Psycholog

Pomocy - utrzymywanie przez męża

katarzyna1234

katarzyna1234

Witam!
Mam problem ale nie wiem gdzie się zgłosić.Otóż chodzi mi o mojego męża który utrzymuje mnie i naszą córkę ale obawiam się że zaczyna to zaniedbywać.Czy mogę znaleźć gdzieś pomoc i czy skoro zobowiązał się do utrzymywania nas to czy może tak poprostu przestać utrzymywać mimo że jesteśmy małżeństwem?

26634 katarzyna1234 Kobieta, 32 lata, mińsk mazowiecki

Odpowiedzi znajdują się poniżej

psycholog Kamila Krocz

psycholog Kamila Krocz

Odpowiedź eksperta

Witaj katarzyna1234!

Jeśli chodzi o budżet domowy i o to, kto pracuje, kto kogo utrzymuje, to jest zawsze sprawa negocjacji między partnerami. Nigdzie nie ma żadnego zapisu prawnego, że mąż musi utrzymywać żonę i dzieci. Jest taka norma społeczna, że facet powinien zadbać finansowo o rodzinę, ale nie ma takiego przymusu. W tradycyjnych rodzinach dominuje zazwyczaj model: mężczyzna pracuje i zarabia na utrzymanie rodziny, a kobieta zajmuje się domem i wychowaniem dzieci. Być może takie ustalenia były u Państwa w rodzinie, że Pani zajmuje się domem i córeczką, nie pracując zawodowo, natomiast mąż pracuje i ma utrzymać rodzinę. Proszę jednak pamiętać, że pewne ustalenia, które zapadły na początku związku, mogą podlegać renegocjacji, bo przecież sytuacja rodzinna czy zawodowa Pani męża może się w każdym momencie zmienić, np. mąż może stracić pracę, z racji kryzysu może mniej zarabiać, Pani może zajść w ciążę, powiększy się Wasza rodzina i wzrosną potrzeby finansowe, zatem jedna osoba może nie zdołać utrzymać całej rodziny z jednej pensji i będzie konieczność przynajmniej czasowego podjęcia pracy przez kobietę. Napisała Pani, że obawia się, że mąż przestał dotrzymywać zobowiązań i nie utrzymuje Pani ani córeczki. Co to znaczy? Że nie pracuje? Nie przynosi pieniędzy do domu? Roztrwania te pieniądze? Może po prostu mniej zarabia, bo pracodawca z racji kryzysu obciął mu pensję? Może ma mniej zleceń w pracy? Może stracił pracę, ale boi się Pani o tym powiedzieć, bo obawia się Pani reakcji? Może warto byłoby z mężem porozmawiać uczciwie w cztery oczy i zapytać, co się dzieje? Nie wiem, ile lat ma Pani córeczka, ale jeżeli jest w wieku przedszkolnym, to może warto by Pani pomyślała o podjęciu pracy, by podreperować budżet domowy i co istotne, trochę uniezależnić się finansowo od męża?

Proszę zwrócić uwagę, że specyfika rozwoju społecznego kobiet i mężczyzn trochę się od siebie różni z racji pełnienia w okresie dorosłym odmiennych ról społecznych. Od dorosłego mężczyzny tradycyjnie oczekuje się założenia rodziny, dbania o nią i zapewnienia jej odpowiedniego poziomu egzystencji. Stąd też aktywność mężczyzny skierowana jest na znalezienie właściwej, dochodowej pracy. Gratyfikacja pieniężna to jednak nie jedyny powód, dla którego mężczyźni pracują. Praca to dla nich również źródło samorealizacji, satysfakcji. Obecnie coraz częściej spotykany jest model rodziny, w którym zarówno kobieta i mężczyzna angażują się w życie rodzinne, w opiekę i wychowanie dzieci, oraz oboje pracują zawodowo. Jednak tylko kobiety zastanawiają się nad dylematem: praca zawodowa czy obowiązki związane z macierzyństwem? Bieg życia kobiet wyznaczany jest przez zdarzenia rodzinne, jak ciąża, poród, połóg, opieka nad dziećmi czy prowadzenie domu. Najczęściej za względu na te obowiązki, przynajmniej czasowo, kobieta wycofuje się z pracy zawodowej. Kobieta może jednak przyjąć różne style życia, jeśli chodzi o próbę pogodzenia pracy z wychowaniem dzieci. Może podjąć wzorzec kariery domowej, czyli zaraz po ukończeniu szkoły wychodzi za mąż i poświęca się całkowicie życiu rodzinnemu i domowemu. Być może taki model funkcjonuje w Państwa rodzinie. Pani zajmuje się domem/dzieckiem, a mąż zarabia na rodzinę? Jest też wzorzec kariery konwencjonalnej, kiedy kobieta pracuje zawodowo przed zamążpójściem, a następnie podejmuje wyłącznie obowiązki domowe i rodzinne. Coraz częściej dominuje model dwutorowej kariery rodzinno-zawodowej (ze względu na to, że kobiety chcą być niezależne finansowo od partnera, ze względu na kiepską sytuację ekonomiczną rodziny, gdyż mąż nie byłby w stanie sam jeden utrzymać całej rodziny itp.), gdy kobieta po zdobyciu wykształcenia wychodzi za mąż i kontynuuje pracę zawodową, prowadząc jednocześnie dom i wypełniając obowiązki macierzyńskie. Jest też wzorzec kariery przerywanej – okres pracy zawodowej i pracy wyłącznie domowej wzajemnie się przeplatają w zależności od wieku dzieci i potrzeb finansowych rodziny. Nawet jeżeli mąż zobowiązał się do tego, że będzie utrzymywał Panią i córeczkę, a Pani nie będzie pracować, to przecież czasami te ustalenia trzeba renegocjować, bo sytuacja rodzinna może ulec zmianie. Nie wiem, co jest przyczyną tego, że mąż zaniedbuje zobowiązania co do utrzymywania rodziny. Najlepiej byłoby, gdyby Pani o tym spokojnie porozmawiała z mężem. Zapytała Pani, czy mąż może tak po prostu przestać Was utrzymywać, mimo że jesteście małżeństwem. Może. Nie ma prawa, które stanowiłoby, że mąż musi utrzymywać finansowo rodzinę. Powtarzam – to jest tylko norma społeczna. Jeśli nie wystarcza Pani pieniędzy albo mąż nie zarabia, sama może Pani podjąć pracę i zacząć się utrzymywać. Nawet po rozstaniu zwykle jest tak, że sąd nakazuje płacić mężczyźnie alimenty na dziecko (jeśli te zostaje przy matce), ale na żonę alimentów mąż płacić nie musi.

