Konkursy

Konkurs: "To musi być miłość!"

Odpowiedzi znajdują się poniżej

asiaroza1

asiaroza1

Moja najbardziej romantyczna przygoda to niezapowiedziany weekend w Krakowie z moim, wtedy chłopakiem...Przyjechał do mnie po pracy, a że weekend mieliśmy spędzic u niego, byłam już spakowana, po drodze zorientowałam się że jedziemy inną trasą:) Kiedy powiedział mi że wykupił dla nas 2 noclegi w przytulnym hotelu w Krakowie.... byłam bardzo zadowolona, ale i trochę zła...że nie przygotowałam się odpowiednio... Spędziliśmy wieczór w super lokalu, tańczyliśmy pół nocy, przez sobotę nie wychodziliśmy z łóżka, a wieczorem mój facet oświadczył mi się:36_3_8: :36_3_8::36_3_8:
Kiedy teraz przypominam sobie ten wypad, robi mi się ciepło na sercu. Jesteśmy małżeństwem od prawie pięciu lat, w trzecią rocznicę ślubu urodziła się nasza córeczka.
TO MUSI BYC MIŁOSC!!!

--

http://s4.suwaczek.com/201106214965.png
http://s3.suwaczek.com/20141206734453.png

30417 asiaroza1 Kobieta, 33 lata, Płock
elus.dreptus

elus.dreptus

Długo musiałam się zastanowić bo mój maż, tak samo jak ja, nie jest generalnie romantyczny :)

Wtedy byliśmy parą z krótkim stażem, ja studiowałam w Zielonej górze on w Poznaniu.
Był deszczowy dzień, w nagrodę po całym dniu zakuwania poszliśmy grupą do dyskoteki.
Gdy tańczyłam w pewnym momencie zakradł się od tyłu do mnie ktoś i mnie objął. To był on, wręczył mi ogromna róże:)
Przyjechał tylko po to aby się ze mną zobaczyć, wracał następnego dnia do Poznania na zajęcia o 8 rano!

5931 elus-dreptus Kobieta, 34 lata, Leszno
Aleksandraa

Aleksandraa

Pewnych wakacji jak zawsze pojechałam do mojej babci na wieś Spokój cisza natura to było to co uwielbiam Dołączyła do mnie również kuzynka Spacerowałyśmy sobie nad jezioro,kiedy natknełyśmy się grupkę chłopców.Moją uwagę przykuł przystojny chłopak imieniem Sławek
Nowi znajomi zaprosili nas na ognisko wieczorem tego samego dnia
Impreza udana :śmiechy ,żarty Dawno się tak dobrze nie bawiłam Sławek zaproponował mi spacer ,gdyż chciał ze mną porozmawiać sam na sam Poszliśmy i rozmawialiśmy o wszystkim.Było już bardzo ciemno Odeszliśmy już daleko do lasu Aż usłyszeliśmy jakiś szelest liści i połamanych gałęzi Przestraszyłam się tak bardzo że nawet nie poczułam że Sławek objął mnie mocno i powiedział "Nie bój się ze mną ci nic nie grozi" Do tej pory pamiętam to uczucie ,jego dotyk To był coś niesamowitego Nigdy wcześniej nie czułam takiej euforii Naprawdę poczułam się przy nim bezpieczna i szczęśliwa w jego objęciach
Zapytał się czy wierze w miłość od pierwszego wejrzenia
Takie niby banalne Ale od tej pory jesteśmy razem I nadal czujemy emocje ,które wtedy nam towarzyszyły A w miłość od pierwszego wejrzenia oczywiście wierzę

--

29811 aleksandraa Kobieta, 36 lat, Jarocin
ewelka21

ewelka21

,,-Nie rozumiem na czym polegał wówczas Twój romantyzm?Czy Ty w ogóle wiesz co to znaczy....?"-zirytowana zapytałam mojego męża kiedy poprosiłam go aby to On opowiedział najbardziej romantyczną historię dotyczące naszego związku...
Jeśli chcecie dowiedzieć się dlaczego tak bardzo wytrącił mnie z równowagi przeczytajcie poniższą historię i same oceńcie czy ta historia może być dla kogoś romantyczna...

