Maluchy

Wrześnióweczki 2016

Odpowiedzi znajdują się poniżej

~Szczęściaraaaa

~Szczęściaraaaa

Monika a jak sobie dajesz radę tym razem? Widzę optymistyczne wpisy więc chyba nie jest tak źle? Ładna pogoda i możliwość wyjścia pewnie trochę ułatwia sytuacje.
Ja to się cieszę jak wariatka z tej pogody. Siedzimy całymi godzinami na placu zabaw. A do domu mi się w ogóle wracać nie chce. W ogóle to uciekamy z tego domu ile możemy. I marzymy tylko żeby w przyszłości mieszkać gdzie indziej.

qarolina

qarolina

Szczęściara trzymam kciuki za odstawienie. Gastrolog powiedział że będzie mi ciężko i radził wyjechać i zostawić dziecko z tatą. 3 dni i zapomni. Jakoś tego no wiedzę. W weekendy Gośka się też więcej domaga piersi. Jak coś nie po jej myśli to zaraz jest przy mnie i się obsługuje.
A co się stało z domem że tak uciekacie?

--

http://www.suwaczki.com/tickers/3i49g7rfr69ug490.png

53580 qarolina Kobieta, 34 lata, Gdańsk
monikae

monikae

Cześć dziewczyny!

Szczęściara ja też trzymam kciuki za odstawienie! I miło mi, że pytasz jak sobie radzimy:-*. Otóż jest w kratkę. Oczywiście pogoda nastawia optymistycznie. Wychodzimy codziennie na plac zabaw, czasem po południu drugi raz. Choć najczęściej jest coś do zrobienia w domu i to drugie wyjście rzadko dochodzi do skutku. Ogólnie staram się tak nie użalać nad sobą. Piszę negatywy jak już jestem w mega dołku. Najbardziej mnie dołuje że dzik nadal jest taki niesamodzielny. No nadal pobawi się tylko chwileczkę sam, na placu zabaw też nie zajmie się sobą na dłużej. No i ta rytmika naprawdę daje mi dużo. Mimo, że to tylko po pół godziny dwa razy w tygodniu. Ale nastraja mnie to optymistycznie do żłobka:-D. Choć wiem, że to zupełnie co innego, ale widzę że dzik też potrzebuje kontaktu z dziećmi. Kurczę potrzebuję jednak dla siebie tego czasu. I zdecydowanie będę się starać o miejsce w żłobku od października, po naszym urlopie.

Alilu i jak dziś Ada??

Bordo powodzenia dziś:-) i dawaj znać co i jak u Was:-*

My dziś spacerowo po zakupy bo lodówka pusta. Do tego ma padać więc zobaczymy jak będzie...

Wczoraj zdążyłam się pochwalić M że mój kręgosłup od kilku dni naprawdę dobrze się ma. Zaraz po rozmowie oczywiście zaczął boleć... I dziś też już nie tak pięknie.

Kurcze coś was chciałam zapytać, i myślałam o tym od wczoraj i nagle buch, zapomniałam...:-(

Pewnie napiszę jeszcze jak mi się przypomni. Miłego dnia mamuśki!

--

https://www.suwaczki.com/tickers/ijpbj48avabl97j0.png

51055 monikae Kobieta, 33 lata, 3city
qarolina

qarolina

cześć,

u nas nocka do bani. Gosię bolał brzuch i to chyba po soku pomarańczowym bo się wczoraj go opiła. Nic innego nie jadła z nowości więc tylko sok przychodzi mi do głowy. Nie spałam pól nocy - ledwo żyję. Gosia prawie całą noc podłączona do cycka bo inaczej jęki i stęki.
Rano taka zakręcona byłam, że wsiadła nie do tego tramwaju. Dobrze, że teoretycznie oboma mogę dojechać do celu ale i tak się zorientował i przesiadłam, bo bilet kupiłam na telefonie w aplikacji i muszę podać nr tramwaju, jakbym miała kontrolę to mandat jak nic.

