Psycholog

Relacje z ojcem

katarzyna1234

katarzyna1234

Witam!

Już kiedyś pisałam do Pani ale tym razem mam inny problem który dręczy mnie od kilku lat. Chodzi otóż o moje relacje z ojcem.Od 2 miesięcy mieszkamy z mężem i naszą 8miesięczną córką u moich rodziców.Gdy się wprowadziliśmy myślałam że wszystko się zmieni chociażby ze względu na dziecko niestety jest coraz gorzej.Od dzieciństwa pamiętam jak mój ojciec wiecznie się mnie czepiał i zawsze wszystko musiało być na tip top.Wcześniej nie zdawałam sobie z tego sprawy ale po ostatnich wydarzeniach odnoszę wrażenie że mój ojciec znęca się psychicznie nade mną.Czemu tak myślę?Otóż zawsze pretensje ma do mnie: że TV jest włączony a ja siedzę w kuchni, że mój mąż pali papierosy w kotłowni a nie na dworze (tak jak rodzice), że dziecko płacze lub krzyczy a on nie może spokojnie zjeść obiadu itd. Mogłabym wyliczać w nieskończoność.Najgorsze jest to że mam dwie starsze siostry (jedna mieszka z nami a druga się wyprowadziła) do których nigdy nie miał pretensji o to co do mnie a mógłby mieć bo np moja siostra która mieszka z nami zawsze słucha głośno muzyki (nawet w nocy) a ojciec nawet nie piśnie słowem.Zawsze to mnie się czepia i to ja zawsze byłam najgorsza i pyskata.Nawet jak mój ojciec pokłócił się z moją siostrą to ona potrafiła mu nabluzgać a on nawet palcem na to nie kiwnął a jak ja się nie tak odezwę do niego to od razu jest awantura i ubliżanie. Pamiętam nawet kiedyś (jak jeszcze byłam panną i nie pracowałam) ojciec wrócił z pracy i doszło do awantury to nawet mnie pobił za to że się nie tak odezwałam i na dodatek mamie powiedział że ja mu nożem groziłam (nóż miałam w ręku bo obiad gotowałam). Nigdy nie podniósł ręki na którąś z moich sióstr czy też nawrzeszczał za złe odzywanie się do niego a ja zawsze od niego obrywałam.Nawet teraz kiedy mam już swoją rodzinę potrafi mi nawyzywać od gnojków, gnid i wykrzyczeć że dokąd to ja będę na jego utrzymaniu.Wprowadzając się tutaj uzgodniliśmy że będziemy dokładać się po 100zł od łebka za rachunki i mimo to on nadal mi wykrzykuje że ja jestem na jego utrzymaniu.Mojej siostrze nigdy tego nie wykrzyczał mimo tego że pracuje i nie dokłada się do rachunków tak jak my.Aktualnie wychowuje dziecko i jestem na utrzymaniu męża (zaszłam w ciążę jak nie pracowałam) który płaci jeszcze alimenty na dziecko z poprzedniego małżeństwa.Mimo tego iż mój mąż nie zarabia wiele staram się nie być na łasce rodziców ale ojciec zawsze powtarzał że to rodzice powinni pomagać dzieciom a nie na odwrót (miał na myśli moich teściów którzy zawsze ciągnęli ile mogli od swoich dzieci bo sami nie mieli) a mimo to wypomina mi wszystko i nawet potrafi nazwać mnie darmozjadem.Zwierzyłam się z tego wszystkiego mamie i wtedy kiedy mogła interweniowała ale w tej chwili to przymyka na to oko mówiąc że nie powinnam brać wszystkiego do siebie, że powinnam się opanować bo zwariuję i że niedługo osiwieje przez nas.Może nie jestem aż tak wykształcona jak moje siostry (jedna pracuje w banku a druga jest nauczycielką matematyki i angielskiego a ja jestem po szkole średniej) ale to chyba nie jest powód żebym zasługiwała na takie traktowanie i znęcanie się psychicznie nade mną bo na dzień dzisiejszy łatwo mnie wyprowadzić z równowagi do tego stopnia że się cała trzęsę.Nawet kilka dni temu pokłóciłam się z ojcem bo zaczął mi dyktować jak mam karmić swoje dziecko i że przeze mnie płacze i żebym się nim zajęła.No chyba to jest moje dziecko i ja go wychowuje on miał już swoje pięć minut że tak powiem nie skorzystał z tego (bo nas nie wychowywał) więc tym bardziej teraz nie powinien mnie pouczać.Poza tym wiem więcej od niego o swoim dziecku więc nie powinien się wtrącać. Cieszyłam się gdy ojciec pozwolił nam się wprowadzić tutaj ponieważ chciałam mieć wsparcie psychiczne i pomoc dziecku czego nie miałam mieszkając u teściów.Nawet nie mam wsparcia u męża sama zajmuję się dzieckiem ponieważ mój ojciec jest zdania że mężczyźni zarabiają pieniądze a kobiety wychowują dzieci więc mój mąż się odwrócił ode mnie.W