-,,Zobaczysz to będą niezpomniane walentynki!Przygotowałem dla Ciebie wspaniałą niespodziankę!Nigdy nie zapomnisz tego dnia!"-usłyszałam od mojego narzeczonego na dwa dni przed Świętem zakochanych. -,,Ciekawe co to za niespodzianka?"-zastanawiałam się.-,,Kwiaty?Kino?Kolacja?Nowa bielizna?A może ten piękny naszyjnik ,który ostatnio razem oglądaliśmy?Nie, to nie to.To musi być coś naprawdę wyjątkowego. Pewnie żałuje,że w tamtym roku nawalił i nie dał mi nawet przysłowiowego kwiatka.Może w tym roku zrobi więc wszystko,by to naprawić"-myślałam.Wreszcie nadszedł 14 lutego. Już od samego rana chodziłam jak,,nabuzowana".Nie mogłam doczekać się chwili,w której ,,TO " nastąpi.,,TO " było tak tajemniczą sprawą,że mojego R. nie było w domu już od samego rana.Pojawił się dopiero ok. 16 i z szerokim uśmiecham na ustach wręczył mi kluczyki od swojego ukochanego auta i powiedział:,,- Abyś wiedziała jak bardzo Cię kocham, daję Ci dziś możliwość poprowadzenia mojego samochodu. Specjalnie Nawet go nawet umyłem! Wszystkiego najlepszego z okazji walentynek kochanie!".
Nie muszę chyba nic więcej mówić....

A moja najbardziej romantyczna opowieść? Przeczytajcie...

,, - Czytałeś kiedyś Romeo i Julię ?" - zapytałam R. podczas pewnego popołudniowego spotkania. ,, - Nie...Ale sądząc po Twojej minie pewnie powinienem..." - odpowiedział z uśmiechem na ustach. Nie wiedziałam co odpowiedzieć...Nie byłam pewna czy rzeczywiście powinien...Historia Romeo i Julii była jednak łudząco podobna do naszej...Dwie skłócone ze sobą rodziny, miłość niczemu nie winnych dzieci...A może raczej młodych kochanków..?Miałam tylko nadzieję, że nasza historia zakończy się happy endem...
Widywaliśmy się niemal codziennie...Patrzyliśmy na siebie przez dziury w płocie i ubytki w murze dzielące domy naszych rodzin. Skłóconych rodzin...Tak naprawdę to nie wiem jak długo trwał ten konflikt...Nie wiem nawet czy ktokolwiek to wiedział...Nie wiem też czy kogokolwiek to interesowało...Ale konflikt trwał i z dnia na dzień rósł w siłę...
Nie rozumieliśmy dlaczego nasi rodzice aż tak bardzo się nienawidzą. Nigdy nie mieli nawet okazji ze sobą rozmawiać...Może to i dobrze, bo jeszcze wyszło by na jaw że my - ich ukochani jedynacy - tworzymy zgodną, połączoną miłością, parę...Spotykaliśmy się po kryjomu. Nad rzeką, na łące, w parku...Wybieraliśmy ustronne miejsca. Nie chcieliśmy bowiem aby ktokolwiek z nich mógł nas zauważyć. Byliśmy dorośli a czuliśmy się nadal jak małe zagubione dzieci...Wiedzieliśmy bowiem, że to odkrycie złamałoby ich serca...Mimo to, nadal byliśmy razem. Nasza miłość, z dnia na dzień rosła w siłę. Stawała się co raz większa i silniejsza...Wydawało nam się wówczas, że nikt i nic nie jest w stanie jej zniszczyć...
Nie mam pojęcia jak moi rodzice dowiedzieli się o naszym uczuciu... Najpierw niszczyli je podstępem...Potem groźbą...A w zasadzie próbowali bo osiągnęli tylko odwrotny skutek... Płakałam, odgrażałam się, uciekałam z domu... Po kolejnej ucieczce nie miałam już gdzie wracać... Rodzice postawili mi ultimatum - albo On albo Oni... Zupełnie ich nie rozumiałam... Ich i sposobu ich postępowania... Długo zastanawiałam się nad decyzją... Nie chciałam bowiem tracić ani Ich ani Jego... W końcu wybrałam... Wybrałam miłość... Zrozumiałam bowiem, że nie mogę postąpić inaczej...Że taka miłość trafia się tylko raz w życiu...Że nie mogę zaprzepaścić szansy, jaką daje mi los...
Dziś, patrząc na nasze dzieci, wiem że dokonałam właściwego wyboru...
A moi rodzice? Wreszcie czują dokładnie to samo...Siłę ogromnej miłości...

