Maluchy

Do przedszkola - zalety i wady

Odpowiedzi znajdują się poniżej

paczanga

paczanga

IWA23u mnie jest podobna sytuacja córa nie dostała się bo ja wtedy nie pracowałam. później się dowiedziałam że wszystkie nie pracujące matki podały że pracują a za pracodawcę podały swoją ciotkę lub teścia ( był tel z przedszkola czy taka mama pracuje a citka odp. że tak) więc jak bardzo chcesz jest sposób na konbinowanie. teraz już mam etat więc wciągnełi mnie na listę oczekujących i niestety wrednie licze że jakieś dziecko z tej 30osobowej grupy się nie zaaklimatyzuje do tego najbliższego przeszkola. a tym najbliższym to bym miała dobrze bo jak co to wszytskie moje sasiadki tam prowadzają dzieciaki wiec w razie "W" miał by kto córe odebrać. dowiedziałam się że mogę posłać dziecko do prywatnego przedszkola (nie jest dużo droższe) ale to jest dalej i się zastanawiam czy ją dac tam na rok.

mąż ma opinię że mu tylko dziecko w przedszkolu zepsują. nasze stramy się wychowywać bez "komercji". od niedawna ogląd dobranockę, wcześniej nawet TV nie mieliśmy. w wielu sprawach idę pod prąd bo córa prawie cały czas chodzi na bosaka.
teściwa na to że jak będę w domu to się będę nudziła jakl wnusia będzie w przedszkolu. ale ten argument wogóle mnie nie przekonuje.

wiem że przeszkole może nauczyć dużo pioseneczek ale czy to jest ważne. bardziej mi się podoba że lidka będzie mogą bardziej ujawnić swoje talenty, w domu np nie za często maluje farbami lub nie ma rytmiki. z drugiej strony np pomoc w kuchni mamie to też nauka. o naukę samodzielności się nie boję bo nie znam bardziej samodzielnego dziecka od niej nawet w porównaniu z tymi co chodzą do żłobka.

15608 paczanga Kobieta, 30 lat, dziki wschód BP
Ulla

Ulla

paczanga
hej
mam prawie 3letnią córę. Nie pracuje siedzę w nią w domu. Zastanawiam się czy wg was lepiej jest posłać dziecko do przedszkola.
Kiedyś byłam w stu procentach zdania że dziecku lepiej z rówieśnikami ale teraz gdy przyszło u moje dziecka przeciąć pępowinę to się waham. Do tego córka słysząc chyba moje rozmowy z koleżankami "że chcę ją oddać do przedszkola" zaczeła odczuwać lęk przed rozstaniem ze mną. Cora uczęszcza raz w tygodniu na zajęcia w bibliotece z rówieśnikami, do tego prawie codziennie bawi się z innymi dziećmi więc chyba ma towarzystwo. może zapiszę ją jeszcze na zajęcia sportowe karate lub pływanie.
W lutym urodzę 2dziecko.
jak oceni moją sytuację "rada forowiczek":36_7_6:

ja jestem zdania, że im szybciej dziecku przetnie się nieco tą pępowinę tym lepiej dla każdego choć nie ukrywam, że to ciężki moment dla wszystkim i trzeba go dzielnie przetrzymać. Dziecko można w domu uczyć wielu rzeczy, nie będzie tyle chorowało ale nie nauczymy go funkcjonowania w społeczeństwie a to podstawa życia codziennego. Ja jestem zdania ze warto ale jezeli to dla ciebie za duży szok może lepiej przez pierwszy rok dawać dziecko do klubu przedszkolaka