Ufam, że po rozmowie z mężem wszystko się wyjaśni i będzie Pani wiedziała, co jest powodem tego, że mąż zaniedbuje finansowo rodzinę. Jeżeli Państwa sytuacja finansowa jest trudna, może Pani szukać pomocy w MOPS-ie (Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej).

Pozdrawiam i życzę powodzenia!

27620 psycholog-kamila-krocz Kobieta, 31 lat, Lublin
katarzyna1234

katarzyna1234

Witam!Niestety moja córka ma 19ście miesięcy więc nie jestem w stanie podjąć pracy ponieważ nie mam z kim zostawić dziecka.Moja mama (u której mieszkamy) idzie niedługo na emeryturę więc planujemy żeby moje dziecko poszło do przedszkola od 3lat wtedy babcia będzie ją zaprowadzać a ja wtedy dopiero będę mogła podjąć pracę ale do tego czasu niestety jestem uziemiona:(Oczywiście kombinowałam żeby może podjąć jakąś dorywczą pracę ale niestety jak zwykle moi rodzice są na "nie" a bez ich pomocy niestety nie mam co szukać pracy.Jak to mama powiedziała: "siedź na dupie".Ok z jednej str rozumiem ale to nie im brakuje kasy i to nie oni dostają bzika w domu a ja mam wrażenie że mój mąż mnie okłamuje co do pieniędzy no i daje mi część wypłaty i ma resztę w du... czy mi starczy do końca miesiąca czy nie.Pożyczać też jest łatwo ale potem ciężko oddać...Ma pani rację że mój mąż zapewne stwierdził iż on będzie pracował a ja będę wychowywać dziecko i zajmować się domem tylko że mam wrażenie że on właśnie na to liczy że ja będę uzależniona od niego i nigdy nie odejdę od niego mimo tego co by nie zrobił i jakby mnie nie traktował.A ja nie chce żeby on mnie traktował jak idiotkę okłamywał mnie i myślał że jestem naiwna.Nie dość że mój ojciec znęca się psychicznie nade mną to jeszcze i mąż traktuje mnie jak swoją własność.Już nerwowo nie wytrzymuje moja psychika wisi na jednym włosku i jestem tak rozdrażniona że łatwo mnie wyprowadzić z równowagi.A co gorsza czasami nachodzą mnie myśli że najlepiej by było jakby mnie w ogóle nie było na tym świecie.Co do dziecka też mam "ale" ponieważ tylko ja się nią zajmuję mimo tego żę mój mąż jest w domu po godz 17stej.Nie przebiera jej nie spędza z nią czasu nie karmi nawet jak jestem po wizycie u lekarza to nie pyta się jak tam co powiedziała doktor i czy mam kase na leki no po prostu nie interesuje się nią ale jak dziadki (męża rodzice) chcą zobaczyć wnusie to wtedy zauważa że ma dziecko i chce ją zabrać do dziadków ale żebym to ja z nimi jechała i się nią zajmowała.Nawet ostatnio wypomniał mi że ja chodzę na aerobik no dosłownie nie mam chwili wolnej od dziecka tylko tyle co moja mama ją weźnie na górę ale to na jakiś czas no i też nie chce aż tak często mamie podrzucać dziecka.Wspomnę że mój mąż ma córkę 13letnią z poprzedniego małżeństwa którą widuje co 2tydz właśnie u swoich rodziców.Ostatnio będąc u teściów dowiedziałam się że kupił pod choinkę swojej 13letniej córce lampkę o której ja nic nie wiedziałam a naszej córce nic nie kupił.Dlatego też przestałam jeździć i kontaktować się z tą rodziną (bo jego rodzice oczywiście są po jego stronie) ale na samą myśl o tym robi mi się przykro i mam wrażenie że on nie chce naszego wspólnego dziecka.Ale to przecież może wziąść rozwód i poświęcić swoje życie tamtej córce.Tak naprawdę nie rozumiem postępowania mojego męża a każda rozmowa kończy się kłótnią albo wypominaniem albo po prostu niknięciem odpowiedzi tak jak wczoraj wrócił późnym wieczorem do domu a gdy chciałam się dowiedzieć gdzie był nie wiedział co powiedzieć i zaczął się denerwować i grac na moich nerwach.Ja jestem honorowa dlatego też nie mam zamiaru mu wciskać dziecka na przymus.Co do pracy męża to nie zarabia kokosów a na dodatek jego praca odbija się na psychice bo przyjeżdża zdenerwowany do domu i wyżywa się na mnie i na meblach które oczywiście nie są jego...Proponowałam mu zmianę pracy ale on idzie w zaparte tłumacząc się tym że tu jesteśmy ubezpieczeni ech...Dlatego też pracuje dorywczo (czasami) no ale jak już wspomniałam mam podejrzenia że mnie oszukuje co do pieniędzy.Tak samo jak przy rozliczeniu za cały rok wziął dużo mniej niż powinien a gdy powiedziałam żeby złożył korekte to powiedział że nie będzie tam jeździł.No skoro nie chciał wziąść więcej kasy ubiegać się o swoje to coś jest nie tak...Pozatym moja mam jest księgową więc sama stwierdziła że zrobił przekręt...Już sama nie wiem co mam robić czy poczekać jeszcze czy może złożyć wniosek o separację bo nie chcę żeby mój mąż myślał że na wieki jestem uzależniona od niego.A może psycholog?Może pani zna jakiegoś darmowego psychologa?Proszę o pomoc bo sama już nie wiem jak mam sobie poradzić...

26634 katarzyna1234 Kobieta, 32 lata, mińsk mazowiecki
psycholog Kamila Krocz

psycholog Kamila Krocz

Odpowiedź eksperta

Witam serdecznie!