spokojnego poniedziałku :*

--

http://www.suwaczki.com/tickers/3i49g7rfr69ug490.png

53580 qarolina Kobieta, 34 lata, Gdańsk
Alilu

Alilu

Hej dziewczyny, byłam z Adą u lekarza, ma lekko zaczerwienione gardło, dostała syrop i krople do nosa. Nadal ją męczy katar, kaszel i wczoraj gorączkowała. W sumie ucieszyłam się z tych kropli bo lekarka powiedziała, że powinny szybko przynieść efekt. Niestety Ada nie pozwala sobie nawet ich wkroplić, nie mogę nawet jej nosa dotknąć. Jestem tak zła na ten katerek do odkurzacza, że nawet nie macie pojęcia, przeze mnie dziecko ma traumę. Nie pomaga nic, piosenki z you tube, bajki nawet w akcie desperacji słodycze. Ada nie pozwoli sobie nic zrobić koło nosa, ani inhalacji, ani kropel, nawet wody morskiej nie da sobie psiknąć... Nie da jej się w żaden sposób przekonać. W takim przypadku może organizm sam jakoś zwalczy ten katar. Szkoda tylko tych leków, które wykupiłam bo kasa wyrzucona w błoto. Peonia czytałam o tym inhalatorze siateczkowym ale to nie ma żadnego sensu bo tutaj nie ma winy urządzenie tylko fakt, że ktoś chce robić jej coś koło nosa.
Qarolina współczuje nocki... jak człowiek jest niewyspany i zmęczony to szybko o pomyłkę, dobrze, że się zorientowałaś i w porę przesiadłaś bo faktycznie jakby była kontrola to miałabyś problemy.
Monika miło się słyszy, że teraz rozłąka jakoś szybciej Tobie upływa. Faktycznie jak jest cieplutko na dworze i można dużo czasu spędzać na świeżym powietrzy to człowiek inaczej funkcjonuje.

58687 alilu Kobieta, 34 lata, CB
~Szczęściaraaaa

~Szczęściaraaaa

Alilu a Ada używa smoczka? Bo są też końcówki smoczki do inhalatora. Próbowałaś z maseczka czy ustnikiem? U nas tylko ustnik. Maciek banicznie bał się inhalatora ale to przewalczulismy. Nie poddawaj się. A aspirator jest też taki którym wyciągacz sama. Oczywiście u nas też wojna przy czyszczeniu nosa ale robię to na siłę żeby nie spłynął katar i nie było gorzej. Maciek zawsze pierwsze dni walczy strasznie a potem już nawet sam przynosi żeby mu wyjąć. Także próbuj.

Monika u nas też tak jest. Znaczy Maciek by się sam chwile pobawil ale nie wiem czym by się to skończyło. Z oka go na 10 sekund nie można spuścić. Na placu zabaw też chodzę za nim krok w krok. Ostatnio był chłopiec troszkę chyba mlodszy od Maćka przynajmniej mniejszy i tata przez godzinę wstał może 2 razy do niego z ławki. Chodzil sobie mały wszędzie zadowolony a mój to zaraz leci, wychodzi za ogrodzenie, wspina się wszędzie, rusza wszystkie rowery, wchodzi na sprzęty siłowni która jest przy placu. Ja nie mogę mrugnąć żeby czego nie wymyślił. O tym żeby usiąść to mogę pomarzyć.

Qarolina a z domem to dluga historia w skrócie to do wujka który mieszka pod nami przychodzi "koleżanka" która jest zawsze pod wpływem alkoholu. Ostatnio awantura, krzyki po 23. Cała noc z nerwów potem nie spałam. Staramy się z mężem być jak najlepszą rodzina a wykopaliśmy się w sam środek patologii.