--

http://www.suwaczki.com/tickers/w5wq3e5en5kuzrs6.png

http://www.suwaczki.com/tickers/3jvz3e5eqgubclqa.png

27582 ulla Kobieta, 39 lat, Jaworzno
3nik

3nik

witam

ja raczej w tej mniejszości, co widzi więcej minusów niż plusów;) do mnie przemawia homeschooling, więc nawet idea szkoły jest dla mnie przerażająca. sama nie chodziłam do przedszkola, tylko jak miałam pięć lat raz w tygodniu na 2 h na zajęcia muzyczne, a potem szkolna zerówka. Zero problemów z adaptacją, istnieniem w grupie, a co do nauki...hm.. nie chwaląc się do końca edukacji uchodziłam za wybitnie zdolną ( teraz nie ma kto oceniać hahaha) chcieli mnie przenosić do klas wyżej, matura na szóstkach, dwa kierunki studiów na stypendiach itd. Ale nie o mnie miało być;) Mąż chodził do przedszkola i wspomina źle.
Synek ma 2 lata i prawie 2 miesiące i na razie chodzimy na różne zajęcia, ale jestem z nim,nie jest jeszcze gotowy na rozstanie ( ja też nie) ale gdyby chciał, zostawiałbym go. Co do strony edukacyjnej to i tak uważam, że najwięcej ja z nim zrobię. Czytamy dużo, on już też zaczyna - metodą Cieszyńskiej-Doman mu nie podszedł. Zna wiele wierszyków i piosenek, mówi np. Lokomotywę, zna znaczki aut. Robimy wiele zabaw ruchowych, kontakt z rówieśnikami ma na zajęciach, na które chodzimy i na podwórku, ja inicjuję tez inne spotkania z mamami i ich dziećmi. Wszystko, co robimy, jest z jego inicjatywy, tzn. ja proponuję i robimy tylko to,co mu odpowiada, żadnej presji. W przedszkolu musiałby na pewno robić dużo rzeczy wbrew sobie, iść pod sznurek, boję się, ze przedszkolna edukacja, tak jak szkolna zabija indywidualność dziecka:( może się mylę, ale jednak grupa ma ileś tam osób i program do realizacji w najlepszym wypadku;P) w domku można dużo zrobić z dzieckiem ( ja pracuję ale popołudniami, mam własną firmę,wymieniamy się z mężem i pomaga babcia, ale pracuję tylko po 2-3 h dziennie - chcę być dla synka).
Choroby też na pewno przemawiają przeciw, jednak im dziecko starsze,tym większa odporność, oczywiście mówię o dzieciach,które stykają się z różnymi środowiskami,miejscami, gdzie mogą podłapać katarki i się uodparniać,m przedszkole zaś to wylęgarnia, z winy rodziców często,którzy poszczają chore dzieci ,z gorączka nawet, bo "muszą" iść do pracy.
Komercja,o której paczanga wspomniałaś, to dla mnie też odstraszacz od przedszkola,nasz synek nie je słodyczy, nie ogląda w ogóle TV, a wiem, ze w przedszkolu wpływ mainstreamu byłby mocny. a jest za mały , by się temu przeciwstawić:)
Przedszkole ponoć ułatwia funkcjonowanie w społeczeństwie- ale grupą jest i rodzina, i grono koleżanek i kolegów z podwórka, wszystko można zorganizować i dać dziecku możliwość usamodzielnienia - możliwość, a nie przymus. Jeśli dziecko samo ciągnie do innych dzieci, idziemy na zajęcia adaptacyjne i widzimy, ze nasza obecność jest zbędna, to dać buzi i iść. Ale jeśli nie, ja nie odważyłabym się zostawić płaczącego dziecka - czy wiem, jaką traumę mu funduję?
Ja kiedyś pracowałam na dobrym stanowisku na etacie,miałam przed sobą karierę i "świetlaną" przyszłość. Wybrałam synka i własną firmę, co daje mi możliwość zajęcia się nim, ale i wiąże się z brakiem czasu dla siebie. Wierzę jednak, że robienie czegoś wbrew sobie i dziecku, bo tak wypada i jest presja na oddawanie do przedszkola ( już nawet teraz jest presja na żłobek..) nie ma sensu. Lepiej wyczuć moment, zrobić to stopniowo, a w międzyczasie cieszyć się tą piękną więzią i jedynym czasem w życiu dziecka,kiedy to my jesteśmy najważniejsi i możemy mu tyle dać:)

pozdrawiam i życzę dobrych decyzji:)

--

http://suwaczki.maluchy.pl/li-50627.png

http://s2.pierwszezabki.pl/038/0381979e0.png?4801

http://daremjest.blogspot.com

21678 3nik Kobieta, 36 lat, Poznań
paczanga

paczanga

własnie nikt nie podniósł wątku niby modnego teraz o nauce w domu. aż tak ortodoksyjna nie jestem na pewno nie bedę uczyła dziecka w wieku powyżej nawet 5lat.

cos o 'drodze po sznurek to ja wiem". Ja mieszkałam w lesie. za toważystwo miałam tylko brata i bardzo chciałam iść do przeszkola. niestety było bardzo daleko ale mama postanowiła że jakoś to zorganizuje i postanowiła mnie dowozić. a tam reżim każą jeść na siłę zupy mleczne :uff2:a ja obrzydzenie nawet na zapach mleka, robić cały czas dokładnie co Pani każe. zaczełam się buntować że tego i tamtego robić nie będę a za mną i inne dzieci. w końcu przedszkolanki nie wytrzymały i poprosiły żeby lepiej mama mnie nie nie przywoziła. mama skapitulowała. później dalej tęskniłam za dziećmi. poszłam dopiero do zerówki. dalej jestem bardzo toważyska