Zatem u Pani w rodzinie nie tylko chodzi o kwestie finansowe, ale również, a może przede wszystkim o kiepskie relacje z mężem. W Państwa związku szwankuje komunikacja, dlatego trudno Wam się porozumieć w różnych sprawach – sprawach dotyczących pieniędzy, sprawach dotyczących opieki nad córeczką itd. Rozumiem, że jeżeli córeczka ma 19 miesięcy, to trudno Pani być aktywną zawodowo. To zrozumiałe. Teraz mała jest najważniejsza i jej wychowanie. Dobrze, że przynajmniej może liczyć Pani na wsparcie swoich rodziców, chociaż zdaję sobie sprawę, że nie chce Pani nadużywać ich pomocy. Co do kwestii finansowych w Państwa rodzinie, to musi Pani koniecznie porozmawiać na ten temat z mężem. Pisze Pani o tym, że ma wrażenie, że mąż Panią okłamuje co do pieniędzy. Skąd takie wrażenia? Nie może Pani opierać się w rozmowie z mężem jedynie na domysłach, bo wiadomo, że Pani mąż może poczuć się atakowany i posądzany przez Panią o nieuczciwość, a to będzie rodziło jedynie spięcia. Poza tym, Państwa sytuacja jest też o tyle trudna, że Pani mąż ma starszą córkę z pierwszego związku i wobec niej ma również zobowiązania finansowe. Na pewno część pieniędzy z wypłaty jest przeznaczona na starszą córkę. Teraz pytanie, ile tych pieniędzy trafia do starszej córki, a ile zostaje dla Pani i Waszej córeczki. Nie wnikam w rozliczenia i to, czy Pani mąż dopuścił się jakichś przekrętów czy nie. Nie znam okoliczności, nie znam się na sprawach księgowych, więc tego nie komentuję. Pani jednak powinna razem z mężem porozmawiać o kwestiach finansowych. W ogóle jestem zwolenniczką tego, by finanse w rodzinie były jawne, tzn. by żona miała świadomość, ile zarabia mąż, a mąż wiedział, jakie dochody ma żona. To nie znaczy, że można bez konsultacji korzystać z pieniędzy partnera, ale świadomość, jaki jest budżet domowy na pewno wszystkim wyszedłby na zdrowie i moglibyście Państwo racjonalnie ustalać swoje wydatki. Gdyby Pani wiedziała, ile mąż w danym miesiącu zarobił, ile z tego poszło na starszą córkę, ile z tych pieniędzy przeznacza na opłaty stałe, ile na swoje własne potrzeby, a ile zostaje na potrzeby rodziny, czyli dla Pani i córeczki, wtedy mielibyście jasność, jak wygląda Wasza rodzinna sytuacja finansowa, a Pani przestałaby snuć domysły, czy mąż nie oszukuje w sprawie pieniędzy. Jeżeli okazałoby się, że faktycznie mąż zarabia zbyt mało, jeśli chodzi o Wasze oczekiwania i potrzeby finansowe, wówczas mogłaby Pani przedsięwziąć jakieś kroki, by trochę podreperować budżet (np. tele-praca), gdy już córeczka będzie mogła zostać z babcią (Pani mamą) albo gdy będzie można ją zapisać do przedszkola.

Z Pani listu przebija taki ton, jakby nie była Pani zadowolona ze swojego małżeństwa. Pisze Pani o tym, że mąż oczekuje, że Pani poświęci się domowi i wychowaniu córki, gdy tymczasem Pani ma chyba trochę inny plan na swoje życie. Napisała Pani o tym, że jest nerwowa, że łatwo Panią wyprowadzić z równowagi, że ma Pani pesymistyczne myśli i kiepski nastrój. Widać, że sytuacja rodzinna wiele Panią kosztuje. Pani mąż nie angażuje się w wychowanie i opiekę nad córeczką. Do tego dochodzi chyba Pani zazdrość o to, że mąż poświęca więcej czasu i uwagi starszej córce z pierwszego małżeństwa. Nie wiem, czy jest rzeczywiście tak, jak Pani pisze, że mąż zdecydowanie bardziej poświęca czas starszej córce i na niej koncentruje swoją uwagę, a Waszą córeczkę ignoruje. Być może nie do końca Pani obiektywnie ocenia sytuację. Proszę pamiętać, że starsza córka również potrzebuje ojca. Ona nie jest niczemu winna. Pani mąż powinien jednak racjonalnie podzielić czas dla obu córek – i starszej, i młodszej. Napisała Pani, że jest honorowa. Czasami lepiej schować honor do kieszeni. To nie pomaga w dogadaniu się. Może zamiast zerwania kontaktu z rodziną męża i z teściami, lepiej byłoby zadbać o to, by obie córki męża się ze sobą poznały, zintegrowały? Są przecież dla siebie przyrodnim rodzeństwem i warto zadbać o dobre kontakty między nimi. Może Pani byłoby też łatwiej zaakceptować córkę męża z pierwszego małżeństwa, bo dostrzegam, że ma Pani chyba z tym kłopot. Ta dziewczynka nie jest na pewno przeciwko Pani. Proszę pamiętać, że dla 13-latki sytuacja, w której tata wiąże się z nową kobietą i ma z nią dziecko, też jest bardzo trudna. Chyba Pani zdawała sobie sprawę, wiążąc się ze swoim mężem, że miał on już rodzinę i dziecko, dlatego mogła się Pani domyślać, jakiego typu trudności mogą się pojawić. Czy separacja i rozwód to dobre rozwiązanie? Nie wiem. Jeżeli nie zależy Państwu na Waszym małżeństwie, to pewnie tak. Myślę jednak, że nie warto się poddawać i zaprzepaszczać wszystkiego walkowerem. Może warto byłoby podjąć terapię małżeńską i popracować nad komunikacją? Zamiast zarzutów w stylu: „Mam wrażenie, że oszukujesz mnie co do finansów. Mam wrażenie, że faworyzujesz starszą córkę, a naszą córeczką w ogóle się nie zajmujesz”, lepiej mówić o swoich odczuciach, np.: „Przykro mi, kiedy dowiaduję się, że kupiłeś prezent pod choinkę starszej córce, a naszej córeczce nie kupiłeś nawet małej zabawki” albo „Czy masz jakieś problemy finansowe, bo zauważyłam, że coraz trudniej przeżyć nam do końca miesiąca? Czy cos się stało w pracy? Mniej zarabiasz? Może jest coś, o czym boisz mi się powiedzieć?”. Myślę, że rozmawiając w ten sposób, łatwiej byłoby się Państwu porozumieć, niż tylko obrzucać się wzajemnie pretensjami albo honorowo milczeć. Pomocy mogłaby Pani poszukać też w PCPR-ze (Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie). W tego typu placówkach pracują psychologowie, z którymi można się skonsultować (darmowo). Oni podpowiedzą Pani, gdzie może Pani szukać wsparcia psychologicznego czy też finansowego. Może tam dowie się Pani, gdzie mogłaby Pani skorzystać z usług darmowego psychologa.