--

12127 ewelka21 Kobieta, 35 lat, szczecin
emaran

emaran

Może to nie była sytuacja bardzo romatyczna, ale na pewno pokazała, jak mocno mój mąż mnie kocha.
To było 2-3 miesiące po narodzinach naszej córeczki, ja byłam na macierzyńskim, a mój mąż zwyczajnie rano wyszedł do pracy. Wrócił po niedługim czasie, myślałam,ze cos się stało. A on stanał z kwiatami i powiedzial, ze dzisiejszy dzień jest dla mnie, a on zaopiekuje się maleńką księżniczką.
Oniemiałam, nie spodziewałam się takiego zachowania. Owszem, mąż pomagał przy córce, ale nie zdarzyło się, by został z nią sam na sam. Wyszłam z domu na spacer i małe zakupy- tylko dla mnie, bez pieluch, czy produktów na obiad. Zresztą same zakupy nie były ważne. Ważne bylo to,że mój mąż docenił moją pracę w domu i zobaczył,ze nie jestem tylko mamuśką w tonie pieluszek, ale też kobietą, ktora potrzebuje czasu dla siebie. Ciekawe, czy przy kolejnym maleństwie zrobi też mi taką niespodziankę? :)

--

http://www.suwaczki.com/tickers/km5szbmhmbvh84qd.png[/url]

http://www.suwaczki.com/tickers/iv09vcqgtm5sabhz.png

16334 emaran Kobieta, 37 lat, Warszawa/Sandnes NO
AsienkaPL

AsienkaPL

CO PRZYNIESIE ROK?

Każdy wraz z nadejściem Sylwestra i Nowego Roku zastanawia się, jakie zmiany przyniesie, czy będzie pomyślny i czy odmieni on nasze dotychczasowe życie.

Rok 2007 mogę nazwać początkiem mojego nowego życia o romantycznym zabarwienie w małżeńskiej roli w tle. Druga polowa roku przyniosła upragniony urlop oraz odpoczynek od sesji i studiów. Wraz z moim chłopakiem Łukaszem wyjechaliście nad nasze polskie morze. Bałtyk nas rozpieszczał, gorące dni zapraszały do kąpieli, a my delektowaliśmy się każdą wspólną chwilą. Pewnego dnia, wybraliśmy się do pobliskiego Kołobrzegu, aby pospacerować i nieco pozwiedzać. Bardzo lubimy romantyczne światło latarni morskiej i długie spaceru brzegiem morza. Tego wieczoru było nieco pochmurno, lecz my postanowiliśmy wspiąć się na latarnie morską, aby podziwiać miasto i morze z lotu ptaka. Nie wiedziałam jeszcze, że schody latarni doprowadzą mnie do zmian w moim życiu. Gdy chmury nieco przesunęły swoje obłoczka naszym oczom pojawiło się zachodzące słońce. Promienie słońca oświetlały nasze zakochane twarze, mój chłopak uklęknął i wyznając mi miłość spytał się mnie czy zostanę jego żoną. Pytanie to zmieniło moje życie. Wieczór zakończyliśmy długim spacerem brzegiem morza, przechadzką po molo i pyszną kolacją w restauracji przy promenadzie. W podziękowaniu za przyjęcie zaręczyn otrzymałam bukiet moich ulubionych białych róż i oczywiście wymarzony zaręczynowy pierścionek.