15608 paczanga Kobieta, 30 lat, dziki wschód BP
~IWA23

~IWA23

paczanga
własnie nikt nie podniósł wątku niby modnego teraz o nauce w domu. aż tak ortodoksyjna nie jestem na pewno nie bedę uczyła dziecka w wieku powyżej nawet 5lat.

cos o 'drodze po sznurek to ja wiem". Ja mieszkałam w lesie. za toważystwo miałam tylko brata i bardzo chciałam iść do przeszkola. niestety było bardzo daleko ale mama postanowiła że jakoś to zorganizuje i postanowiła mnie dowozić. a tam reżim każą jeść na siłę zupy mleczne :uff2:a ja obrzydzenie nawet na zapach mleka, robić cały czas dokładnie co Pani każe. zaczełam się buntować że tego i tamtego robić nie będę a za mną i inne dzieci. w końcu przedszkolanki nie wytrzymały i poprosiły żeby lepiej mama mnie nie nie przywoziła. mama skapitulowała. później dalej tęskniłam za dziećmi. poszłam dopiero do zerówki. dalej jestem bardzo toważyska

U mnie w p-kolu tego nie ma jeśli dziecko nie chce jeść czegoś to nie je,zawsze na stoliku jest chleb i mogą go zjeść,obiad mają podzielony o 12 zupa+chleb a o 14 drugie +chleb,na śniadanie zawsze jest chleb tylko z masłem i dziecko nie jest zmuszane do jedzenia czegoś nie lubi je chleb z masłem.Inne czynności też odpuszczają jeśli dziecko nie chce np nie chce ćwiczyć to siada do stolika i np rysuje,chodzi też o to że zmuszaniem do czegoś jego bunt protest przeszkadza innym dzieciom co chca daną czynność wykonywac.

Margeritka

Margeritka

paczanga
hej
mam prawie 3letnią córę. Nie pracuje siedzę w nią w domu. Zastanawiam się czy wg was lepiej jest posłać dziecko do przedszkola.
Kiedyś byłam w stu procentach zdania że dziecku lepiej z rówieśnikami ale teraz gdy przyszło u moje dziecka przeciąć pępowinę to się waham. Do tego córka słysząc chyba moje rozmowy z koleżankami "że chcę ją oddać do przedszkola" zaczeła odczuwać lęk przed rozstaniem ze mną. Cora uczęszcza raz w tygodniu na zajęcia w bibliotece z rówieśnikami, do tego prawie codziennie bawi się z innymi dziećmi więc chyba ma towarzystwo. może zapiszę ją jeszcze na zajęcia sportowe karate lub pływanie.
W lutym urodzę 2dziecko.
jak oceni moją sytuację "rada forowiczek":36_7_6:

dzieci się stresują przed pójściem do przedszkola, zwłaszcza, jeśli mówi się przy nich że się je tam odda, czują się odrzucone, jeśli chcesz zachęcić dziecko do chodzenia do przedszkola, warto z nią spacerować koło placu zabaw przedszkolnego, pokazywać rysunki na oknach, zachęcać, zeby dziecko samo chciało tam pójść, ja bym chciała oddać Olę do przedszkola jak skończy trzy lata, teraz jak z nią spaceruje koło przedszkola, to zawsze jej mówię, ze to jest przedszkole, ze tam są dzieci, ze się bawią idt.

poza tym jeśli masz możliwość, jeszcze zapisania do przedszkola jeszcze na ten rok, to moze warto to zrobić i pozwolić dziecku na chodzenie do przedszkola, jeśli nie będzie chciała tam chodzić, bo nie będzie jeszcze na to gotowa, to niech będzie w domu.

27583 margeritka Kobieta, 33 lata, Lublin
Margeritka

Margeritka

paczanga
własnie nikt nie podniósł wątku niby modnego teraz o nauce w domu. aż tak ortodoksyjna nie jestem na pewno nie bedę uczyła dziecka w wieku powyżej nawet 5lat.

cos o 'drodze po sznurek to ja wiem". Ja mieszkałam w lesie. za toważystwo miałam tylko brata i bardzo chciałam iść do przeszkola. niestety było bardzo daleko ale mama postanowiła że jakoś to zorganizuje i postanowiła mnie dowozić. a tam reżim każą jeść na siłę zupy mleczne :uff2:a ja obrzydzenie nawet na zapach mleka, robić cały czas dokładnie co Pani każe. zaczełam się buntować że tego i tamtego robić nie będę a za mną i inne dzieci. w końcu przedszkolanki nie wytrzymały i poprosiły żeby lepiej mama mnie nie nie przywoziła. mama skapitulowała. później dalej tęskniłam za dziećmi. poszłam dopiero do zerówki. dalej jestem bardzo toważyska

jest taki wątek http://parenting.pl/uczniowie-nastolatki/20661-guwernantki.html

27583 margeritka Kobieta, 33 lata, Lublin
Blondi22

Blondi22

IWA23
paczanga
własnie nikt nie podniósł wątku niby modnego teraz o nauce w domu. aż tak ortodoksyjna nie jestem na pewno nie bedę uczyła dziecka w wieku powyżej nawet 5lat.