Pozdrawiam i życzę powodzenia!

27620 psycholog-kamila-krocz Kobieta, 31 lat, Lublin
katarzyna1234

katarzyna1234

Witam!

Dziękuję za poradę na pewno skorzystam z pani porady ale chciałam jeszcze sprostować kilka rzeczy które pani napisała.Otóż ja nie mam dowodów na to że on mnie okłamuje więc nic mu nie udowodnię dlatego też to są tylko moje podejrzenia a podejrzewam go o to bo już nie raz mnie okłamał co do finansów i też w innych kwestiach.Pozatym on zarzuca mi że ja go zdradzam bo nie chce się z nim kochać więc on tez ma jakieś bezpodstawne podejrzenia.A tak na marginesie to chyba razem z naszym dzieckiem bym niby miała się spotykać z kochankiem. Rozmawiałam już nie raz z mężem na temat jego dochodów i wszystko jest jasne.Co prawda nie przynosi co miesiąc pasków ale alimenty mu odliczają od razu w pracy więc to co przyjdzie na konto jest dla nas z tym że jak już wspomniałam on dorabia dorywczo i z tych dorywczych mam wrażenie że mnie okłamuje i z innych dodatkowych pieniędzy które otrzymuje bez żadnego pokwitowania typu zapomoga wczasy czy też właśnie coroczne rozliczenia.Ma pani racje że nasz budżet jest mały na nasze potrzeby ale ja nic nie mogę zrobić w tej kwestii a mojego męża mam wrażenie że nie obchodzi to czy ja mam na coś kase że liczy się dla niego tylko to na co on potrzebuje kase.Daje mi co miesiąc pieniądze i resztę go nie obchodzi.
Czy nie jestem zadowolona ze swojego małżeństwa?Nie do końca jestem zadowolona.Spodziewałam się innego przebiegu ale to może moja wina może za dużo sobie wyobrażałam ale w jednej kwestii jestem pewna że mój mąż nie stosuje się do tego co ustalaliśmy np przed narodzinami dziecka.Tak jak moja matula stwierdziła że on ma tu (u moich rodziców) za dobrze bo nie dość że za nic nie płaci to się po prostu nami wyręcza typu po co ma zostawać ze swoim dzieckiem i zajmować się nim skoro jest babcia jest ciocia itp...Co do mojego pesymistycznego nastroju zawdzięczam to mojemu ojcu.Od dzieciństwa się znęca psychicznie nade mną i nie tylko.Ale to odrębny temat.W każdym bądź razie moje wyobrażenie małżeństwa jest wspieranie się nawzajem w trudnych chwilach niestety tego brakuje u nas...Ja nie jestem zazdrosna o to że mój mąż spędza czas z drugą córką wręcz przeciwnie nawet mu kiedyś proponowałam żeby został na noc u rodziców żeby nie jeździł w te i we wte.Wychodząc za mąż wiedziałam że mój mąż będzie się widywał ze swoją córką i zaakceptowałam to.Chodzi mi o zachowanie i postępowanie mojego męża wobec jednej i drugiej córki.Nie traktuje ich równomiernie.I nie chodzi mi o to że więcej czasu poświęca tamtej córce tylko o to że np jak już wcześniej wspomniałam kupuje tamtej córce prezenty a naszej nie kupuje nic że nie jest stanowczy co do tamtej córki a do naszej córki potrafi krzyknąć żeby poszła spać czego nie powiem o tamtej córce (chyba dziecko 13latnie bardziej rozumie że czas spać niż 19miesięczne dziecko) potrafi dać klapsa że nie potrafi tamtej córce odmówić niczego na wszystko się zgadza nawet jak nie ma kasy to idzie pożyczać bo jego córka chce np na konie jechać a ja całe lato ubiegałam się żeby jechać z małą na basen a on nawet palcem nie kiwnął żeby zorganizować ten wyjazd. Ma pani rację że czasami trzeba schować honor do kieszeni ale ja jestem tak wychowana że ja się nie pcham tam gdzie mnie nie chcą i tym bardziej nie będę wciskała dziecka ojcu skoro on jej nie chce.On w ogóle się nie angażuje w wychowanie dziecka tylko ciągle narzeka że mu coś nie idzie po jego myśli.I on się uważa za ojca?Jak na razie to tylko spłodził to dziecko nic więcej.To wszystko mojego ojca wina bo on go zmienił on mu narzucił swoją teorię małżeńską że zajmowanie się dzieckiem i innych czynności które wykonują kobiety to jest hańba dla facetów.Ale przecież to jest nasze małżeństwo jesteśmy wolnymi ludźmi i mamy prawo na swoje zdanie i sposób życia...Do teściów nie tylko z tego powodu nie jeżdżę ale też dlatego że teściowa mi dyktuje co mam robić ze swoim dzieckiem co mam jej dawać do jedzenia na co mam jej pozwalać a na co nie (w jej kwestii to powinnam na wszystko dziecku pozwalać). Drażni mnie takie postępowanie dlatego też unikam takich sytuacji.Co prawda moi rodzice też się wtrącali i wtrącają (teraz już mniej) ale tylko dlatego już się nie wtrącają bo idę cały czas w zaparte no i też czasem nie obeszło się bez ostrych słów i tłumacząc im że to jest moje dziecko a nie ich.Niestety teściowej nie potrafię tego powiedzieć w żywe oczy bo wiem jaka ona jest i od razu się obrazi tak jak kiedyś mieszkając z nimi (teściami) u nich w domu chciałam żeby teściowa mi odkupiła napój bo wypiła bez mojej wiedzy.Bo u nich jest wspólnota ech...Szkoda że mężów i żon też sobie nie brali bez pytania...Nie mam żadnych problemów z dogadywaniem się z córką mojego męża powiem nawet że mieszkając u teściów gdy przyjeżdżała zwierzała się tylko mi i nawet wolała mnie niż swoją biologiczną matkę i nie robię tego bo nie chcę mieć z nią do czynienia czy też żeby nasza córka nie miała z nią do czynienia ale chodzi mi jedynie o zachowanie męża.Nawet mógłby chociaż stanąć w mojej obronie i powiedzieć np swojej mamie żeby nie wtrącała się w wychowywanie naszej córki czy też stanął w obronie jak mój ojciec coś się pluje do mnie a nie tylko siedzi i się patrzy bo nie chce wrogów sobie robić.Skoro woli mieć lepsze stosunki z rodzicami i teściami niż z żoną to nie dziwie się że jest jak jest...