ogóle odkąd się tu wprowadziliśmy ważniejsze jest dla niego (mojego męża) zdanie moich rodziców a nie moje tak jakby się ich bał.Rozumiem że on jest inaczej wychowany ale skoro postanowił poślubić mnie to powinien wspierać mnie i być przy mnie w trudnych chwilach a nie jeszcze mi wykrzykiwać że ja się żre z ojcem.Rodzice mojego męża są zdania że nie wtrącają się do swoich dzieci natomiast moi rodzice są innego zdania ale mim zdaniem ojciec to już przegina.Ostatnio nawet zaufałam mu i zwierzyłam się z problemów małżeńskich mając nadzieję że mi pomoże i że będę mogła liczyć na jego wsparcie w każdej sytuacji a on po kilku dniach odwrócił się dupą (za przeproszeniem) ode mnie i co innego mówił niż wcześniej.Normalnie wyrolował mnie na maxa.I to ma być pomoc rodzinna?A z tego co się domyślam postąpił tak bo moja najstarsza siostra powiedziała mu że całą uwagę skupił na mnie.No ale chyba rodzina jest po to żeby pomagać w potrzebie.Domyślam się że ona jest zdania iż wyszłam za mąż to powinnam się odizolować od rodziców i sama sobie radzić.Teraz mam wrażenie że wszyscy są przeciwko mnie że sama zostałam zdana na siebie że już w nikim nie mam wsparcia.Nawet siora mnie dobija przychodząc i mówiąc że ja jestem znudzona.Jak ja mam to rozumieć?Że jestem znudzona własnym dzieckiem?Bo tak to odbieram.Kiedyś nawet (na początku jak urodziłam córkę) przyjechaliśmy na weekend tu do rodziców a siora wyleciała z tekstem że jak mi się znudzi (dziecko) to że ona może ją adoptować.No aż mnie zatkało.Co do mojej siostry strasznie jest zarozumiała.Odkąd pracuje jako nauczycielka i dostaje pochwały od rodziców to rośnie w piórka że tak powiem.Czuje się przy niej jak upośledzona, gorsza.Wracając do mojego małżeństwa nikt nie był (i chyba nie jest) zadowolony że wychodzę za mąż bo uważają że ja nie dorosłam do małżeństwa i że to był mój kaprys a dziecko to kolejny kaprys.Może i mam dziecinny charakter ale to nie znaczy że nie mam uczuć i że nie mogę założyć rodziny.Naprawdę nie wiem co ja mam robić w tym kierunku.Na dzień dzisiejszy jestem strasznie nerwowa i boje się o siebie i o dziecko.Już w szkole byłam gnębiona przez rówieśników i odkąd pamiętam mam negatywne zdanie o sobie i zamiast mi pomóc ojciec mnie dobija.Nawet nie wiem czy ja sama sobie poradzę z tymi emocjami bo gdy widzę ojca wchodzącego do pokoju to już mi ciśnienie się podnosi.Wspomnę jeszcze że mój ojciec nadużywa alkoholu i nawet nie potrafi porozmawiać normalnie tylko musi se kielicha walnąć.A jeszcze jak go widzę pod wpływem alkoholu to tym bardziej zaczynam się denerwować bo nie lubię osób pijanych i zawsze byłam zła na niego gdy chciał wypić z moim mężem ale zwracanie uwagi nie wchodziło w grę bo słyszałam tylko nie wtrącaj się gówniarzu.Tym samym doprowadził że mój mąż dziś jest na odwyku.Boję się że nie opanuję swoich emocji i że (tak jak mama mówi) zwariuję.A ja mam dziecko do wychowania.Koleżanki oceniły zachowanie mojego ojca jako że to jest jego pierwsza wnuczka oczko w głowie ale ja to rozumiem i to go nie usprawiedliwia.A może problem tkwi we mnie?Może to ja jestem jakaś nie taka że się kłócę ze wszystkimi?Sama już nie wiem.Kocham swoją córcię i nie chcę żeby moje małżeństwo się rozpadło mimo tych wszystkich problemów ale też chcę mieć wsparcie u rodziców.Czy da się to połączyć?Bo jak na razie to marnie to widzę.Rozmowa z moim ojcem nie wchodzi w grę bo tak jak wspomniałam wcześniej on nie potrafi rozmawiać ze mną (nawet mama już z nim nie potrafi rozmawiać) po trzeźwemu a po pijanemu to nie rozmowa.Poza tym on potrafi dzień w dzień być pijany więc już nawet mama z nim nie rozmawia.Przykro mi z tego powodu że mój mąż najpierw mi obiecywał wsparci przy dziecku a teraz jestem zdana na siebie a już nie wspomnę o wsparciu psychicznym.I na dodatek mam wrażenie że jest znudzony tym wszystkim i że zależy mu tylko na sexie.Co prawda jeszcze mam mamę która mi pomaga przy dziecku i jeśli tylko może wysłucha moich żalów ale ona tez ma swoje życie prywatne i zawodowe no i nie oszukujmy się do młodych nie należy...

