie zaczelo zaczal mi zarzucac ze mogl ja odebrac to by poszla.ja nie chcialam wsytdu w przedszkolu bo wiem ze Maja wcale by nie chciala isc i tylko niepotzrebny stres dla dziecka. on tego nie rozumie dziecko sie prawie zanosilo, Łkalo a on ja na sile chcial zabierac. Co ja mam robic???Jak rozmawiac z dziecmi albo z nim.

Chcialam dobrze rozmawiam z dziecmi mowia ze nie pojda bo nie, bo tata sie awanturuje to jego wina,
Dodam ze masz mieszka z dziewczyna ktora stawia mu warunki albo ona albo dzieci ale to juz inna historia.
Maja powiedziala ze nie pojdzie bo jest tam justyna i jak jej nie bedzie to tez nie pojdzie,

Ja juz nie wiem co mam robic, jak powiedzialam to chodz wejdziesz na gore zobaczysz sie z Maksem to pow. NIE, moja wina ze dziecko chore, nie umiem sie zajac itp on ma dzis widzenie i zabiera dzieci, A w sadzie mowil ze nie bedzie bral na sile, ze dzieci chca chodzic i nie chca wracac do mnie ale to wszytko nie prawda.

Jeszcze wczesniej widzialam ze probowal dzieci jakos przekupic ale teraz juz to nie pomaga, nawet do sklepu nie chciala z nim isc wcoraj bo mamusia jej kupi i podwaza moj autorytet mowiac np mamusia to ci nie kupi bo...z ironia wszytko.

--

http://www.suwaczki.com/tickers/relg8u69vdj47mfj.png

http://www.suwaczki.com/tickers/f2wlj44j6sfhkz1u.png

http://www.suwaczek.pl/cache/7aa04e103a.png

1158 fewa Kobieta, 35 lat, częstochowa

Odpowiedzi znajdują się poniżej

psycholog Kamila Krocz

psycholog Kamila Krocz

Odpowiedź eksperta

Witam!