Niemalże rok później, bo 17 sierpnia 2008 roku przyrzekliśmy sobie miłość w kościele i odtąd żyjemy razem, codziennością która uświadamia nam jaką wartością jest rodzina i miłość.

Kołobrzeg to sentymentalne miejsce na naszej mapie miłości i w przyszłości, gdy nasz maluch podrośnie zabierzemy go na rodzinny spacer brzegiem kołobrzeskiej plaży i opowiemy czym jest prawdziwa miłość.

--

27922 asienkapl Kobieta, 36 lat, Stary Toruń
Nena

Nena

Najbardziej romantyczna przygoda mojego życia rozpoczęła się pewnego sierpniowego dnia. I trwa do dziś!!!
Poznaliśmy się wiele lat temu w wakacje. Zaczęło się standardowo- ukradkowe spojrzenia, motylki w brzuchu, zauroczenie, nieśmiałe pocałunki, takie są uroki pierwszej młodzieńczej miłości. Oczywiście były też liczne obietnice, że nigdy o sobie nie zapomnimy. Niestety jak to z wakacyjną miłością bywa, zazwyczaj mija ona wraz z końcem lata. Tak było i z nami. Rozjechaliśmy się każdy w swoją stronę, kontakt mieliśmy raczej sporadyczny (listy, telefony, o smsach mało kto wtedy słyszał). Każde z nas wchodziło w kolejne związki, dłuższe czy krótsze, mniej lub bardziej udane. Ale On zawsze zajmował takie specjalne miejsce w moim sercu, czasem wzdychałam z taką cichą nadzieją, że może kiedyś...
Po raz kolejny spotkaliśmy się 7 lat temu. I znowu był to sierpień. Nasze uczucie rozkwitło na nowo z szaleńczą siłą, zupełnie jak przed laty. Tyle, że my byliśmy inni- starsi i bogatsi w doświadczenia. Postanowiliśmy już się nie rozdzielać. Nie było nam łatwo- dzieliło nas prawie 200km, moi bliscy nie akceptowali naszego związku. Ale my nadal byliśmy razem, widywaliśmy się jedynie w weekendy. Doskonale pamiętam przeszywającą całe ciało tęsknotę, długie rozmowy przez telefon i oczekiwanie na spotkanie. Gdy nadchodził weekend odliczałam godziny i minuty do naszego spotkania. Jak dziś pamiętam euforię gdy On przyjeżdżał by wspólnie spędzić razem choć jeden dzień oraz rozpacz gdy musiał wracać do siebie. I znów tęsknota do kolejnego spotkania. Tak minęły nam dwa lata. Zaczęło brakować mi stabilizacji, jego obecności na codzień, weekendowe spotkania przestały mi wystarczać. Niestety nic nie zapowiadało się na to aby nasza sytuacja miała się zmienić, dlatego też z ciężkim sercem postanowiłam zakończyć nasz związek. Wtedy zjawił się On. Ze łzami w oczach przekonywał mnie żeby się nie poddawać, żeby spróbować zawalczyć o wspólne szczęście, że warto być razem na przekór wszystkiemu i wszystkim. Uwierzyłam mu. Postawiłam całe moje życie na jedną kartę- rzuciłam pracę, przeprowadziłam się do zupełnie obcego mi miasta by zacząć nowe wspólne życie u jego boku. I było wspaniale! Wszystko było takie pierwsze- pierwsze decyzje, zakupy, rachunki. Pierwsze wspólnie wynajęte mieszkanie, wspólne wieczory, noce i poranki. To była zwykła codzienność ale mnie te wspólne chwile niezwykle cieszyły. Nagle nasze życie nabrało szaleńczego tempa, zupełnie jakbyśmy chcieli nadrobić stracone lata- zaczęliśmy szukać własnego mieszkania, przygotowywać się do ślubu. W ferworze przygotowań nawet nie zorientowaliśmy się, że pod moim sercem pojawiła się mała istota, owoc naszej miłości. W walentynki (jak się tego spodziewałam) na moim palcu pojawił się pierścionek zaręczynowy, natomiast tydzień później ogłoszono nas oficjalnie Mężem i Żoną. I tak zaczęło się nasze wspólne życie ze wspólnym nazwiskiem, pod wspólnym adresem.
Jednak największy dowód miłości dostałam od męża gdy na świat przyszedł nasz syn, z chwilą kiedy dowiedzieliśmy się o jego kłopotach zdrowotnych. To mąż był dla mnie największym wsparciem w tych trudnych chwilach. To on pozwalał wypłakać się w ramię, to on słuchał i pocieszał. Egzamin na męża i partnera zdał wtedy celująco. Już wtedy byłam pewna, że lepiej wybrać nie mogłam.
Gdyby ktoś zapytał czy było warto przeprowadzić taką życiową rewolucję, odpowiem bez wahania, że tak. Nigdy nie żałowałam mojej decyzji choć nie zawsze było nam lekko. Jak to w życiu bywa- oprócz chwil beztroski i radości pojawiają się też problemy mniejsze lub większe. Ale ja wiem, że dzięki sile naszej miłości jesteśmy w stanie pokonać wszystkie przeszkody. Już zawsze będziemy iść przez życie razem, ramię w ramię, ręka w rękę. To musi być prawdziwa miłość!!!:love:

--

podaruj 1% dla Tomka http://fundacja-sloneczko.pl/apele/pokaz_opis.php?ida=120/C

http://s7.suwaczek.com/20090221310117.png

http://s1.suwaczek.com/200910201962.png

4789 nena Kobieta, 39 lat, Gdańsk/Słupsk
jan

jan

Opowiadanie które tu zamieszczam jest całkowice prawdziwe i dla mnie najbardziej romantyczne jest również napisane przeze mnie lecz upublicznione na innym portalu przez janmegę to rownież mój login jeśli m inie wiedzycie moge dać hasło

Są walentynki. Zimnemu porankowi towarzyszy lekki ciepły wiaterek. Właśnie wracam od rodziny, której to dawno nie odwiedzałem. Z biletem w ręku i niewielkim bagażem czekam na pośpieszny z Zakopanego do Warszawy. Myślę o tym, co będę robił w domu, gdy dojadę, pozostało mi przecież jeszcze 10 dni urlopu. Może w końcu kupię sobie wymarzony motor.
Nadjeżdża pociąg, jest zupełnie pusty. Tak pusty, że można wybierać wagony, a nie przedziały. Wsiadam w jeden z ostatnich wagonów i wybieram przedział na samym jego środku. Mam nadzieję, że ktoś się do mnie przysiądzie. Wpatrzony w znikające zaraz za mną kolejne domy, obmyślam plan zakupu jakiejś wypasionej maszyny. Dopiero na czwartej stacji w niewielkim miasteczku wsiada kilku dodatkowych pasażerów. Wśród nich niewysoka o idealnie zgrabnych nogach, wyrazistych kształtach i bujnych włosach brunetka. Patrzę na nią z okna mojego przedziału. Widzę, że czuje mój wzrok. Po chwili słyszę jej zdecydowane kroki na korytarzu. Fajna laska, myślę, muszę ją jeszcze zobaczyć. Wpatruję się w rozsunięte drzwi mojego przedziału, by po kilku sekundach zobaczyć znów ową brunetkę.
- Czy mogę się przysiąść ?
- Oczywiście proszę - odpowiadam równie zdecydowanie.
Siadła wprost na przeciwko mnie. Nie mogę się powstrzymać i zaczynam wnikliwie przyglądać się jej, jej ruchom. Jest po prostu idealna. Wyciąga jakieś damskie czasopismo i zaczyna je przeglądać. Czuję, że mój wzrok zaczyna ją drażnić. Rozpoczynam rozmowę. Szybko orientuję się, że mam do czynienia z wesołą i elastyczną dziewczyną. Ma tak samo jak ja ironiczne poczucie humoru. Rozmowa szybko przeradza się w wymianę ciepłych żartów, przeplatanych od czasu do czasu komplementami. Po każdym jej szczerym uśmiechu czuję, jak robię się coraz bardziej czerwony, tracę troszeczkę panowanie nad swoim ciałem i robi mi się niewygodnie. Cholera, myślę, nie potrafię nad tym zapanować. Czuję się głupio, jak małolat. Co gorsza, dziewczyna to zauważa. Kończy rozmowę i znów, w nieco prowokacyjny tym razem sposób, sięga po gazetę, podnosząc ją nieco wyżej. Prawie nie widzę jej oczu. Widzę