26634 katarzyna1234 Kobieta, 32 lata, mińsk mazowiecki
psycholog Kamila Krocz

psycholog Kamila Krocz

Odpowiedź eksperta

Witam Pani Katarzyno!

Przypuszczałam, że nie ma Pani „twardych dowodów” na to, że mąż okłamuje Panią co do finansów, dlatego napisała Pani „mam wrażenie, że…”. Tylko, że samymi wrażeniami nic Pani nie udowodni mężowi, a on tylko może się obrazić, że go Pani podejrzewa o nieuczciwość i kolejna kłótnia gotowa. Pewnie zdaje sobie Pani z tego sprawę. Dlatego tę rozmowę o finansach trzeba przeprowadzić bardzo delikatnie, bez pretensji i oskarżycielskiego tonu: „Bo Ty mnie oszukujesz co do kasy, na koncie jest za mało pieniędzy, a co z kasą za prace dorywcze” itp. Pani mąż tylko przyjmie postawę obronną, będzie odbierał ataki i zacznie Panią atakować. Lepiej byłoby zacząć rozmawiać może poprzez zadawanie pytań, czy nie ma problemów w pracy, czy jest zadowolony z wynagrodzenia itd. i potem płynnie przejść do swoich oczekiwań, emocji tak, by niepotrzebnie nie prowokować konfliktu. Z Pani listu przebija takie rozczarowanie małżeństwem, że jednak nie jest tak, jak to Pani sobie wyobrażała. Już nawet nie chodzi o kwestie pieniędzy, ale tego, że Pani jest niezauważana przez męża, że Pani potrzeby się nie za bardzo liczą. Nieporozumienia pogłębia fakt, że nie układa się Państwu też w sferze seksualnej. Mąż pewnie uważa to za rodzaj kary, sabotaż seksualny – odmawia mu Pani zbliżeń, bo jest Pani niezadowolona ze związku. Nie wiem, jak jest dokładnie między Panią a mężem. Nie dziwię się też, że jest Pani przykro, gdy mąż jednak faworyzuje i rozpieszcza starszą córkę, gdy Wasza malutka jest ignorowana. Nie może być tak, że Pani mąż jest ojcem na papierze, formalnie, ale nie angażuje się w wychowanie dziecka, bo jest babcia, mama czy ciocia. Proszę mu to uzmysłowić. Tak samo jak jego starsza córka potrzebuje taty, tak samo jest z młodszą córeczką. Proszę mu to uświadomić. Rozumiem, że „nie pcha się” Pani tam, gdzie Pani nie chcą. Możliwe, że tak została Pani wychowana, ale tu nie chodzi nawet o nachalne pchanie się gdziekolwiek. Ja na Pani miejscu nie rezygnowałabym ze spotkań z teściami tylko dlatego, że wtrącają mi się w wychowanie dziecka. Ma Pani prawo wychowywać córkę wg swoich własnych zasad. Ma Pani prawo asertywnie zwrócić teściowej uwagę, że Pani ma inne zasady wychowawcze. I co z tego, że się obrazi? Niech się obraża. Jeżeli zwróci jej Pani kulturalnie uwagę, nie ma powodu do obrażania. Pani zachowała się fair, w porządku, a że teściowa obruszyła się, to już jej problem. Obrazi się i jej przejdzie. Jeżeli potrafi Pani walczyć o swoje zdanie z własnymi rodzicami, którzy też potrafili/potrafią się wtrącać w Pani życie, to niech też asertywnie broni Pani swojego zdania przed teściową/teściem. Nie chodzi o to, by krzyczeć, używać wulgarnych słów, ale powiedzieć spokojnie, acz stanowczo: „Słuchaj mamo, to moje dziecko i to ja decyduję, jak je wychowywać. Dziękuję za rady, ale pozwól, że z nich nie skorzystam”. To jest asertywny komunikat, którym nikogo Pani nie obraża, jedynie broni Pani swojego zdania, szanując, że teściowa może mieć inne poglądy w danej kwestii. Wiem, że czuje się Pani osamotniona, gdy mąż w imię „świętego spokoju” nie bierze Pani strony, tylko milczy, bo nie chce „zadzierać” z rodzicami cz teściami. Proszę mu też o tym powiedzieć. Napisała Pani, że mąż przyzwyczaił się do „dobrego”, mieszkając razem z Pani rodzicami. A czy nie zastanawialiście się razem z mężem, by pójść na swoje, by uniezależnić się i od wpływu Pani rodziców, i od wpływu rodziców Pani męża? Może wówczas Pani mąż doceniłby bardziej, że ma żonę, że tworzy z Panią rodzinę i że to Pani powinna być dla niego najważniejsza. Zdaję sobie sprawę, że zapewne mieszkanie z rodzicami jest też mniej absorbujące finansowo, a samodzielne wynajęcie mieszkania pewnie by wychodziło drożej, ale czasem może lepiej przedsięwziąć takie kroki, by uratować związek. Wierzę, że rozmowy z mężem dadzą jakieś rezultaty. Zachęcam też do terapii małżeńskiej/dla par. Myślę, że z odrobiną dobrej woli z każdej ze stron udałoby się zażegnać kryzys w Państwa małżeństwie. Trzymam za Państwa kciuki i życzę powodzenia!

