Skocz do zawartości
Forum

Poroniłam, nie umiem sobie radzić z bólem


MAMUSIA

Rekomendowane odpowiedzi

Gość etaCarinae

Cześć
Przez pół roku z mężem staraliśmy się o dziecko. Zaczynałam się już zastanawiać, dlaczego się nie udaje. Na początku października ginekolog powiedział mi, że mam policystyczne jajniki, więc będzie mi trudniej zajść w ciążę, a NFZ płaci za leczenie dopiero po roku bezowocnych starań. Tak więc nastawiłam się na dłuższe czekanie. Mimo to kupiłam testy owulacyjne, żeby już na pewno trafiać w odpowiednie dni. 28 października testy wykazały, że powinnam mieć owulację. Następny okres się spóźniał. 16 listopada zrobiłam test - wyszły dwie kreski. Nie wierzyłam, że mam takie szczęście. 20.11 zrobiłam Bhcg, wynik wskazywał na czwarty tydzień. Tą wartość zapamiętam chyba na całe życie, 578. Niepokoiło mnie tylko lekkie plamienie, ale wszędzie czytałam, że to się zdarza, poza tym myślałam, że to może implantacja. Następnego dnia od rana było mi trochę niedobrze. Śniadanie wmusiłam w siebie z rozsądku i poszłam do pracy. W pracy mdłości nie ustępowały. Trochę mi się wydawało za wcześnie na takie objawy, ale w końcu każda kobieta przechodzi to inaczej... Ale wtedy dołączył do tego wszystkiego ból w dole brzucha, dużo silniejszy niż przy okresie. W łazience zobaczyłam, że krwawię. Nie jakoś bardzo, ale to już nie było brunatne plamienie, tylko żywa krew. Natychmiast pobiegłam do ginekologa. Na USG nie udało się nic zobaczyć, lekarka mówiła, że jest jeszcze za wcześnie. Dostałam syntetyczny progesteron i skierowanie na badanie grupy krwi, do tego przykaz odpoczywać, a za 10 dni do kontroli. Przeleżałam więc te 10 dni, martwiąc się, bojąc i obwiniając siebie za to, że nie mogę nawet porządnie zajść w ciążę jak normalna kobieta. Potem na USG znowu nic nie było widać, więc zostałam odesłana do szpitala w trybie natychmiastowym. Tam okazało się, że progesteron zadziałał. Ciąża się utrzymała i miała już 6 tygodni. Tyle tylko, że postanowiła zagnieździć się w jajowodzie. Kiedy to usłyszałam, rozpłakałam się. Wiedziałam, co to oznacza - muszę podjąć decyzję o śmierci mojego dziecka. Operowano mnie natychmiast, jak tylko zwolniła się sala. Nie udało się uratować jajowodu. Wszystko goiło się bardzo dobrze, następnego dnia nawet nie potrzebowałam leków przeciwbólowych - błogosławiony niech będzie wynalazca laparoskopii. 48 godzin po operacji byłam już w domu. Od samego początku miałam opiekę psychologa, księdza (kwestia religii też jest dla mnie bardzo ważna) i rodziny. Po dwóch tygodniach zrobiliśmy symboliczny pogrzeb naszego dziecka. Pomogło mi to dojść do siebie. Ale ciągle pozostał pewien problem - z seksem. Technicznie wszystko jest ok, ginekolog na kontroli po trzech tygodniach od zabiegu kazał działać. Nie spieszymy się z mężem, on dziwi się, ale rozumie, że nie jest mi łatwo się przełamać. Przez jakiś czas pozostawaliśmy przy grze wstępnej, wszystko było w porządku. Myślałam, że jestem gotowa na normalny seks. Ale kiedy zaczęliśmy, do oczu napłynęły mi łzy, a całe podniecenie minęło jak ręką odjął. Nie rozumiem, co się ze mną dzieje. Boję się, że nie będę już potrafiła cieszyć się seksem tak jak wcześniej. Powiedzcie, jak to wyglądało u was? Jak długo trwało, zanim się przełamałyście, zanim wasze życie wróciło do normy?

Odnośnik do komentarza

Wielu ginekologów narusza praw pacjenta i ignoruje go odmawiając zamiast zachęcać do obecności osoby bliskiej podczas łyżeczkowania i po zabiegu. To właśnie wsparcie osoby bliskiej powoduje że nie ma depresji ! Zawsze podczas każdego badania nawet w szpitalu mamyprawo do oobecności osoby bliskiej również powinien partner wspierać poród. Już Św Józef był przy porodzie a teraz taka ciemnota

Odnośnik do komentarza

Soszka, przykro mi z powodu Twojej straty. Na pewno potrzeba czasu, na to, żeby nauczyć się żyć z tym bólem, który z czasem, mam nadzieję, będzie mniejszy. Każdy człowiek na swój sposób potrzebuje przeżyć żałobę, niektórzy w ciszy, inni dużo rozmawiając o swoim bólu. Zajrzyj na wątek:
https://forum.parenting.pl/poronienie/2144991,ciaza-zaraz-po-poronieniu,4899
tam jest więcej kobiet, które przeżyły to co Ty i może pomogą Ci poradzić sobie w nowej, trudnej codzienności. Życzę Ci dużo siły

Odnośnik do komentarza

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×
×
  • Dodaj nową pozycję...