natomiast jak powolutku przekłada nogę na nogę. Chyba mnie obserwuje. Czuję, jak ogarnia mnie coraz większe napięcie, nad którym już wogóle nie mogę zapanować. Jedyne co mogę zrobić, to skierować głowę w stronę okna, jednak nie robię tego. Mija kilka chwil i widzę jak dziewczyna powoli rozchyla nogi, odsłaniając swoją białą bieliznę! Mało tego, zaczyna całkiem prowokacyjnie ruszać biodrami. Nie wytrzymuję! Widok jej rozchylonych nóg działa na mnie jak magnes. Przechylam się w jej stronę i powoli kładę dłonie na jej delikatną skórę nóg. Dziewczyna nie reaguje... czyta dalej gazetę. Przeciągam swoje ręce powolutku wzdłuż jej nóg do częściowo zasłoniętego przez kusą spódniczkę krocza. Ma bardzo delikatną, idealnie opaloną skórę. Niejako odruchowo zbliżam swoje usta do nóg i zaczynam je całować centymetr po centymetrze, centymetr za centymetrem. Zaczynam od kolan i przesuwam się coraz wyżej i wyżej. Czuję wyraźnie jej puls i ciepło. Widzę nabrzmiałe sutki. Dziewczyna odrzuca od siebie gazetę. Ja wstaję i bez słowa zasuwam firanki, zamykam drzwi od przedziału. Wracam do niej, głęboko patrzę w jej oczy. Widzę, że chce tego. Powoli rozchylam jej nogi, klękam przed nią i podnoszę jej koszulkę. Odpinam stanik i pieszczę sutki, sprawiając, że jeszcze bardziej sztywnieją. Dziewczyna wygina swe ciało w moją stronę i przytrzymuje moją głowę, coraz bardziej na nią naciskając. Długo całuję jej sutki. nasze serca biją coraz mocniej i szybciej. Moje pieszczoty bardzo jej się podobają, jest naprawdę podniecona. Układa się wygodniej na siedzieniu i ściąga swoje majtki. Po chwili wchodzę w nią i mocno przytulam do siebie. Moje z początku wolne ruchy, zaczynaja nabierać tempa. Dziewczyna jeszcze szerzej rozstępuje nogi i mocniej obejmuje moje barki. Od czasu do czasu w chwilach większego podniecenia podnosi glowę lub cicho jęczy w swojej rozkoszy. Zmieniamy pozycję. Teraz kładę jej nogi na mojej klatce piersiowej. Kocham się z nią, cały czas pieszcząc jej piersi, nogi, stopy. Ona zamyka oczy. Czuję, jak fala podniecenia wzbiera się i coraz szybciej zbliża się do brzegu. Dziewczyna obraca głowę i w rozkoszy podnosi swoje piersi. Zostaję w niej jeszcze przez chwilę. Po chwili dziękuję jej pocałunkami. Po wszystkim uśmiechamy się do siebie. Jesteśmy zupełnie świadomi niedawnego miłosno - walentynkowego szaleństwa. Częstuję ją papierosem. Dowiaduję się, że dziewczyna też wysiada w Warszawie. Daje mi swój numer telefonu. Zadzwonię do niej na pewno. Kto wie, może przyjadę na swoim nowym motorze z niespodziewaną wizytą.