27620 psycholog-kamila-krocz Kobieta, 31 lat, Lublin
katarzyna1234

katarzyna1234

Witam!

Ma pani rację nie mam "twardych dowodów" na to że mąż mnie okłamuje ale w pewnych kwestiach jestem pewna na 100% że mnie okłamał tylko właśnie potrzebowałabym jakiegoś dowodu żeby mu to udowodnić.Ja nigdy mu nie powiedziałam że mnie okłamuje co do kasy jedynie mu uświadomiłam że mu nie ufam i mam wątpliwości co do niektórych rzeczy ponieważ już nie raz mnie okłamał.Tak jestem rozczarowana małżeństwem przykro mi że mój mąż nie bierze pod uwagę moich potrzeb.Mój mąż dużo obiecuje i nie dotrzymuje słowa dlatego też jestem tym rozczarowana.Jeśli chodzi o pożycie małżeńskie to nie robię tego na złość za karę po prostu nie mam ochoty a mojego męża to dziwi i już ma podejrzenia że go zdradzam.Tak jak kiedyś mi koleżanka powiedziała: "gdyby miał inne zachowanie to byś miała chęć na sex". Może i to prawda.Możliwe że jego zachowanie mnie odrzuca.Na dzień dzisiejszy po ostatniej kłótni kiedy to mój mąż po raz kolejny poniósł na mnie rękę kazałam mu się wyprowadzić.Nie utrzymujemy kontaktu.Mąż rok temu przeszedł leczenie w szpitalu odwykowym bo był uzależniony od alkoholu.No i teraz sytuacja się powtórzyła.Znowu zaczął popijać awanturować się i wyżywać się na nas.Próbowałam z nim rozmawiać ale on mnie nie słucha uważa mnie za niższy poziom i że co ja mogę zrobić...Dlatego też jak ja mam mu zaufać skoro on obiecuje a nie dotrzymuje słowa i na dodatek mówi coś a potem się tego wypiera...Co do dzieci już mu kiedyś mówiłam że może kupiłby coś dla naszego dziecka to tylko się głupio uśmiechnął.A gdy chciałam kiedyś żeby uśpił małą to usłyszałam: "chyba żartujesz"...Dlatego też poczułam że nie chce tego dziecka i stwierdziłam że nie będę mu wpychać dziecka na siłę.Może ma pani rację co do teściowej.Myślę że powinnam spróbować pani rady chociaż wiem że jeśli powiem teściowej: "to moje dziecko i mam prawo wychowywać go według swoich zasad" to zaraz teściowa zacznie swoje morały typu: "tak ale nie można wszystkiego dziecku zabraniać" no i tu już się zdenerwuję i może doprowadzić do kłótni.Kiedyś już taki dialog był.Ja rozumiem że to jest dziecko ale dziecko też powinno znać granice co wolno czego nie wolno a nie tak jak np mój ojciec powiedział że dałby jej wszystko i tak też robi jak tylko płacze żeby przestała płakać z czego ja teraz mam problem z małą...Rozmawiałam już z mężem na temat jego nie stawania w mojej obronie ale on stwierdził że nie będzie się odzywał wtrącał bo może dojść do awantury i użycia pięści no i że nie chce robić sobie wrogów. Tłumaczyłam mu że nie nie tędy droga ale on w ogóle mnie nie słucha...Co do własnego mieszkania oczywiście bardzo byśmy chcieli ale niestety nie stać nas na takie rarytasy...Mąż prawdopodobnie dostał dodatkową pracę ale niestety nie znam szczegółów bo w ostatnim czasie w ogóle nie można było się z nim porozumieć no a teraz nie kontaktujemy się ale może jeśli nadal będziemy ze sobą to może poprawi się nasza sytuacja finansowa no i będziemy mogli pomyśleć coś o własnym kąciku czego bym bardzo chciała...
A tak na marginesie chciałabym zapytać jeśli mąż się wyprowadził nie utrzymujemy kontaktu to czy jest możliwość złożenia wniosku np o separację po kilku dniach czy musi upłynąć jakiś dłuższy czas?Czy ta terapia małżeńska odbywa się u psychologa i czy jest płatna?

26634 katarzyna1234 Kobieta, 32 lata, mińsk mazowiecki
psycholog Kamila Krocz

psycholog Kamila Krocz

Odpowiedź eksperta

Witam serdecznie!
Nie wiedziałam, że Pani mąż był uzależniony od alkoholu i ma za sobą leczenie odwykowe. Nie dziwię się zatem, że ma Pani ograniczone zaufanie do męża, skoro składa obietnice bez pokrycia. Mówi, że nie będzie pił, po czym się upija itp. Trudno w takim związku o poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. Teraz rozumiem, dlaczego mu Pani nie ufa w sprawie finansów i ma wrażenie, że mąż Panią oszukuje. Nie twierdzę, że w Państwa związku dochodzi do sabotażu seksualnego z Pani strony. Zwykle jest tak, że coś psuje się w związku (konflikty, brak szacunku, ignorowanie swoich potrzeb itp.), a brak seksu jest konsekwencją rodzącego się kryzysu małżeńskiego. Proszę pamiętać, że Pani należy się szacunek. Pani mąż nie ma prawa Pani bić. Skoro Pani mąż nie potrafi zrezygnować z alkoholu, pije, awanturuje się, a potem znęca się nad Panią, to może Pani założyć mężowi Niebieską Kartę.

Jeżeli nie mieszka Pani z mężem, nie kontaktujecie się, trudno się Wam ze sobą porozumieć, to jak najbardziej może Pani złożyć (nawet dzisiaj) wniosek o separację. Separacja jest w pewnym sensie okresem przejściowym – małżonkowie mogą do siebie wrócić lub definitywnie rozstać się w późniejszym czasie. Wiele osób myśli, że wystarczy zamieszkać osobno, by można było mówić o separacji. To błąd. Aby separacja miała skutki prawne, musi ją orzec sąd, który stwierdza, że między żoną a mężem istnieje zupełny (ale nie trwały jak przy rozwodzie) rozkład pożycia, czyli zanikły wszelkie łączące więzi – duchowe, fizyczne oraz gospodarcze. O separację może wystąpić każdy z małżonków. Łatwiej ją uzyskać niż rozwód. Jeśli składacie zgodny wniosek o separację, sąd nie rozstrzyga, kto ponosi winę za zaistniałą sytuację. Robi to tylko, gdy jedna ze stron się takiego orzeczenia domaga. Ustalenie winy ma znaczenie w przypadku, gdyby Pani chciała domagać się od męża alimentów. Pozew o separację (lub wspólny wniosek o separację) powinno się złożyć w sądzie okręgowym (wydział cywilny), w którego okręgu małżonkowie mieli ostatnie wspólne miejsce zamieszkania. Więcej informacji w sprawie separacji/rozwodu najlepiej szukać u prawnika.