26634 katarzyna1234 Kobieta, 34 lata, mińsk mazowiecki

Odpowiedzi znajdują się poniżej

psycholog Kamila Krocz

psycholog Kamila Krocz

katarzyna1234, z Twojego listu da się wyodrębnić przynajmniej kilka problemów, które się na siebie nakładają.

Po pierwsze, relacje z ojcem. Nie wiem, z jakiego powodu Twój ojciec traktuje Cię gorzej niż pozostałe córki. Może zawiódł się na Tobie, że masz tylko średnie wykształcenie, nie pracujesz (jak Twoje siostry) i że musi dokładać z własnej kieszeni do utrzymania Ciebie. Nie wiem… Jaki by nie był powód zachowania Twojego ojca, nie ma prawa znęcać się na Tobie psychicznie ani Cię bić. Jeżeli przyjął Cię z Twoją rodziną pod swój dach, to powinien szanować również Wasze prawa. Tym bardziej, że staracie się nie wchodzić w drogę ojcu. Myślę, że zwierzanie się rodzicom/teściom z problemów małżeńskich nie jest dobrym pomysłem. Nie rób tego. Na początku jest tak, że dają dobre rady, a potem może się okazać, że to, czego się dowiedzieli, wykorzystają przeciwko Tobie albo Twojemu mężowi. Myślę, że Twój tata może być toksycznym rodzicem, który chce postawić na swoim i nie znosi sprzeciwu (Toksyczni rodzice | abcZdrowie.pl, Toksyczni teściowie | abcZdrowie.pl). Do tego jeszcze dochodzi problem alkoholowy, który pojawił się w Twojej rodzinie – Twój mąż tak pił z teściem (Twoim ojcem), że wylądował na odwyku. Według mnie, najlepiej by było, gdybyś razem z mężem i córeczką wyprowadziła się „na swoje”, np. wynajęła jakąś stancję albo przynajmniej pokój. Ani u teściów, ani u Twoich rodziców nie jesteś szczęśliwa, a do tego mieszkanie u którejś ze stron sprawia, że oddalasz się od męża, a on od Ciebie.

Po drugie, relacje z siostrami. Widać, że mają lepsze relacje z ojcem i to wykorzystują, np. czyniąc przykre komentarze pod Twoim adresem. Tobie natomiast czasami brakuje „zimnej krwi” i dochodzi do kłótni. W ten sposób pogarszają się relacje w całej rodzinie.

Po trzecie, relacje z mężem. Napisałaś, że masz wrażenie, że łączy Was tylko seks. To bardzo niedobry znak. Seks to za mało, by stworzyć udany związek. Czujesz się osamotniona (jeszcze najwięcej wsparcia masz od matki), pozostawiona sama sobie, nie możesz liczyć na wsparcie męża, który ma problem z alkoholem, i czujesz się przeciążona obowiązkami. To sprawia, że tracisz radość życia, entuzjazm, optymizm, energię. Niewykluczone, że ciągłe stresy i życie pod presją sprawiają, że stałaś się bardziej nerwowa i nie potrafisz panować nad emocjami.