Maciek się taki ogarnięty zrobił wszystko rozumie, dużo mówi. Taki już chłopiec a nie Dzidziuś ale tak niesamowicie uparty że szok. Ma bunt na wszelkie sprzęty w których są pasy, i jest unieruchomiony- fotelik, wózek, krzesełko. Mają wojenka za każdym razem.

qarolina

qarolina

Szczęściara a już faktycznie kiedyś pisałaś o tym wujku. Współczuję
W żłobku kuźwa u Gosi w grupie szkarlatyna. Także cudownie :/

--

http://www.suwaczki.com/tickers/3i49g7rfr69ug490.png

53580 qarolina Kobieta, 34 lata, Gdańsk
calineczkamala

calineczkamala

Monika łącze się z Tobą z tym bólem kręgosłupa.ja tez mam problemy a jeszcze jak ponosze sobie 15,5 kg klocka to daje mi się we znaki.
Alilu, nie obwinisj się kochana. Dzieci już tak mają, mało które daje sobie ot tak grzebać w nosie. u nas jak był katar to tez ciężko było odciągnąć i niestety trochę na siłę robiliśmy. Mąż trzymał a ja działałam .po kilku razach chyba załapał że nie ma wyjścia i juz tak nie cyrkowal.
Szczesciara współczuję sytuacji z wujkiem. Co do pieluchy to ja przebrałam w nocy ale różnicy nie było u nas więc chyba nie będę już przebierać. A, i trzymam kciuki za odstawienie.
Karolina, noz jak nie urok to sracxka. I znowu stresa będziesz miała. Oby Gosia nie załapała.
A ja dzisiaj rano przeżyłam zawał.
O 7 Wojtus obudził się na kupę. stał w łóżeczku i krzyczy ooo! I pokazuje na okno. A łóżeczko blisko okna. Ja patrzę a tam dosłownie mrowisko, cały parapet i rama okna. W sobotę przessdzslsm kwiatki na trawie, i pewnie mrówki wlazly do doniczki. W niedziele widziałam pojedyncze mrówki ale nie pomyślałam że się tak rozmnaża. Wojtus musiał poczekać z przebieraniem a ja szybko wywalilsm kwiatek przez okno i zaczęłam je tępić. Tak pewnie spał by jeszcze do ósmej u mnie w łóżku, a tak miał pobudka o 7. Jakoś je ogarnęłam .wyniosła m nawet dywan. Na parapet rozsypslam proszek od mrówek. No mowie wam, straszny widok tym bardziej że łóżeczko blisko ale na szczęście tam nie wlazly. Cały dzień mnie wszystko swedziało przez to. Wieczorem jeszcze znalazłam ze dwie. Mam nadzieję że już się nie rozmnaża.
Wczoraj nocka była kiepska, dziś tez juz się budził, eh. Tak mi go szkoda.

--

[url://fajnamama.pl]http://fajnamama.pl/suwaczki/0biq621.png[/url]=http

49956 calineczkamala Kobieta, 41 lat, lublin
monikae

monikae

Cześć dziewuszki!

Calineczka, ale miałaś przygodę... Nienawidzę mrówek! U nas z rok temu się pojawiły, nie wiadomo skąd. Dużo próbowaliśmy różnych specyfików, aż w końcu jeden pomógł.
Widziałam na FB zdjęcia Wojtuśka:-D. Uwielbiam je oglądać, on jest taki śliczny:-*:-*:-*. Tylko nie mam czasu żeby pisać i tu i tam a wybrał sobie forum.

Widziałam też zdjęcia Zuzi. Jaka dorosła panienka:-). Szkoda tylko, że Monmonka nas opuściła na rzecz FB:-(...

Qarolina ja pierdziele, szkarlatyna... przecież to ustrojstwo jest straszne i mega zaraźliwe.. Mam nadzieję jednak że Gosię to jakoś ominie chociaż!

Szczęściara u nas tak samo z odciąganiem, robimy na siłę, często po czasie Maciek zaczyna akceptować sytuację. Także Alilu, nie poddawaj się!
Kurcze u nas identycznie z Maćkiem na placu zabaw. Nie można głowy odwrócić. Pakuje się wszędzie, pakuje wszystko do buzi. Codziennie mu coś wyciągam z gęby, ostatnio kamyk!
A z wujkiem współczuję, pamiętam jak pisałaś już kiedyś o tym:-(

Alilu zdrówka dla Ady, oby kropelki szybko pomogły!

My wczoraj zrobiliśmy przejażdżkę autobusem do galerii. Pogoda na spacer nie pozwoliła bo padało. Kupiliśmy tylko spożywkę, chociaż byłam w smyku, ale powstrzymałam się!
Dziś w planie rytmika, być może plac zabaw, chociaż w nocy ulewa i nie wiem czy coś będzie się nadawało do zabawy.