Nie mam pojęcia, czy w Twoich okolicach istnieje dużo NZOZ'ów, gdzie w ramach kontraktu z NFZ można otrzymać bezpłatną pomoc psychologiczną. Obawiam się, że niezbyt wiele ma zakontraktowanych terapię małżeńską. W takim wypadku trzeba byłoby szukać prywatnie, a to oznacza konieczność płacenia. Terapię małżeńską prowadzi psycholog/psychoterapeuta, najczęściej ze specjalistycznej poradni rodzinnej. Może warto byłoby pomyśleć o mediacjach rodzinnych? Często pomoc bezpłatną można dostać przy różnego rodzaju fundacjach, stowarzyszeniach, w punktach informacyjno-konsultacyjnych.

Pozdrawiam!

27620 psycholog-kamila-krocz Kobieta, 31 lat, Lublin
psycholog Kamila Krocz

psycholog Kamila Krocz

Odpowiedź eksperta

Witam serdecznie!

Nie wiedziałam, że Pani mąż był uzależniony od alkoholu i ma za sobą leczenie odwykowe. Nie dziwię się zatem, że ma Pani ograniczone zaufanie do męża, skoro składa obietnice bez pokrycia. Mówi, że nie będzie pił, po czym się upija itp. Trudno w takim związku o poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. Teraz rozumiem, dlaczego mu Pani nie ufa w sprawie finansów i ma wrażenie, że mąż Panią oszukuje. Nie twierdzę, że w Państwa związku dochodzi do sabotażu seksualnego z Pani strony. Zwykle jest tak, że coś psuje się w związku (konflikty, brak szacunku, ignorowanie swoich potrzeb itp.), a brak seksu jest konsekwencją rodzącego się kryzysu małżeńskiego. Proszę pamiętać, że Pani należy się szacunek. Pani mąż nie ma prawa Pani bić. Skoro Pani mąż nie potrafi zrezygnować z alkoholu, pije, awanturuje się, a potem znęca się nad Panią, to może Pani założyć mężowi Niebieską Kartę.

Jeżeli nie mieszka Pani z mężem, nie kontaktujecie się, trudno się Wam ze sobą porozumieć, to jak najbardziej może Pani złożyć (nawet dzisiaj) wniosek o separację. Separacja jest w pewnym sensie okresem przejściowym – małżonkowie mogą do siebie wrócić lub definitywnie rozstać się w późniejszym czasie. Wiele osób myśli, że wystarczy zamieszkać osobno, by można było mówić o separacji. To błąd. Aby separacja miała skutki prawne, musi ją orzec sąd, który stwierdza, że między żoną a mężem istnieje zupełny (ale nie trwały jak przy rozwodzie) rozkład pożycia, czyli zanikły wszelkie łączące więzi – duchowe, fizyczne oraz gospodarcze. O separację może wystąpić każdy z małżonków. Łatwiej ją uzyskać niż rozwód. Jeśli składacie zgodny wniosek o separację, sąd nie rozstrzyga, kto ponosi winę za zaistniałą sytuację. Robi to tylko, gdy jedna ze stron się takiego orzeczenia domaga. Ustalenie winy ma znaczenie w przypadku, gdyby Pani chciała domagać się od męża alimentów. Pozew o separację (lub wspólny wniosek o separację) powinno się złożyć w sądzie okręgowym (wydział cywilny), w którego okręgu małżonkowie mieli ostatnie wspólne miejsce zamieszkania. Więcej informacji w sprawie separacji/rozwodu najlepiej szukać u prawnika.

Nie mam pojęcia, czy w Twoich okolicach istnieje dużo NZOZ'ów, gdzie w ramach kontraktu z NFZ można otrzymać bezpłatną pomoc psychologiczną. Obawiam się, że niezbyt wiele ma zakontraktowanych terapię małżeńską. W takim wypadku trzeba byłoby szukać prywatnie, a to oznacza konieczność płacenia. Terapię małżeńską prowadzi psycholog/psychoterapeuta, najczęściej ze specjalistycznej poradni rodzinnej. Może warto byłoby pomyśleć o mediacjach rodzinnych? Często pomoc bezpłatną można dostać przy różnego rodzaju fundacjach, stowarzyszeniach, w punktach informacyjno-konsultacyjnych.

Pozdrawiam!