Przykro czytać takie rzeczy, gdy ofiarą rozwodu są dzieci. Maks i Maja są mali, ale bardzo wiele rozumieją. Myślę, że jeżeli dzieci same nie chcą odwiedzać taty, w wyznaczone przez sąd terminy, to nie można ich do tego zmuszać. Być może faktycznie w domu byłego męża dzieje się coś, co sprawia, że maluchy czują się tam po prostu źle. Może nie lubią nowej partnerki taty. Nie wiem, co jest powodem, ale nie ma sensu zmuszać dziecka, by wracało z przedszkola z ojcem, kiedy ono wyraźnie tego nie chce, płacze, awanturuje się. Pani dzieci widzą, że mama nie mieszka z tatą, że tata jest z Justyną – nową dziewczyną, że jest to „weekendowy” tata, który nie angażuje się na bieżąco w ich dziecięce sprawy, że Pani nie lubi taty, bo na Panią krzyczy itp. Kontakty ojca z dziećmi można „renegocjować” w sądzie. Być może Pani dzieci potrzebują czasu, by oswoić się z nową sytuacją, kiedy to tata odbiera je z przedszkola i zabiera co drugi weekend do siebie. Na pewno nie warto ograniczać ojcu i maluchom prawa do spotkań. Tata to tata. Nie zastąpi go Pani, chociaż mogłaby być najlepszą mamą pod słońcem. Osobiście myślę, że tu nie chodzi tyle o dzieci, co o konflikt między Panią a byłym mężem. Możliwe, że mąż wykorzystuje dzieci w walce z Panią, mówi o Pani nieprzyjemne rzeczy, wypowiada się o Pani w ironiczny sposób w obecności maluchów, chce zdyskredytować Panią w oczach dzieci. Tego czynić nie wolno. Ani Pani nie powinna mówić źle o ojcu dzieciom, ani Pani mężowi nie wolno mówić źle o Pani jako matce. Pani i były mąż przestaliście być dla siebie ważni, nie jesteście małżeństwem, ale na zawsze łączy Was to, że jesteście rodzicami Mai i Maksa i to o nich powinniście pamiętać. Uważam, że powinna Pani porozmawiać spokojnie z byłym mężem, bez obecności dzieci, by powiedzieć mu o tym, by nie naciskał na spotkania. Może uda Wam się dla dobra maluchów odbyć kilka spotkań, w których będzie mogła Pani również uczestniczyć. To, że ojciec ma „widzenie” z dziećmi nie oznacza, że Pani w tych spotkaniach nie może uczestniczyć. Może wówczas maluchy chętniej szłyby na spotkania z tatą? Proszę pamiętać, że sąd zasądził możliwość spotkań, ale nie jest to jakiś sztywny harmonogram, który musicie wypełniać. Wiadomo, że życie toczy się różnie, dziecko może zachorować, co miało miejsce ostatnio, coś się wydarzy nieprzewidzianego i ojciec dzieci nie będzie mógł ich zabrać do siebie. Jesteście rodzicami i powinniście potrafić dogadać się między sobą dla dobra maluchów. Skoro jakieś spotkanie z dziećmi wypadło, ojciec może zabrać maluchy w inny dzień, ale one muszą tego chcieć. Nie można szarpać dzieckiem, ciągnąć go za rękaw i krzyczeć: „Chodź do taty, bo dziś mamy dzień na spotkanie”. Tak nie można. Dziecko to nie przedmiot, to podmiot. Maks i Maja mają uczucia, emocje, przeżywają to wszystko bardzo mocno, chociaż mogą tego nie pokazywać. Nie można być ignorantem i lekceważyć ich reakcji emocjonalnych, płaczu, słów, komentarzy. Ich zdanie powinno liczyć się przede wszystkim. Może warto, by z taką opinią zapoznał się Pani były mąż. Niech ojciec nie rezygnuje ze spotkań z maluchami, stara się być obecny w ich życiu, przychodzi na przedszkolne akademie, uczestniczy w ich zabawach urodzinowych, ale nic na siłę. Myślę, że dzieci potrzebują czasu i może z czasem właśnie same będą zabiegać o kontakt z tatą. Powoli, nic na siłę.

Pozdrawiam i życzę owocnej rozmowy z byłym mężem!

27620 psycholog-kamila-krocz Kobieta, 33 lata, Lublin
fewa

fewa

Dziekuje bardzo za odpowiedz, Problem w tym ze z bylym mezem nie da sie naprawde porozmawiac bo odrazu jest atak w moja strone i twierdzi ze to dzieci decyduja a ja powinnam je zmusic.A za chwile przeczy swoim slowom ze nie bedzie ich zmuszal.I tak oto dzis rano napisal sms czy ida czy nie bo nie bedzie przyjezdzal. Wiec chyba czeka mnie jakas kolejna sprawa w sadzie. Pozatym tez bym byla za tym zeby uczestniczyc przez jakis czas w jego widzeniach czy isc na spacer z nimi czy zeby on przyszedl do nas do domu ale on nie chce.

No nic sprobuje a jesli sie nie uda to ja nic nie poradze.

--

http://www.suwaczki.com/tickers/relg8u69vdj47mfj.png

http://www.suwaczki.com/tickers/f2wlj44j6sfhkz1u.png

http://www.suwaczek.pl/cache/7aa04e103a.png

1158 fewa Kobieta, 35 lat, częstochowa
psycholog Kamila Krocz

psycholog Kamila Krocz

Odpowiedź eksperta

fewa, domyślam się, że porozumienie się z byłym mężem nie jest łatwą sprawą, bo każda próba rozmowy z Twojej strony kończy się kłótnią i atakiem Twojego byłego męża. Pamiętaj jednak, że nie możesz zmuszać do czegokolwiek swoje dzieci. Jeśli nie chcą iść na spotkanie z tatą albo do przedszkola, to trzeba ustalić powody, dla których nie chcą tam iść, a nie ich zmuszać. Mam nadzieję, że Twój mąż zrozumie, że najważniejsze jest dobro dzieci i dla ich dobra właśnie zdołacie się porozumieć, czy to w kwestii widzeń, czy to w kwestii odbioru z przedszkola, czy w kwestii wspólnych spacerów, w których mogłabyś również uczestniczyć. Trzymam kciuki i życzę powodzenia!