cos o 'drodze po sznurek to ja wiem". Ja mieszkałam w lesie. za toważystwo miałam tylko brata i bardzo chciałam iść do przeszkola. niestety było bardzo daleko ale mama postanowiła że jakoś to zorganizuje i postanowiła mnie dowozić. a tam reżim każą jeść na siłę zupy mleczne :uff2:a ja obrzydzenie nawet na zapach mleka, robić cały czas dokładnie co Pani każe. zaczełam się buntować że tego i tamtego robić nie będę a za mną i inne dzieci. w końcu przedszkolanki nie wytrzymały i poprosiły żeby lepiej mama mnie nie nie przywoziła. mama skapitulowała. później dalej tęskniłam za dziećmi. poszłam dopiero do zerówki. dalej jestem bardzo toważyska

U mnie w p-kolu tego nie ma jeśli dziecko nie chce jeść czegoś to nie je,zawsze na stoliku jest chleb i mogą go zjeść,obiad mają podzielony o 12 zupa+chleb a o 14 drugie +chleb,na śniadanie zawsze jest chleb tylko z masłem i dziecko nie jest zmuszane do jedzenia czegoś nie lubi je chleb z masłem.Inne czynności też odpuszczają jeśli dziecko nie chce np nie chce ćwiczyć to siada do stolika i np rysuje,chodzi też o to że zmuszaniem do czegoś jego bunt protest przeszkadza innym dzieciom co chca daną czynność wykonywac.

u nas też własnie do niczego dzieciaczki nie sa zmuszane

--

http://kuba-k.aguagu.pl/suwaczek/suwak3/a.pnghttp://s9.suwaczek.com/20090418310120.png
http://izabela-k.aguagu.pl/suwaczek/suwak4/a.png

8501 blondi22 Kobieta, 29 lat, Sochaczew(MAZOWIECKIE)
Ulla

Ulla

co przedszkole to inne zasady ale warto obserwować ale i dać trochę zaufania, oczywiście zawsze można znaleźć plusy i minusy przedszkola,, żłobka, szkoły jednak życie w społeczeństwie też nie posiada samych zalet czy samych wad, trzeba niestety uczyć się życia społecznego które właśnie placówki oświatowe uczą

--

http://www.suwaczki.com/tickers/w5wq3e5en5kuzrs6.png

http://www.suwaczki.com/tickers/3jvz3e5eqgubclqa.png

27582 ulla Kobieta, 39 lat, Jaworzno
MartaMaria

MartaMaria

temat u mnie na czasie, bo córcia poszła do p-kola 3 września jako niespełna 2,5- latka. zachęcaliśmy i poszła podekscytowana jednak patrząc na wyjące dzieci i jej się udzieliło. jest juz trochę lepiej jednak jakby sie bała ze po nią nie wrócimy :( emocjonalnie to jednak był dla niej mega stres (budziła sie z płaczem w nocy, moczyła majteczki) jednak rozwinęła sie językowo- mówi więcej (nauczyła sie calego zdania po 1.-szym dniu: ''nie płacz, mama przyjdzie'' bez seplenienia! :D) w domu stara sie byc bardziej samodzielna: ściąga buty, podciąga sama spodnie po skorzystaniu z toalety (czego nie robiła tylko ściągała całkowicie). niejadek zaczał przełamywac swoją mono-dietę, co przyjeliśmy z radością z mężem.
jak widac są plusy, są i minusy jak wszędzie.
a pozbawianie dziecka różnych ''szkodliwości'' chyba nie wychodzi na dobre (moim zdaniem jako nauczycielki). wszystko ale z umiarem. tv, słodycze itp tak później nie kuszą jak kiedy podaje sie je w małych ilościach. ja nie dostawałam słodyczy, pozniej miałam nadwagę jako nastolatka, nie oglądałam tv, pozniej jako nastoletnia dziewczyna oglądałam co najmniej 4 godz dziennie.

--

29.03.2010 g.11.45, 3150g, 54cm, cc
http://www.suwaczki.com/tickers/km5scwa1bqfcvgma.png

15.09.2011 g.11.25, 2700g, 50cm, cc
http://www.suwaczki.com/tickers/zem33e5ebr1nlspj.png http://s2.pierwszezabki.pl/040/0403999d1.png?3770

26969 martamaria Kobieta, 34 lata, dolnosląskie