Moja mama podpisuje dziś umowę kredytową! Wielki dzień:-D

Miłego dnia mamuśki!

--

https://www.suwaczki.com/tickers/ijpbj48avabl97j0.png

51055 monikae Kobieta, 33 lata, 3city
Alilu

Alilu

Szczęściara Ada jest bezsmoczkowa od urodzenia. Ja próbowałam i z ustnikiem i z maseczką i ona niczego nie akceptuje. Dodam tylko, że w grudniu miała pierwszy raz robione inhalacje i o ile na początku się wzbraniała tak później je zaakceptowała i nie było żadnego problemu. Teraz to jest ewidentnie strach i taka panika z jej strony. Ada wyrywa mi kable, maseczkę, zrzuca inhalator, kopie mnie, rzuca się do tyłu - dosłownie jakby w jakiś szał wpadła.
Niestety ze zdrowiem u Ady coraz gorzej więc dzisiaj dałam jej antybiotyk - a raczej próbowałam go podać. Ada dostała taką fajną zawiesinę, ładny różowy kolor i w smaku nawet ok, ale Ada tylko spróbowała i oczywiście jej nie podeszło. Znowu ryk, wyrywanie się, próbowałam jej dać na siłę to połowę wypluła. Jestem zrezygnowana... Pierwszy raz się popłakałam z bezsilności bo widzę, że dzieciak chory, mam szanse jej pomóc podając lek ale nie mogę go zaaplikować bo ona na to nie pozwala. Boję się, że jeszcze bardziej się rozchoruje i wylądujemy w szpitalu. Poza tym na samą myśl, że ona teraz będzie częściej chorować przez ten żłobek ogrania mnie niemoc bo jak ja będę podawać jej te leki? Sorki, że cały czas pisze to samo ale naprawdę mnie to przytłacza.
Dziewczyny Wasze Maćki na placu zabaw zachowują się tak jak Ada. Ogólnie ciągle ma jakieś dziwne pomysły, najbardziej jej się podoba bramka, jej otwieranie i uciekanie, do tego musi poczuć smak każdego patyka i kamyka więc do rodziców spokojnie siedzących na placu zabaw tez się nie zaliczam.
Szczęsciara współczuje sytuacji w domu... to naprawdę frustrujące jak we własnym domu człowiek nie czuję się komfortowo. A może poszukalibyście z mężem pomocy dla wujka? Może leczenie zamknięte? albo w pierwszej kolejności anonimowy wniosek do gminnej komisji rozwiązywania problemów alkoholowych.
Qarliona jak czytam o kolejnych chorobach w żłobku to aż mi słabo, oby Gosia nic nie złapała.
Calineczka nasza noc tez była mega słaba, Ada przez ten zapchany nos i gorączkę często się budziła. W sumie od 4-ej to nie spała już w ogóle, a teraz bidulka ze zmęczenia zasnęła sama na kanapie. Co do mrówek to jak ich nie cierpię!! wzbudzają we mnie jakąś odrazę... w dzieciństwie kiedyś w lesie wpadłam w jakieś mrowisko i do teraz czuje jak te małe cholerstwa chodzą po moim ciele... brrrr... a kolejna trauma związana z mrówkami to jak byłam kiedyś na wycieczce we Włoszech to w hotelu na śniadanko było podawane jedzonko w formie szwedzkiego stołu, a na nim.in płatki, dżemy, mleko, tosty i corissanty. Skusiłam się na tego corissanta nałożyłam sobie tez inne jedzonko, usiadłam przy stole podnoszę tego corissanta patrzę a tam mrówki!! Bleeeee, fuuuj i od razu apetyt straciłam. Mam nadzieję, że Ty skutecznie się ich pozbyłaś i te małe stwory już nie wrócą w Twoje progi.
Monika gratulacje dla mamy i oby wszystko poszło po jej myśli i żeby szybko cieszyła się własnym kawałkiem podłogi :)

58687 alilu Kobieta, 34 lata, CB