27620 psycholog-kamila-krocz Kobieta, 33 lata, Lublin
~kassss

~kassss

Ja jestem ojcem i niedawno rozwodziłem się z żoną . Starałem się o wizyty z dzieckiem co drugi weekend, było ciężko bo żona zrobiła ze mnie potwora.. Kumpel polecił mi adwokata z Warszawy http://bedelek.pl/ i gdyby nie on to bym nie wygrał :) Dzięki niemu syn jest u mnie co drugii weekend na 2 dni :)

psycholog Kamila Krocz

psycholog Kamila Krocz

Odpowiedź eksperta

kassss, gratuluję, że udało Cię się zawalczyć o prawo do spotkań z dzieckiem, ale jednocześnie jest mi przykro, że za konflikty okołorozwodowe najwięcej zazwyczaj płacą niczemu niewinne dzieci... Przykre to jest bardzo, że dorośli nie potrafią się ze sobą porozumieć i ranią (świadomie/nieświadomie) swoje pociechy.

27620 psycholog-kamila-krocz Kobieta, 33 lata, Lublin
~1zona

~1zona

Jestem przed pierwszą sprawą rozwodową. Mam z Mężem dwóch chłopców 4 i 3 latka. Mąż zgodził się na rozwód z orzeczeniem o winie i ograniczenie praw aby dzieci mieszkały ze mną. Domaga się jednak aby mieć dzieci przez cały miesiąc wakacji i tydzień ferii oraz co drugi weekend u siebie (mieszkamy w tym samym mieście). Nie staram się ograniczać kontaktów Taty z dziećmi. Może je zabierać i odwozić do przedszkola. Gdy odprowadza dzieci również pozwalam Mu je wykąpać i położyć do snu.

Mam jednak zastrzeżenia co do nocowania dzieci u Taty... Chłopcy są jeszcze mali... wielu rzeczy nie rozumieją - boję się, że takie "zmienianie domków" może spowodować u nich nieprawidłowy rozwój w przyszłości. Chciałabym zapewnić im stabilność, poczucie bezpieczeństwa i świadomość, że TU jest ich dom - miejsce do którego wraca się noc. Cała ta sytuacja z rozwodem i fakt, że Mąż nie mieszka w domu i tak wiele ich kosztował - jak każde dziecko z rozbitej rodziny.

Nie mam nic przeciwko ich wspólnemu wyjazdowi na wakacje, czy do Teściowej - chce tylko, żeby miały świadomość tego gdzie jest ich dom. Mój Mąż wychodzi z założenia, że skoro się rozwodzimy to dzieci będą miały dwa domki. Nie potrafię się z tym pogodzić. Boję się, że może dojść do sytuacji, że tych domków będzie więcej (w ciągu roku Damian zmieniał pracę 4 razy).

Płaci mi szczątkowe alimenty w wysokości 400 zł łącznie na obu chłopców. Wymigał się z wspólnego kredytu - ja płacę całą ratę bo mieszkam w tym mieszkaniu. Jednym słowem w moich oczach jest człowiekiem kompletnie nieodpowiedzialnym. Jak coś zaczyna być niewygodne to rzuca co w kąt twierdząc przy tym że Go na to nie stać i że "przecież nerki sobie nie wytnie" - i na tym się jego zobowiązania kończą.