--

30897 jan Kobieta, 0 lat
ITruth

ITruth

Czy najbardziej romantyczna?

Nie wiem...

Czy w ogóle romantyczna?

Dla mnie tak!

Nie umiem prosto z mostu - musi być wstęp :oczko:

Październik 2004

Przypadkowe spotkanie po dwóch stronach ulicy i "głupkowate" teksty do nieznajomego.
Jak się okazało kolejnego dnia - kolegi z jednego roku na studiach.

Luty 2005

Spędzamy ze sobą mnóstwo czasu, siedzimy na studiach obok siebie, dogadujemy się bez słów, lubimy te same dowcipy i mamy takie samo poczucie humoru. Ja "skarżę" się w sms'ach, że jestem samotna w nowym mieście, że jest mi źle samej w mieszkaniu... dostaję wiadomość, która pamiętam po dziś dzień: "Chcę wypełnić Twoją samotność"...

Kwiecień 2005

Pierwsze Kocham Cię wypowiedziane w Tatrach

Czerwiec 2006.

Znamy się z Maćkiem od 2-óch lat. Spędzamy ze sobą każda wolną chwilę. Wypełniamy wspólny czas poznawaniem siebie. Rozmawiamy o przyszłości, o tym jak bardzo się kochamy i "ustalamy", że chcemy się pobrać, bo żyć bez siebie nie umiemy. Wiedziałam, że kiedyś się oświadczy, ale nie spodziewałam się czasu, okoliczności i miejsca.

Lipiec 2006

Jestem na wyjeździe oazowym jako opiekun. 22 lipca o 7.oo, kiedy już obudziłam dziewczynki, by zdążyły do codziennych obowiązków, odbieram telefon i słyszę mojego Maćka jakby bliżej, nie z odległości kilkudziesięciu kilometrów: "Wyjdź przed ośrodek, zobacz jakie piękne świeci dziś słońce". Zdezorientowana wychodzę z pokoju, wychodzę na dwór i widzę mojego Ukochanego, czekającego na mnie. Obok Niego stoi rower, na którym przyjechał do mnie pokonując od 4 nad ranem kilkadziesiąt kilometrów. Ma w ręku bukiecik polnych kwiatów, klęka na kolana, wyjmuje z kieszonki maleńkie pudełeczko i oświadcza mi się przy porannych promieniach słońca. Piszczę z radości i za chwilkę cała rozpływam się w euforii, zachwycie...:love::love::love:

Cudowność, niesamowitość, miłość i prawdziwe wypełnianie samotności :love:

Rok później, 7 lipca 2007 roku składaliśmy sobie przysięgę małżeńską.

22023 itruth Kobieta, 34 lata, Końskie
aspodlasie

aspodlasie

elus.dreptus
Długo musiałam się zastanowić bo mój maż, tak samo jak ja, nie /QUOTE]

Moj też nie jest zbytnio wylewny ;) potrafi zaskoczyc,ale to juz planuje akcje,kombinuje ;)dlatego opisalam historie jeszcze z chlopakiem;)

Z tych naszych opowiesci dziewczyny to telenowela musi byc byc niezla;)

--

30087 aspodlasie Kobieta, 33 lata, pomorskie