27620 psycholog-kamila-krocz Kobieta, 31 lat, Lublin
katarzyna1234

katarzyna1234

Witam!
Tak mój mąż jest uzależniony od alkoholu.Co prawda przeszedł leczenie i nie pije wódki ale ponownie wrócił do zwyczaju picia piwa (oczywiście "dzięki" mojemu ojcu) no a piwo to też alkohol którym można się upić i robić coś czego się potem żałuje lub nie pamięta a co gorsza od którego można się uzależnić.Dlatego też mam pewne wątpliwości co do niektórych rzeczy no ale z drugiej str skoro ktoś jest zdolny okłamać raz to czemu nie miałby zrobić tego drugi raz trzeci czwarty itd...?Dlatego skoro się ma zaufanie do kogoś a ten ktoś chociaż raz okłamie drugą osobę to już wszystko się wali całe zaufanie...Najgorsze jest to że są chwile gdy podejrzewam że mój mąż nie jest szczery ze mną w jakiejś sprawie (oczywiście nic mu nie mówiąc) a potem się kochamy to czuje się jak naiwna i głupia że on mnie prawdopodobnie okłamuje robi ze mnie idiotkę a ja się z nim kocham...Może to wyda się dla pani dziwne i niezrozumiałe ale właśnie tak się czuje.Ja też jestem zdania że jaki by nie był facet to nie powinien podnosić rękę na kobietę nawet jak kobieta podniesie na niego rękę to nie powinien oddawać no ale widocznie mój mąż jest innego zdania...Kiedyś nawet usłyszałam od pewnego chłopaka: "chciałyście równouprawnienie to macie równouprawnienie..."No niestety chyba mój mąż tak to odbiera a najgorsze jest to że po każdej kłótni odwraca kota ogonem tak jakby chciał się wymigać od przyznania że to jego wina że to on zaczął kłótnię że to on pierwszy uderzył.Tak też było i tym razem.W końcu doszło do spotkania i rozmowy powiedziałam mu o tych rzeczach o których pisałam pani o teściowej o jego córce itp.No i zobaczymy co dalej będzie.Ja przyjęłam pakt iż mówię że każda kłótnia jest winą obojga stron bo w przeciwnym razie nie doszłoby nigdy do porozumienia bo on się upiera przy swoim (czyli kłamie chcąc zatuszować swoją winę) a ja znowu nienawidzę jak ktoś kłamie i robi ze mnie jelenia i też się upieram przy swoim.Jeden plus jest taki że mąż zgodził się na terapię małżeńską ale zastanawia mnie jedno ponieważ najpierw się zgodził a potem zaczął mi mówić że to będzie nieprzyjemne że będą wyciągane wszystkie brudy (bo on przeszedł już takie coś jak był w szpitalu) tak jakby chciał mnie zrazić do tego...Znalazłam kilka bezpłatnych psychologów którzy prowadzą takie terapie w pobliżu naszego zamieszkania więc miejmy nadzieję że ten plan się uda.
Co do separacji to trochę czytałam o tym w necie ale właśnie nie jestem pewna czy ja mogę złożyć wniosek bo za każdy papierek się płaci a ja nie mam żadnych dochodów. Poza tym wyczytałam że jeśli jedna ze stron nie zgadza się na separacje to jest jeszcze droższe i ta osoba co składa wniosek ponosi koszta.No i jeszcze jedna sprawa ponieważ dowiedziałam się (przez przypadek) że mój mąż zrobił zdjęcia ran których doznał w skutek mojego pogryzienia go podczas awantury.Niby pytałam go po co to zrobił i stwierdził że na pamiątkę ale ja oczywiście mu nie wierzę.On zrobił to żeby pokazać to w sądzie jakby miałoby dojść do rozprawy.No i znowu czuje się jak idiotka że on mnie uderzył bez żadnych śladów a ja go pogryzłam w skutek czego doznał ran.Nawet mi to wykrzyczał: "ja cie uderzyłem bez śladu a ty zobacz jak mnie pogryzłaś"...Ok może trochę przesadziłam (ze złości) ale on chyba nie bierze tego pod uwagę dlaczego ja tak postąpiłam że bez powodu tego nie zrobiłam.On chyba myślał że będzie mnie nawalał a ja będę stała i jeszcze mu się nastawiała.No i teraz jak faktycznie dojdzie do rozprawy i trzeba by było udowodnić czyja wina to on ma dowód a ja?A ja nic nie mam żadnych dowodów na to że się zdarza że on podnosi na mnie rękę że się awanturuje.W sumie to już raz była policja u nas (zanim poszedł na leczenie) ale nie mam na to świadków ani dowodów chociaż pewnie policja w swoich dokumentach ma odnotowane że kiedyś byli wezwani. Może powinnam zacząć robić zdjęcia porozrzucanych rzeczy potłuczonych żarówek czy też poniszczonych mebli...?Sama nie wiem.I weź tu człowieku się broń...
A tak na marginesie to czytałam że jeśli chciałabym otrzymać alimenty od męża (jeśli to nie z mojej winy byłaby separacja) to musiałabym przedstawić wydatki jakie ponoszę i chciałam zapytać jak można by było to udowodnić zbierać paragony za każdym razem gdy robię zakupy czy też zbierać faktury?

Dziękuję za odpowiedź.

26634 katarzyna1234 Kobieta, 32 lata, mińsk mazowiecki
psycholog Kamila Krocz

psycholog Kamila Krocz

Odpowiedź eksperta

Na początku powiem tak - w zdrowym związku w ogóle nie powinno być przemocy. Ani żona nie powinna bić/gryźć/szczypać itd. męża, ani mąż nie powinien podnosić ręki na żonę. Agresja rodzi agresję - proszę o tym pamiętać. Nie usprawiedliwiam Pani męża, bo nie ma prawa Pani bić, a alkohol (piwo) nie jest żadnym alibi. Skoro nie panuje nad sobą po alkoholu, niech nie pije. Uważam, że problemy w związku powinno się rozwiązywać za pomocą rozmowy, a nie za pomocą rękoczynów, dlatego nie pochwalam, że rzuciła się Pani z zębami na męża. Tym zachowaniem narobiła sobie Pani tylko kłopotów, bo mąż zrobił zdjęcia ran i ma dowód w ewentualnej sprawie. Nie wiem, na ile sąd potraktuje te zdjęcia jako wiarygodny dowód, bo chyba bardziej rzetelnym dowodem byłaby obdukcja lekarska niż takie zdjęcia zrobione samemu sobie.

Mam nadzieję, że terapia małżeńska, na którą zgodził się Pani mąż, pomoże Wam w porozumieniu się i zamiast Was poróżnić, bardziej przypomni Wam te chwile, które zdecydowały, że jesteście ze sobą razem. Jeśli chodzi o sprawy formalne i prawne dotyczące separacji, to niestety nie pomogę Pani, bo w kwestiach prawnych się nie orientuję. W tej sprawie nie jestem kompetentna. Najlepiej doradzić się prawnika, bo w Internecie też nie zawsze internauci piszą prawdę. Dużo w tym przekłamań. Na pewno separacji sąd nie udzieli za darmo. Z tego, co mi się obiło o uszy, to koszta wynoszą 600 zł, ale trzeba to by było zweryfikować. W sprawach alimentów, kosztów, potrzebnych dokumentów do separacji musiałaby się Pani doradzić prawnika.

Pozdrawiam i życzę powodzenia!

27620 psycholog-kamila-krocz Kobieta, 31 lat, Lublin