Boję się jeszcze jednej rzeczy. Bo skoro to ja zostałam sama ze wszystkimi naszymi "wspólnymi zobowiązaniami" - rata, czynsz, opieka medyczna, opłaty za przedszkola - nie mogę sobie pozwolić na to, żeby powiedzieć w banku, czy przedszkolu: "Pani wybaczy, nie stać mnie, w tym m-cu nie zapłacę." z Dziećmi widzę się rzadko bo od rana do wieczora z sobotami włącznie pracuję by mieć za co żyć. Do tego mam - jak każda matka: pranie prasowanie sprzątanie w domu, zakupy. Tymczasem Mój Mąż zabiera chłopców z przedszkola i ma możliwość poświęcić im 100% czasu. Za pół roku mogę usłyszeć: "mamo ja chce do Taty, On ma dla nas więcej czasu i się z nami bawi". Będzie dobry Tatuś i mama jędza. Jestem już tym wszystkim bardzo zmęczona - chłopaki budzą się w nocy, często wstaję po 4 lub 5 razy. Nie śpię, nie jem i wstyd mi, że cały czas muszę prosić o pomoc rodziców.

Łatwo jest powiedzieć że "przecież mam prawo widzieć się z dziećmi!". Szkoda tylko, że Tatusiowie (choć nie chcę uogólniać, aby nikogo takim stwierdzeniem nie skrzywdzić) czasami zapominają o tym, że prócz prawa są jeszcze obowiązki... i że posiadanie dziecka nie ogranicza się tylko do odbierania go z przedszkola i wspólnym spędzaniem czasu - choć to też jest ważne.

Jestem rozbita tą sytuacją i pełna obaw. Co mam zrobić?

psycholog Kamila Krocz

psycholog Kamila Krocz

Odpowiedź eksperta

1zona, Twoja sytuacja jest rzeczywiście bardzo trudna i chyba niestety bez postarania się o pomoc i wsparcie z zewnątrz, możesz na dłuższą metę nie dać rady. Faktycznie masz wiele na głowie - praca, konieczność spłacania kredytu, obowiązki domowe... Myślę, że pomoc dziadków jest wręcz nieodzowna, bo funkcjonując w ten sposób, możesz szybko się wyeksploatować. Rozumiem Twoje obawy dotyczące tego, czy chłopcy będą się prawidłowo rozwijać, mieszkając w dwóch domach - u mamy i czasem u taty. Niestety, takie konsekwencje rodzi rozstanie i skoro deklarujesz, że nie chcesz ograniczać kontaktu z tatą, to musisz to zaakceptować. Istnieje jeszcze opcja, by zaproponować ojcu dzieci, by czas przeznaczony na spotkania z synami spędzał w Twoim mieszkaniu (wracał na noc do swojego domu, a potem znowu rano przyjeżdżał do synów). Obawiam się jednak, że logistycznie może Wam być trudno to rozwiązać, a poza tym ojciec dzieci może najzwyczajniej w świecie się na to nie zgodzić. Mam nadzieję, że z czasem wszyscy przyzwyczaicie się do zmian wynikających z rozwodu, chociaż zdaję sobie sprawę, jakie to teraz jest trudne. Napisałaś, że mąż jest/był nieodpowiedzialny - zapewne też m.in. z tego powodu doszło do rozwodu, więc teraz trudno wymagać, że po rozstaniu nagle dojrzeje, zrozumie, będzie się bardziej starał. Dla niego pewnie ta sytuacja jest wygodna - zapłaci 400 zł na synów, zabierze ich do siebie od czasu do czasu i czuje, że zrobił "co trzeba". A Ty jako mama zostajesz sama z całą "prozą życia". Koniecznie pomyśl o zorganizowaniu dla siebie jakiejś pomocy, by nie przepłacić tego wszystkiego własnym zdrowiem. Pozdrawiam i życzę powodzenia!