Myślę, że najlepiej byłoby się wyprowadzić od rodziców. Wówczas ojciec ani siostry nie mieliby możliwości wtrącać się w Twoje życie, a mąż musiałby się zmobilizować do działania. Jest ojcem i musi pamiętać, że jest odpowiedzialny za rodzinę, za żonę, za dziecko. Zdaję sobie sprawę, że wyprowadzka wiązałaby się z większymi kosztami, ale na początku możecie pomyśleć o wynajęciu czegoś małego. Napisałaś, że rodzina musi się wspierać. Nie musi. Powinna, ale nie musi. Zresztą wiele osób twierdzi, że „z rodziną to tylko dobrze na obrazku”. Rzeczywistość jest trudniejsza, bo wymaga dobrej woli z każdej stron. Kiedy tej woli zabraknie po którejś stronie, to wówczas pojawiają się kłótnie, awantury, poniżanie, wypominanie i pretensje. Zamiast się wspierać, każdy siebie niszczy. Nic dziwnego, że w takich okolicznościach spada samoocena i pojawiają się czarne myśli, a nawet może rozwinąć się depresja. Jeżeli nie możecie się wyprowadzić, nie macie dokąd albo Was nie stać, to musicie zacząć asertywnie bronić swojego zdania i na bieżąco rozwiązywać nieporozumienia. Kiedy ojciec unosi głos, możesz powiedzieć: „Nie będę z Tobą rozmawiała i Cię słuchała, bo jesteś pod wpływem alkoholu i zachowujesz się agresywnie”. „Przepraszam, że dziecko płacze, staram się ją utulić, ale małe dzieci mają to do siebie, że czasem płaczą. Przecież nie robią tego specjalnie, ze złej woli, by dokuczyć dziadkowi”. Mów spokojnie, nie wdawaj się w kłótnie, kiedy nie możesz wytrzymać, wychodź z pokoju, idź do siebie, nie dawaj się sprowokować, bo to tylko nakręca spiralę kłótni. Trzymam kciuki i życzę powodzenia!

27620 psycholog-kamila-krocz Kobieta, 33 lata, Lublin
katarzyna1234

katarzyna1234

Chba właśnie najlepszym rozwiązaniem byłoby przeprowadzić się na swoje (nawet ostatnio mój mąż zaczął myśleć o tym) ale ja to marnie widzę bo wynająć mieszkanie to trochę kosztuje a nas nie stać chyba że tak jak pani napisała chociażby jakiś pokój wynająć.Pozatym nie wiem czy potrafie odizolować się od mamy.Jeśli mój mąż się zmieni po wyjściu ze szpitala to możliwe że udałoby się nam poprawić nasze małżeństwo oczywiście zdala od rodziców.W każdym bądź razie będę dążyła do tego i szukała jakiegoś kącika dla nas może uda nam się wyprowadzić i żyć własnym życiem a jak narazie dziękuję Pani za dobre rady mam nadzieję że to co Pani napisała okaże się dobrym rozwiązaniem...:)

26634 katarzyna1234 Kobieta, 34 lata, mińsk mazowiecki
psycholog Kamila Krocz

psycholog Kamila Krocz

katarzyna1234, napisałaś, że nie wiesz, czy potrafisz odizolować się od mamy. Zdaję sobie sprawę, że ze strony mamy masz największe wsparcie i pomoc, ale pamiętaj, że jesteś osobą dorosłą i musisz przejąć odpowiedzialność za swoje życie i za życie dziecka. Mama może pomagać także na odległość. Wyprowadzka przecież nie musi oznaczać, że stracisz kontakt z mamą. Musisz jednak zacząć stawać na nogi, oczywiście przy wsparciu męża. Nie możesz uzależniać się od mamy. Ufam, że kiedy mąż wróci ze szpitala, porozmawiacie ze sobą na spokojnie i zastanowicie się nad rozwiązaniem sytuacji. Życzę powodzenia!

27620 psycholog-kamila-krocz Kobieta, 33 lata, Lublin
~Grzegorz C

~Grzegorz C

Nie powinnaś się zastanawiać o odejściu z domu rodzinnego w takim przypadku w jakim się znajdujesz szukać coś swojego i nie ważne jest jakim kosztem bo czym większe będą kłody i potyczki to i tak na własnym wikcie będziesz a z drugiej strony jest takie powiedzenie że diabeł ma tylko wielkie rogi nic po za tym a co do ojca to napiszę tak sam mam dwie dorosłe córki i nigdy na nie ręki nie podniosłem i klapsa nawet nie dałem a miały co dusza zapragnęła i chciały się studia obie po robiły po cztery języki się nauczyły dawałem na wszystko jak leciało jedna już mężatka jest i się nie wtrącam jako rodzić a jak chcą rady to udzielam i nie mam zamiaru narzucać im czego kol wiek a tobie poradzę jak najszybciej się wyprowadź i odetchnij głęboko piersią poukładaj sobie życie z mężem i dzieckiem na swoich warunkach a z rodzicami czy maj kontakt ale z daleka nie na co dzień to sami zatęsknią za tobą i dzikiem sama się przekonasz życzę ci tego z całego serca i pozdrawiam

cutiron

cutiron

Dokładnie, ja miałam podobną sytuację, ale z mamą i po prostu uciekłam z domu. Przeprowadziłam się o wiele dalej od domu.

37543 cutiron Mężczyzna, 34 lata, Olsztyn