27620 psycholog-kamila-krocz Kobieta, 33 lata, Lublin
~mama julci i alanka

~mama julci i alanka

Witam wszystkich prosze o pomoc eksperta bo nie wiem co robić. Jestem z mężem cztery lata i ponad rok po ślubie. Mamy dwoje dzieci julcie rok i osiem dziewięć miesięcy alanka poł roku. Miedzy mná a moim mężem nie jest dobrze ja mam 20 lat on 28 ja sie ucze on jest mechanikiem samochodowym. Strasznie męczy mnie to małżeństwo ciągle slysze od niego że nic nie robie nie daje pieniędzy na życie nie nadaje sie do niczego on i jego rodzina ubliźaja mi wyzywaja mnie niszczą mnie psychicznie. Maż ma założona niebieska karte gdy po pijanemu mnie pobił. Nie raz uniusł już na mnie ręke. Nie można z nim o niczym pogadać. Jak powiedziałam że odchodze to powiedzial nareszcie spierda....! Problem w tym że ja nie mam gdzie isć z dziećmi. On ma nademną przewagè. I mimo tego bardzo go kocham nie wiem czy dam rade odejsć od niego. Prosze o pomoc bo sie wykończe. Ratunku:(

psycholog Kamila Krocz

psycholog Kamila Krocz

Odpowiedź eksperta

Witaj mamo julci i alanka!

Z tego, co Pani napisała, wynika, że decyzja co do rozstania już zapadła, tylko brakuje odwagi, by ją zrealizować. Wiele kobiet, które pozostają w związkach przemocowych, chce się uwolnić z toksycznego małżeństwa, ale obawiają się, jak sobie poradzą, gdzie pójdą, gdzie zamieszkają, skąd wezmą pieniądze. Są uzależnione finansowo od partnera-tyrana, który często pije i bije, ale nie odchodzą z powodu braku lokum czy pieniędzy. I tak związek przemoc owy trwa i trwa, a kobieta doświadcza coraz to gorszych konsekwencji agresji w związku, nie wspominając już o tym, co przeżywają dzieci wychowujące się w takiej rodzinie.

Pani związek małżeński jest bardzo toksyczny – z jednej strony mąż, który Panią niszczy psychicznie, poniża, wyzywa, krzyczy, zastrasza, bije po pijanemu, a z drugiej strony teściowie, którzy wspierają syna w agresji i dodatkowo Panią poniżają. Przemoc psychiczna, emocjonalna, fizyczna – nic dziwnego, że nie chce Pani trwać w takiej relacji i pragnie odejść od męża. Dobrze, że mąż ma założoną Niebieską Kartę. Warto, by zbierała Pani wszystkie dowody agresji męża (obdukcje lekarskie, nagrania, że mąż Panią poniża i wyzywa, zeznania świadków – sąsiadów, przyjaciół, którzy wstawią się za Panią). To mogą być pomocne dowody w ewentualnej sprawie rozwodowej. Rozumiem, że się Pani boi i ma Pani wiele wątpliwości, ale proszę pamiętać, że może Pani szukać dla siebie wsparcia, np. w Ogólnopolskim Pogotowiu dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia”, na policji, prokuratorze, w pomocy społecznej itd. Odsyłam też do strony: http://www.niebieskalinia.pl/pomoc/gdzie-szukac-pomocy#POGOTOWIE. Tam znajdzie Pani bardziej szczegółowe informacje i namiary na konkretną pomoc.

Pozdrawiam i życzę powodzenia!

27620 psycholog-kamila-krocz Kobieta, 33 lata, Lublin
~mama julci i alanka

~mama julci i alanka

A co z dziecmi on straszy mnie ze mi je zabierze boje sie tego bo kocham je nad życie nie nwyobrażam sobie ze moglo by ich przy mnie nie byc. A jak wiadomo jestem mloda matka uczącą sie w tym roku pisze mature chce isc dalej na kurs kosmetyczny. Teraz gdy jestem w szkole dziecmi zajmuje sie tesciowa jak odejde pomoc sie skonczy moja mama pracuje ojciec ma nowa rodzine więc mi nie pomoze. A zalezy mi zeby to szkole skonczyc nie dla siebie ale dla dzieci zeby one mialy dobrze. Nie chce stracic dzieci ale chce kontynuowac nauke. Co z alimentami ile mi sie nalerzy i czy na mnie tez maz moze placic alimenty.pozdrawiam